Logo
Magazyn

30-lecie „Józefomanii”

17.02.2026, 08:30 Wersja do druku

30 lat temu w Teatrze Powszechnym w Radomiu odbyła się polska prapremiera musicalu Andrew Lloyda Webbera i Tima Rice’a „Józef i cudowny płaszcz snów w technikolorze”. Zrealizowana z dużym rozmachem produkcja Wojciecha Kępczyńskiego przyniosła ogromny sukces frekwencyjny i rozgłos na cały kraj. Pisze Ilona Pecka dla Polskiej Agencji Prasowej.

fot. mat. teatru

17 lutego 1996 roku na premierowy spektakl przyjechali do Radomia m.in. premier Hanna Suchocka i przewodniczący sejmowej Komisji Kultury Juliusz Braun.

„Miałam wiele propozycji spędzenia ostatniego dnia karnawału, ale wybrałam wyjazd do Radomia i sądzę, że nigdzie bym się lepiej nie bawiła” – mówiła dziennikarzom Prezes Rady Ministrów. Chwaliła popisy aktorskie i dynamikę widowiska.

Na musical zapowiadany przez Teatr Powszechny im. Jana Kochanowskiego w Radomiu czekano z zainteresowaniem, niedowierzaniem i z pewnym sceptycyzmem. Wojciech Kępczyński – jako dyrektor niewielkiej sceny dramatycznej w mieście jeszcze wtedy wojewódzkim - postawił wszystko na jedną kartę. Zamiast kilku mniejszych spektakli, postanowił zainwestować w jedną, wielką produkcję. Sam podjął się reżyserii i przygotowania choreografii. Namówił wielu sponsorów do wsparcia przedsięwzięcia. Opracowanie muzyczne zlecił łódzkiemu dyrygentowi i kompozytorowi Maciejowi Pawłowskiemu.

„Józef…” był najdroższą polską produkcją teatralną 1996 r. Media pisały o „deszczu pieniędzy na płaszcz snu”, a także o olbrzymich wydatkach na nowoczesny sprzęt nagłośnieniowy i na skanery umożliwiające komputerowe sterowanie światłami.

„Wojciech Kępczyński wykazał się ułańską fantazją, porywając się na realizację musicalu w teatrze dramatycznym, który nie dysponował ani szczególnie muzykalnym zespołem, ani tancerzami, ani orkiestrą, ani wystarczająco bogato wyposażoną technicznie sceną” – oceniła po latach Anna Kulpa w książce poświęconej historii radomskiego teatru „Marzyć znaczy tworzyć…”.

Spektakl okazał się jednak wielkim sukcesem. W Polsce zapanowała „Józefomania” – do Radomia zjeżdżały autokary z widzami z całego kraju, a bilety były sprzedawane z wielomiesięcznym wyprzedzeniem.

Odtwórcy głównych ról zyskali rzeszę - zwłaszcza młodych fanów - z całej Polski, którzy czekali po spektaklach, by otrzymać autografy gwiazd. Powstał nawet fanklub, a najwytrwalsze fanki, które oglądały przedstawienie po kilkadziesiąt razy, zaczęto w końcu wpuszczać do teatru za darmo.

„Dla radomskiej i nie tylko radomskiej młodzieży jest »Józef…« spektaklem kultowym, a młodzi aktorzy niemal idolami” – pisał Jacek Wakar w „Życiu Warszawy”.

Podczas premierowego spektaklu owacje na stojąco trwały prawie dziesięć minut, a aktorzy wychodzili na scenę kilkanaście razy i powtarzali fragmenty utworów.

Furorę zrobił młody wówczas solista Teatru Muzycznego w Gdyni Jan Bzdawka i Dariusz Kordek - znany ówczesnym widzom z roli Marka w pierwszej polskiej telenoweli „W labiryncie” oraz kreacji Jana w musicalu „Metro” Janusza Józefowicza i Janusza Stokłosy.

„Podbił serca młodej widowni Jan Bzdawka - tytułowy Józef. Piszczały dziewczyny, gdy występował Dariusz Kordek jako Faraon stylizowany na Presleya. Gorącymi oklaskami nagrodzono Katarzynę Krzyszkowską-Sut, która w sobotnim spektaklu grała - a ściślej śpiewała - rolę Narratora, bodaj najtrudniejszą w tym musicalu. Świetny był Tadeusz Woszczyński jako Juda - jeden z dwunastu synów Jakuba. Ze swej roli Żyda charakterystycznego, zrobił prawdziwy minishow – pisał po premierze „Dziennik Radomski”.

Pełna obsada spektaklu liczyła ponad 30 osób - aktorów wybrano w castingu, na który z całej Polski przyjechało ponad 400 osób. Na scenie występował także dwudziestoosobowy dziecięcy chór, tancerze oraz orkiestra i jazzowy zespół wokalny „Five Lines”.

„Radom ma więc swój Broadway(…).Powstał spektakl mogący śmiało konkurować chociażby ze słynnym »Metrem«”– pisano w „Wiadomościach Kulturalnych”.

Krytycy podkreślali, że radomski „Józef…” został zrealizowany z profesjonalizmem i polotem. „Sympatyczne i żywe poczucie humoru jest jedną z największych zalet tego przedstawienia. Radom nie ma żadnego powodu do prowincjonalnych kompleksów” – ocenił Jacek Sieradzki z „Polityki”. „Skonstruowany z dynamicznego, trochę jakby komiksowego, ciągu scen spektakl skrzy się dowcipem” – zauważył Tomasz Tyczyński na łamach „Słowa Ludu”.

