„Chłopki. Opowieść o nas i naszych babkach” Huberta Sulimy w reż. Jędrzeja Piaskowskiego z Teatru im. Heleny Modrzejewskiej w Legnicy na 45. Warszawskich Spotkaniach Teatralnych. Pisze Tomasz Miłkowski na stronie AICT.
To nie jest adaptacja głośnej książki Joanny Kuciel-Frydryszak ani też próba wykorzystania mody na „chłopskość”. Twórcy budują własną opowieść inspirowaną tą książką, odsłaniając losy kobiet wiejskich, ich poniżenie, skutki wycieńczającej pracy, ambicji i dowody doznawanej przemocy. Stosują przy tym charakterystyczny dla siebie styl opowiadania, w którym ton powagi, czasem liryzmu łączą z groteską o kabaretowym zakroju.
W części pierwszej obserwujemy rebranding w rodzinnej wytwórni dżemu, która zmieniając nazwę produktu z „Dżemu babci Heleny” na „Dżem szlachecki” włącza się w nurt nieoczekiwanie ożywionej szlachetczyzny po transformacji ustrojowej. Trochę się ta część dłuży, dużo czasu zajmuje reżyserowi prezentacja postaci w kobiecej firmie, jak każda trawionej konfliktami, podziałami i intrygami. Nagrodą za dłużyzny staje się publicystyczny monolog księgowej o poniżeniach chłopek, które teraz biorą odwet za krzywdy, a jeszcze bardziej widowiskowa, utrzymana w stylu witkacowsko-toporowskim scena mordu, w której księgowa ginie z rąk pozostałych kobiet, rozszarpywana i rozczłonkowywana. To pokaz rewolucyjnego zerwania z folwarczną mentalnością.
Część druga zaczyna się od teatru w teatrze (niemal pastisz występu zespołu rzemieślników w „Śnie nocy letniej”) – oto zespół amatorski firmy wystawia historię rodziny Ulmów i ten teatr w teatrze najwyraźniej się nie klei ani w wersji gorzkiej, naturalistycznej, kiedy rodzina przedstawiana jest dość odstręczająco, ani w wersji idyllicznej, słodkiej, kiedy jej portret zostaje przesłodzony.
Po tym wtręcie metateatralnym większość epizodów skupiać się będzie wokół zatrudnienia nowej pracownicy, Ukrainki skrywającej swoje pochodzenie, i wspomnień rzezi wołyńskiej snutych przez babcię Helenę, marzącą o powrocie w rodzinne strony. Rzecz kończy się katastrofą inwazji – zapada ciemność, rozpoczyna się agresja Putina. Ten poważny ton opowieści łagodzi fragment komiczno-liryczny, ukazujący namiętny romans biurowy rozkwitający między sprzątaczką (graną przez mężczyznę potężnej postury) i prawnikiem (to z kolei widowiskowy chudzielec).
Druga część, lepsza pod względem dramaturgicznym, rekompensuje niedopracowania pierwszej. A całość, jak zwykle, potwierdza aktorską klasę zespołu Teatru Modrzejewskiej.