Skrzydelski: Czekałem na tę naszą rozmowę, bo wydarzenie, które omawiamy, ma swoje znaczenie. To pierwsze wystawienie „Kruma” Hanocha Levina na scenie zawodowej od czasu legendarnej już premiery Krzysztofa Warlikowskiego. To był rok 2005. Nadal przed oczami mam tłumy przy kasie TR Warszawa, a nawet wzdłuż Marszałkowskiej, te kolejki czekających, niepewnych, czy uda im się dostać na spektakl.
Moroz: Dziś za Levina bierze się reżyserka, która „Kruma” mogła widzieć jako studentka, tak jak my. W Teatrze Polskim w Bielsku-Białej licytuje bardzo wysoko.