Aktorzy chwaleni byli nie tylko za zdolności wokalne i ruch sceniczny, ale i za energię oraz pasję, dzięki czemu powstał dobrze zaśpiewany, zatańczony barwny spektakl dla publiczności w każdym wieku.

„Józef z Radomia to dwie godziny świetnej zabawy w technikolorze. Młodzi ludzie, zaangażowani specjalnie do tego spektaklu, tańczą z radością i zapałem” – podawał „Reuters w Polsce”.

Aleksandra Rembowska, autorka recenzji w miesięczniku „Teatr”, podkreślała, że „dobrze się dzieje, że reżyser przedstawienia, Wojciech Kępczyński, zachowuje wobec musicalowych wzorów i wymogów dystans, traktując niektóre sceny lub rekwizyty z łagodną ironią, wprowadzając niekiedy elementy żartobliwego pastiszu i niedosłowności”.

Krytyczka branżowego pisma zwracała uwagę m.in. na elementy scenografii - mrugające okiem pucołowate słońce niczym z dziecięcej dobranocki czy ociekający złotem rydwan zaprzężony w dwa tygrysy. Uwagę zwracały też rekwizyty, jak chociażby mikrofon w kształcie złotego berła, do którego Faraon wyśpiewywał swoje rockandrollowe kawałki czy telefon komórkowy u egipskiego kupca.

Doceniono Małgorzatę Treutler, autorkę brawurowej scenografii, opartej na dwóch scenach obrotowych oraz wielofunkcyjnych pomostach i podestach, które w zależności od położenia obrotówki ukazywały nowe miejsca akcji.

Pod okiem Treutler powstało też 150 kostiumów scenicznych, a wśród nich ten, który zdobył niezwykłą popularność wśród widzów, czyli należący do Józefa „cudowny płaszcz snów”.

„Wyczarowała ona świat, mieniący się kolorami tęczy na płaszczu Józefa, kipiący od złota, ale zarazem surowy tam, gdzie wymaga tego sytuacja (ściana płaczu, Józef za kratami więzienia)” – pisała o Treutler Bożena Dobrzyńska w „Słowie Ludu”.

W 1996 r. polskie teatry dopiero uczyły się komercyjnego formatu musicalowego. Radomski „Józef…” był jak na tamte czasy produkcją zrealizowaną z ogromnym rozmachem.

„Prędzej spodziewałbym się ducha w operze niż prapremiery musicalu w Radomiu. Myliłem się. Miejski teatr wystawił pełnowymiarowy spektakl muzyczny na przyzwoitym poziomie - napisał w recenzji teatralnej w „Gazecie Wyborczej” Roman Pawłowski.

Ten sam autor, podsumowując sezon 1995/96, podkreślał, że „kiedy w stolicy, dwadzieścia scen ledwie dyszało, dyrektorzy jęczeli o dotacje, a urzędnicy rozkładali ręce, w odległym o półtorej godziny jazdy Radomiu zdarzył się cud”. Powołując się na ranking przygotowany przez „Ruch Teatralny” podkreślał, że żaden z dwunastu recenzentów po obejrzeniu radomskiej produkcji nie wyszedł z teatru zawiedziony.

„Radomscy twórcy udowodnili, że nie tylko teatry w metropoliach mają monopol na sukcesy komercyjne, a Radom leży blisko Warszawy i ruch może się odbywać także w tym kierunku” – wskazywał autor recenzji w „Życiu Warszawy”.

Negatywnych ocen spektaklu było niewiele, ale i takie się zdarzały. „Aktorzy nie zawsze śpiewają czysto, czyli inaczej mówiąc, czasami fałszują. Orkiestra, mimo że gra na żywo, brzmi płasko jak dźwięki wydobywane z tak zwanego parapetu, czyli syntezatora niezbyt wysokiej klasy” – pisał Piotr Gruszczyński z „Tygodnika Powszechnego”. Musical skrytykowała też pochodząca z Radomia śpiewaczka i reżyserka operowa Maria Fołtyn, która określiła go mianem tandety.

„Józefa…” zagrano przeszło 120 razy. Sukces widowiska opierał się na wymiennej obsadzie, co pozwalało na utrzymanie wysokiej intensywności grania, przed południem i wieczorem. W części spektakli w Faraona wcielał się radomski aktor Robert Łuchniak, a w roli Narratora występowały na zmianę oprócz Krzyszkowskiej-Sut: Adriana Gostkowska, Jolanta Litwin i Monika Stefaniak.

Spektakl oficjalnie zdjęto z afisza po niespełna dwóch latach od premiery z powodu wygaśnięcia licencji na jego wystawianie na radomskiej scenie. Sukces „Józefa...” otworzył Wojciechowi Kępczyńskiemu drogę do objęcia w 1998 r. dyrekcji Teatru Muzycznego Roma w Warszawie, którym kieruje do dziś.

„Józef i cudowny płaszcz snów w technikolorze” opowiada biblijną historię Józefa, sprzedanego przez braci w niewolę do Egiptu. Utwór łączący różne style muzyczne – od country, przez calypso, aż po rock and rolla – pozostaje jednym z najchętniej wystawianych na świecie tytułów duetu Webber-Rice. Jego premiera odbyła się na Broadwayu w Nowym Jorku w 1982 roku.

Źródło:

PAP

Autor:

Ilona Pecka

Sprawdź także