„Przedwiośnie” Joanny Kowalskiej na podstawie powieści Stefana Żeromskiego w reż. Piotra Ratajczaka w Teatrze Kochanowskiego w Opolu. Pisze Michał Kuziak, członek Komisji Artystycznej XI Konkursu na Inscenizację Dawnych Dzieł Literatury Polskiej i Europejskiej „Klasyka Żywa”.
Przedwiośnie Stefana Żeromskiego może stanowić pułapkę dla teatru. To przecież samograj. Kolejna i nieostatnia polska powieść „z wielkich pytań naszej epoki” (tym mianem Bolesław Prus określił swoją Lalkę). Można zakładać, że wystarczy przenieść tekst na scenę i pozostawić widza z Polską wiecznie stającą się, zawieszoną między niechcianą przeszłością a tym, co wzniosłe, piękne i dobre, będące rzeczą przyszłości. Tyle że nigdy niemogącej się zrealizować. Do tego Przedwiośnie stało się przedmiotem mnóstwa opracowań, często upraszczających, a nawet manipulujących.
Jak wymknąć się takiej pułapce? Nie wystarczy przecież przypomnienie, że po publikacji powieść Żeromskiego stała się przedmiotem ataków z każdej strony sporu politycznego w Polsce. Prawica zarzucała pisarzowi romans z komunizmem. Lewica – niechęć do niego (i miała rację…). Jak więc uchwycić ten ważny tekst polskiej kultury, by ominąć rafy uproszczeń i wydobyć z niego ważny dzisiaj głos?
Przedwiośnie w reżyserii Piotra Ratajczaka w Teatrze im. Jana Kochanowskiego w Opolu (to spektakl jubileuszowy – z okazji pięćdziesięciolecia teatru, nawiązujący do jego pierwszej premiery) od początku zdało mi się wyraźnie Gombrowiczowskie. Z jednej strony chodzi o początek spektaklu, przypominający o Ślubie. W obu przypadkach akcja rozgrywa się po wojennej katastrofie, kiedy to wszystko rozsypało się, zatraciło swoją wyrazistość. Jawa miesza się ze snem, przeszłość z teraźniejszością, bohaterowie nie wiedzą, gdzie się znajdują i kim są. Taki trop nadaje realistycznemu przedstawieniu Żeromskiego wymiar fantasmagorii. Zdarzenia i postaci stają się niejasne. Być może stanowią projekcję tego, co dzieje się we wnętrzu głównego bohatera – Cezarego Baryki? Z drugiej – i to ujęcie jest mniej zaskakujące niż poprzednie – groteska scen w majątku w Nawłoci przypomina o epizodzie wiejskim w Ferdydurke. Zarówno u Gombrowicza, jak i u Żeromskiego wieś to trwający, coraz wyraźniej sztuczny, relikt polskiej przeszłości, ujawniający przemoc i niesprawiedliwość wpisane w relacje społeczne w odrodzonym państwie. Do tego wypadałoby jeszcze dodać wspomnianego bohatera, który, podobnie jak bohater Gombrowiczowski, walczy o siebie, o prawo do bycia sobą.
Pomysł dramaturgiczny, opracowany przez Joannę Kowalską, to wykorzystanie całej powieści Żeromskiego (oczywiście, z pewnymi skrótami), potraktowanej tradycyjnie jako historia Cezarego, w której centrum – i to stanowi ciekawy gest interpretacyjny – znajduje się wojna: o sprawiedliwość, o Polskę z bolszewicką Rosją i, jak wspomniałem, o siebie samego. W komentarzach twórcy akcentowali, że chcą pokazać młodego straumatyzowanego człowieka z objawami stresu pourazowego. Na początku spektaklu pojawia się Baryka w polskim mundurze na polu boju; pod koniec – celuje z karabinu do publiczności. Napisana przez Żeromskiego historia rozwojowa zostaje anulowana. Młody Baryka jest już ukształtowany w trakcie całego spektaklu. Naznaczony przemocą, której doświadczył i którą przenosi dalej. Ślad Gombrowiczowskiego Ślubu, a także wspomniana kreacja bohatera weterana, wyraźnie psychologizują odczytanie powieści, a przynajmniej równoważą znaczenie jej aspektu psychologicznego wobec politycznego i społecznego.
