„Godej do mie” (reż. Robert Talarczyk, Teatr Śląski im. Stanisława Wyspiańskiego w Katowicach) to spektakl, który dzieje się tuż obok – dosłownie. Rozgrywa się w luksusowym apartamencie, bez sceny, bez dystansu, bez czwartej ściany. Widzowie siedzą kilka kroków od aktorów, a czasem nawet sięgają do ich lodówki. O tym, jak gra się tak blisko emocji i ludzi z Agnieszką Radzikowską i Dariuszem Chojnackim, którzy na scenie i w życiu tworzą parę, rozmawiała Karolina Czepkiewicz.
Wasz spektakl to niezwykle intymna opowieść o małżonkach, którzy przeżyli jedno z najbardziej traumatycznych doświadczeń w swoim życiu. Jesteście parą nie tylko na scenie, ale i prywatnie. Czy to pomaga, czy raczej utrudnia pracę nad tak trudnym materiałem?
Agnieszka Radzikowska: Mam poczucie, że to ogromny komfort, że gram to z własnym mężem. On się mną opiekuje w tym spektaklu. Nie wiem, czy byłabym w stanie tak bardzo się otworzyć przed kimkolwiek innym. Myślę, że gdzieś od początku czuliśmy, że chcemy to zrobić razem. To wspólne granie jest ważnym aspektem tego projektu.
Dariusz Chojnacki: A dla mnie... to są tajemnice alkowy, których nie będę zdradzał.
Wasz spektakl rozgrywa się w bardzo kameralnych warunkach. Publiczność jest dosłownie kilka kroków od Was. Co to zmienia w aktorstwie, w budowaniu postaci, w relacji z widzem?
Agnieszka Radzikowska: To jest niesamowita wymiana energii. W klasycznym teatrze mamy tę tzw. „czwartą ścianę”. A tutaj widzowie są z nami, niemal w środku sceny. Każdy spektakl wygląda inaczej, bo zależy od tego, z czym przychodzą widzowie. Czasem ktoś siedzi ze spuszczoną głową i wydaje się znudzony, a potem okazuje się, że przez cały czas walczył ze wzruszeniem i nie był w stanie spojrzeć nam w oczy. Po każdym spektaklu siadamy wspólnie z widzami do kolacji – wtedy często słyszymy, co naprawdę przeżyli.
Dariusz Chojnacki: Dla mnie to była nauka od zera. W klasycznym teatrze jesteśmy trochę odgrodzeni rampą. A tu widz patrzy ci w oczy. I to jest trudne. Szczególnie na początku miałem momenty, że łapałem się na tym, że zakładam, co oni o mnie myślą: „Nie podoba im się. Przesadziłem. To nie działa”. Dopiero po czasie zrozumiałem, że to wszystko były moje projekcje. To mnie też wiele nauczyło jako człowieka, że często kreujemy to, co sądzimy, że inni o nas myślą.
Czy były momenty, w których reakcje widzów Was zaskoczyły, poruszyły, może nawet wstrząsnęły?
Agnieszka Radzikowska: Najbardziej zapamiętałam kobietę, która przyszła na spektakl i przeżyła dokładnie to, co moja bohaterka, czyli straciła dziecko w wypadku samochodowym. Jej reakcje były niesamowicie intensywne. Po spektaklu podeszła do nas i podziękowała. Dla mnie to był taki moment, w którym poczułam, że ten spektakl jest naprawdę dla kogoś. Dla takich osób.
Dariusz Chojnacki: Ja miałem sytuację, w której widz w trakcie spektaklu bardzo mocno złapał mnie za rękę. Nie wiedziałem, co się dzieje, pomyślałem, że chce mnie uderzyć. A on po wszystkim przeprosił i powiedział, że zobaczył w mojej postaci samego siebie. Zdał sobie sprawę, jak traktuje swoją żonę. To było mocne. Inna sytuacja: jeden z panów nie potrafił wyjść z roli widza. Chciał się ze mną kłócić. Nie przyjął, że spektakl się skończył, a Darek z teatru to nie Darek z apartamentu.
To rzadko spotykana sytuacja, kiedy widz może wejść w przestrzeń spektaklu tak dosłownie.
