Logo
Magazyn

35 lat temu odbyła się premiera musicalu „Metro”

31.01.2026, 09:18 Wersja do druku

Polska publiczność przyjęła „Metro” jak objawienie. I słusznie, bo ten musical był w Polsce objawieniem - pisał Daniel Wyszogrodzki. Niesłabnącą popularność „Metro” zawdzięcza przede wszystkim ekspresyjnej formie. Zakochały się w nim tysiące nastolatek, które dziś przychodzą do teatru ze swoimi dziećmi. Pisze Tomasz Szczerbicki dla PAP-u.

fot. mat. teatru

„Sukces! Sukces?”, „Kto się boi »Metra«?”, „Publiczność kocha musicale”, „Metro w budowie” – m.in. takie tytuły zapowiadały recenzje premiery musicalu. „»Metro« stało się tym, czym powinien być prawdziwy musical: wydarzeniem, zjawiskiem społecznym, celem pielgrzymek i skarbnicą przebojów” - napisał Daniel Wyszogrodzki w książce „Ale Musicale. Złote stulecie 1918-2018”. „Polska publiczność przyjęła »Metro« jak objawienie. I słusznie, bo ten musical był w Polsce objawieniem” - pisał dalej Wyszogrodzki.

30 stycznia 1991 r., w Teatrze Dramatycznym w Warszawie - na jednej z dwóch największych scen stolicy - odbyła się premiera „Metra”, polskiego musicalu zrealizowanego z dużym rozmachem, w amerykańskim stylu. Reżyserem i choreografem spektaklu był Janusz Józefowicz. Muzykę skomponował Janusz Stokłosa. Autorkami słów piosenek były Agata i Maryna Miklaszewskie, scenografię przygotował Janusz Sosnowski, a kostiumy - Ewa Krauze i Magdalena Maciejewska. Dodatkową atrakcją przedstawienia było zastosowanie laserów.

Było to pierwsze w nowych realiach politycznych i gospodarczych w Polsce przedstawienie komercyjne – zrealizowane za prywatne pieniądze i nastawione na zysk. „Człowiekiem, bez którego do realizacji »Metra« wogóle by nie doszło, był polski biznesmen o nieco mrocznej przeszłości (służby specjalne PRL) Wiktor Kubiak. To on sfinansował przedsięwzięcie i dał Józefowiczowi możliwość stworzenia odpowiednich warunków do pracy” - napisał Daniel Wyszogrodzki w „Ale Musicalach”. Kolejną rewolucją, którą wnosiło do polskiego teatru „Metro”, był zespół – poza kilkoma zawodowymi aktorami, składający się głównie z utalentowanych amatorów.

W recenzji opublikowanej w „Przeglądzie Tygodniowym” Tomasz Raczek napisał: „Tak, uważam »Metro« za sukces. Oto udało się doprowadzić do premiery nowego, polskiego musicalu, którego ostateczna forma sceniczna nie jest piramidą kompromisów realizacyjnych, lecz odpowiada zamierzeniu początkowemu. Na dodatek powstał nowy, sprawny zespół wykonawczy, dowodzący, iż mamy pełną entuzjazmu i wielu talentów młodzież, pragnącą się uczyć, gotową do wielu poświęceń dla doskonalenia siebie i tworzenia teatru swoich marzeń”. Raczek nazwał „Metro” nie tylko wydarzeniem teatralnym, ale także „sensacją socjologiczną”.

Nie wszyscy wykazywali taki entuzjazm, po premierze ukazało się też kilka umiarkowanie optymistycznych recenzji i parę mało przychylnych. Wanda Zwinogrodzka w „Gazecie Wyborczej” pisała: „Na »Metro« oczywiście warto się wybrać. Przede wszystkim po to, by obejrzeć imponujące efekty, jakie pozwala uzyskać na scenie technika laserowa. Po drugie – żeby posłuchać muzyki Janusza Stokłosy i popatrzeć na układy choreograficzne, opracowane przez Janusza Józefowicza. Co, niestety, nie oznacza, że wieczór będzie wyłącznie pasmem przyjemności. Chwilami będzie po prostu… nudnawy, ponieważ taki właśnie jest scenariusz musicalu. Nie ma w nim cienia dramatycznego napięcia”. Piotr Sarzyński w „Polityce” premierę musicalu komentował: „Udało się Józefowiczowi z gromadki przypadkowych pół-, ćwierć- i pełnych amatorów stworzyć zgrany i dobrze rozumiejący się zespół. Nie działa on jeszcze jak szwajcarski zegarek”. Inni recenzenci nazywali „Metro” m.in. amatorskim, kiczowatym przedsięwzięciem, dowodzącym bezsensowności naśladowania zagranicznej kultury w polskich realiach.