Wspomniane batalie okazują się problematyczne. Bitwa o sprawiedliwość wiedzie do przemocy i rzezi – od tego rozpoznania zaczyna się spektakl. Rewolucja u Żeromskiego jest ukazana w częsty w polskiej literaturze sposób jako jedynie wymiana władzy i okazja do grabieży dóbr. A wszystko to w sosie populistycznej nienawiści do elit. Bitwa o Polskę to nie tylko walka z armią bolszewików, ale i coś, co trwa ciągle. Państwo nie działa, panuje w nim niesprawiedliwość. Z ducha XIX-wieczna opowieść o polskiej cywilizacji, którą symbolizują szklane domy (idea całościowego porządku, ładu społecznego umocowanego w technologii i przekładającego się na szczęście ludzi, przypomina o utopii profesora Geista ze wspomnianej tu już Lalki…), okazuje się ułudą.
Przedwiośnie często wystawiano jako utwór poddany zabiegom aktualizacyjnym, wyrastający z pytań, którymi żyje współczesność. Radykalnym przykładem niech będzie spektakl Pawła Łysaka w Teatrze Powszechnym w Warszawie, w którym reżyser oddaje głos młodym aktywistom klimatycznym. U Ratajczaka jest mowa o defekcie polskości, o tym, że wszystko kojarzy się nam z Polską. Ze sceny padają słowa o zgubnym konflikcie polsko-polskim i o naszej narodowej przywarze polegającej na przekonaniu, że jakoś to będzie, również o nieumiejętności życia tu i teraz. To w większości frazy Żeromskiego, które jednak brzmią niezwykle aktualnie i dziś.
Zrekonstruowana tu przeze mnie historia rozgrywa się w ascetycznej scenografii Marcina Chlandy, przedstawiającej pole walki z wielkim bunkrem. Pole to jest też cmentarzem, leżą na nim zwłoki, czasami pełzną ludzie. Może wszakże stać się miejscem przyjęcia i balu. Gra światłem wydobywa różne elementy tego pejzażu. Na bunkrze stoi fortepian, znakomicie wykorzystany choreograficznie (Gieorgij Grzegorz Puchalski) w różnych scenach zbiorowych i duetach. Akcji towarzyszy nowoczesna oprawa muzyczna (wspomnę tu tylko o rozpoczynającej ten set hipnotyzującej piosence Depeche Mode Black Celebretaion), za którą odpowiedzialny jest Maciej Zakrzewski. Życie przeplata się tu ze śmiercią – martwi wstają i biorą udział w grze. Toczy się w trakcie wojny i po walce, która zdaje się przegrana przez wszystkich. W spektaklu dominuje estetyka groteski, wykrzywiająca rzeczywistość czy raczej eksponująca jej wykrzywienie – zarówno w scenach z wojny polsko-bolszewickiej, jak i, o czym wspominałem, z życia Nawłoci. Na podkreślenie zasługuje znakomita zespołowa gra aktorów, utrzymana w energetycznym tempie.
Zamysł adaptacji, pozwalający twórcom spektaklu wymknąć się wspomnianej przeze mnie pułapce łatwości Przedwiośnia, odczytuję jako zestaw przesunięć znaczeniowych w stosunku do tekstu Żeromskiego. Przesunięć subtelnych i fortunnych, pozwalających skupić się na kwestii destrukcyjnego wpływu historii na jednostkę. Młody Baryka styka się z chaosem ogarniającym świat, nie odnajduje optymizmu i nadziei. Poznaje zło rewolucji, nie przyjmuje polskiego patriotyzmu. Wszędzie pozostaje obcym przybyszem z zewnętrznego świata.
Ciągle niepokoi przy tym fatalna powtarzalność polskiej historii, o której wiemy już więcej niż Żeromski, celnie wpisujący w swój tekst pytanie o polską ideę w nowoczesnym świecie, o to, czy istnieje taka idea. Niepokoi ponadto, że teatr coraz częściej rozpoznaje przemoc – powszechną, wynikającą z niezrozumienia rozpadającego się świata i poczucia uwikłania w beznadziejną, pozbawioną wyjścia, sytuację. Ta praca teatru pokazuje bowiem, że taka przemoc coraz wyraźniej nas zagarnia.
Przedwiośnie
na podstawie powieści Stefana Żeromskiego
tekst i adaptacja: Joanna Kowalska
reżyseria: Piotr Ratajczak
scenografia: Marcin Chlanda
choreografia: Gieorgij Grzegorz Puchalski
kostiumy: Grupa Mixer
muzyka i opracowanie muzyczne: Maciej Zakrzewski
Teatr im. Jana Kochanowskiego w Opolu, Duża Scena
premiera: 13 czerwca 2025