Agnieszka Radzikowska: To jest nowość, dla nas i dla widzów. Mieliśmy pana, który wstał w trakcie spektaklu, wyjął z lodówki pomidora i zrobił sobie kanapkę. Później tłumaczył, że był tak zestresowany kłótnią między bohaterami, że musiał coś zjeść. I to jest super, że ludzie reagują autentycznie, czasem nawet się denerwują na nasze postaci. Mamy takie spektakle, gdzie ktoś mówi do nas wprost: „Nie zgadzam się!”. To buduje niesamowitą energię.
Dariusz Chojnacki: Ale też bywają sytuacje trudne. Przyszła kiedyś grupa ludzi, którzy chcieli się pośmiać, a dostali dramat. I przez pół spektaklu walczysz, żeby nie poddać się tej energii. Czasem ktoś się obrazi i już nie wróci. Ale to jest wpisane w ten format, nigdy nie wiesz, kto dziś wejdzie z tobą do tego apartamentu.
Graliście ten spektakl na Śląsku, ale i w innych częściach Polski, a nawet za granicą. Czy publiczność reaguje inaczej?
Dariusz Chojnacki: Każde miejsce ma swoją wrażliwość. To jest fascynujące. Na Śląsku reakcje są inne: mamy śląski język, śląską historię, to rezonuje. Poza regionem ludzie wyłapują inne niuanse. W Kaliszu [podczas 65. Kaliskich Spotkań Teatralnych – red.] zapanowało duże skupieniem. Ale jak graliśmy w Warszawie czy w Stanach to już zupełnie inna bajka.
Spektakl mocno osadzony jest w kontekście śląskim. Jak ważne jest to dla Was osobiście, nie tylko jako artystów, ale i ludzi?
Dariusz Chojnacki: Dla mnie bardzo. Od lat zajmuję się tematyką śląską, dlatego pracuję Teatrze Śląskim, dlatego gram śląskie sztuki. Ten spektakl to efekt wielu rozmów z Robertem Talarczykiem, autorem tekstu i reżyserem spektaklu [oraz dyrektorem Teatru Śląskiego w Katowicach - red.]. Zastanawialiśmy się: Jak mówić o współczesnej śląskości? Co to znaczy być dziś Ślązakiem, nie będąc górnikiem? Co zostaje z naszej tożsamości? Jak ją budować na nowo? Zostawiamy widzów z pytaniami – co wy dalej z tym zrobicie? Potrzeba nam nowych głosów, młodych twórców. Tylko wtedy ta kultura będzie naprawdę żywa.
Na koniec chciałam zapytać o przyszłość spektaklu.
Agnieszka Radzikowska: Możemy już oficjalnie powiedzieć, że dzięki wsparciu Polskiego Instytutu Sztuki Filmowej w sierpniu ruszają zdjęcia do pełnometrażowego filmu „Godej do mie” w reżyserii Roberta Talarczyka. Oczywiście zagramy w nim razem z Darkiem, ale pojawią się też wspaniali aktorzy, m.in. Michał Żurawski i Grażyna Bułka. Bardzo serdecznie zapraszamy – mamy nadzieję, że za rok będziecie mogli zobaczyć ten film, być może nawet tutaj, w Kaliszu, na kolejnych Spotkaniach Teatralnych.
_
„Godej do mie”
reż. Robert Talarczyk
Teatr Śląski im. Stanisława Wyspiańskiego w Katowicach
Obsada: Agnieszka Radzikowska, Dariusz Chojnacki, Ireneusz Chojnacki, Samuel Materny, Antoni Tomczyk
Rozmowa odbyła się 10 maja 2025 roku podczas 65. Kaliskich Spotkań Teatralnych organizowanych przez Teatr im. Wojciecha Bogusławskiego w Kaliszu.
Karolina Czepkiewicz – animatorka kultury i producentka wydarzeń kulturalnych, edukatorka. Absolwentka filologii polskiej o specjalizacji dziennikarstwo oraz PR i kreowanie wizerunku na WP-A UAM w Poznaniu, a także Studium Animatorów Kultury w Kaliszu. Obecnie zajmuje się komunikacją i PR-em.