Oceny młodej widowni były entuzjastyczne, dla nich ważniejsza była emocjonalna strona spektaklu niż perfekcja warsztatu artystycznego. Potknięcia czy błędy na scenie odbierali jako wyraz autentyczności przekazu a nie braków w sztuce aktorskiej. To sprawiało, że opinie młodych widzów były odmienne od ocen krytyków. Potwierdzeniem tego był również wydany w 1993 r. album z piosenkami z musicalu „Metro”, który zdobył status podwójnej platynowej płyty.

Musical „Metro” to opowieść o tym, jak uliczni śpiewacy i tancerze wystawiają na peronach metra spektakl dla pasażerów. Jego twórcą i animatorem jest Jan, dla którego metro jest domem, a underground sposobem na życie. Spektakl budzi sensację, a młodzi artyści otrzymują propozycję pracy w komercyjnym teatrze, co jest spełnieniem ich marzeń. Jan, nie wierząc w koegzystencję czystej sztuki i komercji, pozostaje w metrze. Spektakl to opowieść o marzeniach i rozczarowaniach, o pasji i zdradzie, o młodzieńczych ideałach i władzy pieniądza, do tego to również historia romantycznej miłości.

Od pierwszych spektakli nastolatki tworzyły fankluby „Metra”, niektóre oglądały przedstawienie po kilkadziesiąt razy. Owe fanki to dziś pokolenie 40+, dla nich „Metro” to cały czas spektakl wręcz kultowy.

- W czasach licealnych, około 2005-2006 roku, aktywnie brałam udział w życiu fanklubu musicalu „Metro”. Były w nim głównie dziewczyny, chłopaków było niewielu. Chodziliśmy na spektakle, wymienialiśmy się wrażeniami poprzez internet, rozmawiałyśmy o wielu sprawach związanych z musicalem i tym, o czym on opowiadał – powiedziała dziennikarka PAP Anna Kruszyńska. - Każda z nas miała płyty z piosenkami z „Metra”, których słuchałyśmy prawie codziennie – dodała. - Gdy patrzę na to z perspektywy lat, oceniam, że najbardziej poruszała nas w „Metrze” opowieść o niespełnionej miłości, marzeniach, konsekwencji i o tym, jak wiele trzeba czasami poświecić, aby osiągnąć wymarzony cel – podkreśliła Kruszyńska.

W pierwszej obsadzie Ankę, główną bohaterkę, grały na zmianę: Katarzyna Groniec, Edyta Górniak i Beata Wyrąbkiewicz. W rolę Jana wcielali się na zmianę Robert Janowski i Dariusz Kordek. - Przy kasie często było słuchać pytanie: „kto będzie grał Jana”. Gdy padała odpowiedź „Dariusz Kordek” zagorzałe miłośniczki rezygnowały z kupna biletu - powiedziała PAP jedna z fanek „Metra”.

Zespół „Metra” składał się z kilkudziesięciu osób i na przestrzeni 35 lat zmieniał się kilka razy. Wśród młodych aktorów byli m.in. Michał Milowicz, Olaf Lubaszenko, Mariusz Czajka. Dla wielu wykonawców musical było początkiem artystycznej drogi. To właśnie w „Metrze” swoje pierwsze kroki na scenie stawiali m.in: Monika Ambroziak, Katarzyna Skrzynecka, Doda, Magdalena Wójcik, Ewelina Flinta, Marzena Rogalska.

W momencie premiery musicalu i przez pierwszych kilka lat grania metro, jako forma transportu miejskiego, znane było Polakom tylko z filmów lub podróży zagranicznych. Pierwszą linię metra otwarto w Warszawie dopiero wiosną 1995 r.

„Metro” nie było pierwszą musicalową produkcją w amerykańskim stylu w Polsce. Cztery lata wcześniej w Teatrze Muzycznym w Gdyni wystawiono musical „Jesus Christ Superstar” Andrew Lloyda Webbera, w polskiej wersji wyreżyserowany przez Jerzego Gruzę. W pierwszej obsadzie Jezusa grał Marek Piekarczyk (wokalista zespołu TSA), a w orkiestronie zasiedli muzycy tego zespołu. Taka obsada głównej roli i orkiestry miała zainteresować spektaklem młodą, niekoniecznie wcześniej zaglądającą do teatru, publiczność. Produkcja ta nie stała się jednak wielkim sukcesem i dziś została nieco zapomniana, w przeciwieństwie do „Metra”, które od 35 lat jest wystawiane przy pełnej widowni.

Niesłabnącą do dziś popularność „Metro” zawdzięcza przede wszystkim ekspresyjnej formie. Zakochały się w nim tysiące nastolatek, które dziś przychodzą do teatru ze swoimi dziećmi. Do lipca 2025 spektakl zagrano ponad 2680 razy, co jest prawdziwym sukcesem w Polsce.

