Logo
Recenzje

Zaćmienie w dwóch aktach

25.06.2025, 18:24 Wersja do druku

„Zaćmienie w dwóch aktach” Pablo Remóna w reż. Grzegorza Małeckiego w Teatrze Narodowym. Pisze Rafał Turowski na swoim blogu.

fot. Marta Ankiersztejn / Archiwum Artystyczne Teatru Narodowego

To jest jeden z takich spektakli, po obejrzeniu których niepodobna w jednym zdaniu powiedzieć – o czym był. Ale właśnie to jest w Zaćmieniu najpyszniejsze, jakiś taki stan dezorientacji, w jaki widzów wprowadza, a jednocześnie – matematyczna precyzja, z jaką autor i wspaniali aktorzy pozwalają sobie na zbijanie nas z pantałyku.

Rzecz z pozoru wydaje się być wybitnie branżowa, mamy bowiem historie m.in. wziętego reżysera, tworzącego zarabiające kokosy filmy, który – ni w 5 ni w 9 – marzy o zrealizowaniu produkcji więcej niż niszowej; mamy też aktorkę, grającą właściwie za darmo w totalnie progresywnych i niekomunikatywnych spektaklach, ale – spełniającą swoje marzenie o graniu. Czy ambitny projekt przyniesie Diegu Fontanie (Mateusz Rusin) ukojenie? Czy jego producent (obłędna rola Oskara Hamerskiego, wcielającego się także w m.in. Oskara Hamerskiego) na pewno rozumie decyzję Fontany? Czy sensem pracy Any Velasco (Justyna Kowalska) nie była jednak znienawidzona przez nią rola Złej Czarownicy z Zachodu, która wywołała wśród widowni tak gorące emocje, których to emocji teksty Sarah Kane nie są w stanie wzbudzić? Wreszcie – czy jeśli widzimy na scenie Annę Lobedan grającą m.in. Annę Lobedan (oraz nie grającą Veronicę Del Rey) to jeszcze jesteśmy w teatrze, czy już z niego wyszliśmy? I rzecz jest właśnie o tym - co w teatrze jest „naprawdę”.

O rolach, jakie gramy w teatrze lub przed kamerą i - w życiu. O tym, dlaczego na scenie życie jest kolorowe, a poza nią – nie. I czy to prawda. O tym, że sztuka jest jak narkotyk, a za każde uzależnienie płaci się wysokie ceny. O byciu twórcą i – tworzywem, z cudownie błyskotliwymi odniesieniami do m.in. Czechowa i wspomnianej Sarah Kane. O tym wreszcie - co jest oryginałem, a co – plagiatem, i – dlaczego niekiedy zupełnie niechcący do plagiatu się posuwamy.

Donoszę, że Narodowy zakończył sezon (i pewną epokę) wprost brawurowo, oglądamy bowiem cudowny, pełen czułości i empatii, momentami nieprawdopodobnie zabawny, bardzo inteligentny, brawurowo zagrany i starannie wyreżyserowany spektakl, najbardziej chyba o tym, że nie ma życia bez sztuki. Nawet - jeśli nasze ze sztuką pożycie bywa mocno opresyjne.

Źródło:

www.rafalturow.ski/teatr

Link do źródła

Sprawdź także