Po spektakularnym sukcesie w Polsce postanowiono przejść do wyższej ligi i wystawić musical na Broadway’u. Po kilku miesiącach przygotowań zespół pojechał do Stanów Zjednoczonych. 16 kwietnia 1992 r. w Minskoff Theatre odbyła się nowojorska premiera spektaklu, która skończyła się owacją na stojąco. Wyrok na „Metro” wydał jednak Frank Rich, recenzent „New York Times”. W jego ocenie, przedstawienie było kopią broadwayowskich musicali, spektaklem ze słabym aktorstwem i marną muzyką. Ta recenzja jednoznacznie przesądziła o losie amerykańskiego snu o sukcesie „Metra”.

Po powrocie do kraju zespół „Metra” wrócił na scenę Teatru Dramatycznego. Cały czas musical cieszył się ogromną popularnością, dość drogie bilety wyprzedawały się na kilka tygodni przed spektaklami. Przez pewien czas wystawiano nawet po dwa przedstawienia dziennie. W maju 1992 r. zagrano musical po raz 500. Kolejne lata to czas niesłabnącej popularności przedstawienia.

W grudniu 1996 r. zagrano 900 spektakl, który był ostatnim na deskach Teatru Dramatycznego, ponieważ dyrekcja sceny odmówiła wystawiania kolejnych przedstawień. Od 1997 r. musical przeniesiono do teatru Studio Buffo, stworzonego przez Stokłosę i Józefowicza. Mniejsza scena tego teatru wymusiła zmniejszenie obsady spektaklu i ograniczenie scenografii. W tym wydaniu przedstawienie zatytułowano „Metro w Buffo”. Pod koniec 1999 r. zagrano „Metro” po raz 1000.

W 10. rocznicę premiery „Metra”, w momencie dającym już pewną perspektywę do ocen, Janusz Józefowicz udzielił wywiadu PAP. Powiedział w nim: „Siłą tego spektaklu było to, że wykonawcy nie udawali nikogo innego, niż są. Była to wypowiedź wprost młodych ludzi. Chcemy, żeby dalej tak było”.

Był to czas, gdy pierwszy skład „Metra” zastępowali kolejni wykonawcy. Zapytany, czym różni się ta młodzież od tamtej, która zaczynała pracę nad spektaklem 10 lat temu, Józefowicz odpowiedział: „W tej chwili nikt już nie mówi w Polsce, że musical jest nam obcy kulturowo. Jest to już właściwie codzienność. Coraz więcej teatrów sięga po materiał muzyczny. Młodzi ludzie, którzy zagrają w nowej wersji, traktują to teraz bardziej profesjonalnie, niż ci, z którymi zaczynałem 10 lat temu”.

Zapytany, jaki był najdramatyczniejszy moment w historii „Metra”, Józefowicz odpowiedział: „Chyba moment wyrzucenia nas z Teatru Dramatycznego. Wszyscy uważaliśmy, że było to dla nas bardzo krzywdzące. Trudne były też przygotowania do premiery. Teatr Dramatyczny miał swój układ zajęć. W związku z tym wielokrotnie zaczynaliśmy próby np. o godzinie 23, a kończyliśmy nad ranem. Niestety, w pewnym momencie stwierdzono, że nie będziemy już więcej grali »Metra« w Dramatycznym. Nie rozumiem tej decyzji do dzisiaj. Graliśmy wówczas ten spektakl jedynie przez kilka dni w miesiącu. Nie stanowiło to chyba żadnej komplikacji dla działalności teatru. Myślę, że była to raczej kwestia ambicjonalna. Wśród momentów trudnych wymieniłbym też krzywdzącą opinię Franka Richa, recenzenta „New York Times'a”, która kompletnie nie przystawała do reakcji publiczności”.

W 2011 r., z okazji 20-lecia „Metra” zorganizowano serię jubileuszowych przedstawień na deskach Teatru Dramatycznego. W głównym przedstawieniu wystąpiła pierwsza obsada musicalu, w tym m.in. Katarzyna Groniec, Michał Milowicz, Wojciech Dmochowski. Zorganizowanie jubileuszu w teatrze, gdzie musical miał swoją premierę, umożliwiło twórcom ponowne wykorzystanie dodatkowych elementów dekoracji i sceny obrotowej. 30 stycznia 2016 r. musical obchodził 25-lecie w teatrze Studio Buffo. Wciągu tego ćwierćwiecza „Metro” wystawiane było również w innych miastach w Polsce, pojawiło się też w Moskwie i Petersburgu.

30 stycznia 2026 r. jubileuszowy spektakl musicalu „Metro” na warszawskim Torwarze rozpocznie obchody 35-lecia tego przedstawienia. W kolejnych miesiącach będzie on prezentowany również w Bielsku-Białej, Wrocławiu, Łodzi, Rzeszowie. Ostatni jubileuszowy spektakl odbędzie się w listopadzie w Lublinie.

Źródło:

Sprawdź także