Wielowymiarowy świat polsko-niemieckiego pogranicza, jaki wykreował w „Pulverkopf” Edward Pasewicz, czyni tę powieść jednym z najciekawszych zjawisk w polskiej literaturze ostatnich lat. Teraz na scenę przenosi ją Katarzyna Kalwat – pisze Michał Centkowski w „Vogue Polska”.
Oś fabularną szkatułkowo skonstruowanego dzieła stanowi próba zrekonstruowania losów niemieckiego kompozytora Norberta von Hanneheima, dokonywana przez głównego bohatera książki Patryka Werhunta – od pokoleń mieszkającego w Międzyrzeczu (dawniej Meseritz), na „ziemiach odzyskanych”, egzystującego pomiędzy światami, tożsamościami, etnosami. Pasewicz swobodnie łączy plany czasowe, porzuca a później na nowo podejmuje wątki, poddaje w wątpliwość realność zdarzeń i doświadczeń bohaterów. Spektakl koprodukowany przez Nowy Teatr w Warszawie oraz Teatr Polski w Poznaniu podąża za najważniejszymi motywami powieści, stanowiącymi jednocześnie rdzeń twórczych poszukiwań reżyserki.
Napięcie między biografią, a kreacyjnością, temat tożsamości, język, który jest bohaterem, a właściwie wielojęzyczność archiwum kulturowego Patryka Werhunta, wreszcie wątek muzyczny, to wszystko są bardzo bliskie mi tematy, bo dotyczą możliwości opowiedzenia siebie – mówi Kalwat. W istocie „Pulverkopf” jest kolejnym po „Powrocie do Reims” oraz „Kofman. Podwójne wiązanie”, spektaklem reżyserki podejmującym temat tożsamości, kreowanej na styku języków, klas i narodowości. Ale nie jest to jedyny powracający wątek jej twórczości. Dużo pracowałam z tematem przenikania się struktur językowych i niewyrażalności języka w kontekście pracy z muzyką – wspomina reżyserka. Nie po raz pierwszy też podejmuję na scenie temat odzyskania biografii nieznanego szerzej kompozytora. W „Pulverkopf” jest to postać Norberta von Hannenheima. Tę pracę zaczęłam wiele lat temu spektaklem „Holzwege” z Tomaszem Tyndykiem w roli głównej, który wcielił się w postać Tomasza Sikorskiego – tłumaczy dlatego w tym przedstawieniu tak istotną rolę odgrywa muzyka. Rekontrukcji muzycznego archiwum von Hannenheima, niemal w całości zniszczonego podczas jednego z nalotów na Berlin, podjął się współpracujący z Nowym Teatrem Paweł Mykietyn. Zaś muzykę do spektaklu stworzył jego uczeń Fryderyk Lutyński.
Choć bogata, zmysłowa i oniryczna proza Pasewicza nie jest łatwa adaptacyjnie, Kalwat ma w pracy z tego rodzaju materiałem pewne doświadczenie, by wspomnieć chociażby „Rechnitz. Operę” czy oparty na prozie Joyce’a „Finnegans Wake”. Lubię swego rodzaju opór, jaki stawia mi język, bo wydaje mi się, że właśnie w tym oporze, w językowych strukturach, które są abstrakcyjne, najpełniej ujawnia się osobista prawda autora – mówi Kalwat. Pulverkopf, z jednej strony jest fantastyczną kreacją, wyobrażonym światem, z drugiej strony ma w sobie silny rys autobiograficzny. Bohater jest alter ego autora Edwarda Pasewicza. To z jego doświadczenia obcowania ze śmiercią wyrasta ta powieść. Dla mnie Pulverkopf to przede wszystkim opowieść o chorobie – dodaje.
Twórcy przedstawienia sięgają także po fragmenty powieści, które nie zmieściły się w książce. Jakoś bliska jest mi myśl, że o dziele literackim świadczy, czasem może najsilniej właśnie to co wyrzucamy, co z różnych względów nie mieści się w ostatecznym wydaniu. Edward pisał swoją monumentalną powieść przez 17 lat. Siłą rzeczy pewne fragmenty w redakcji wypadły. To taki rodzaj pracy na obrzeżach, w której interesuje nas proces twórczy, a nie ostateczny kształt dzieła – mówi reżyserka. Czytając tę książkę do wielu rzeczy nie mamy dostępu, podobnie jak słuchając muzyki Hannenheima, mamy dostęp zaledwie do ułamka jego twórczości. Jak paradoksalnie, poprzez pracę Pawła Mykietyna, niejako przywracamy, rekonstruujemy jego dorobek muzyczny, tak w pewnym sensie rekonstruujemy też dzieło Pasewicza. Autor brał udział w pracach nad spektaklem, współpracując przy adaptacji z Krzysztofem Szekalskim. Dopisywanie nowych scen do adaptacji „Pulverkopfa” to dla mnie jak otwieranie kolejnych drzwi w dobrze znanym domu. Jest w tym zarówno radość z odkrywania, jak i subtelny dialog z przeszłością. Widzę, jak te nowe fragmenty rezonują w innych, jak ożywiamy postać Norberta von Hannenheima – i jest w tym coś z filozoficznego przywoływania duchów. Teatr naprawdę potrafi robić małe cuda, a ja czerpię z tego ogromną satysfakcję – mówi Pasewicz. Przez te lata pisania ‘Pulverkopfa’ czułem, jak ten tekst mnie wciąga po uszy, a teraz, gdy na próbach te nowe dopisane fragmenty zaczynają żyć własnym scenicznym życiem, widzę w nim więcej niż kiedykolwiek. Można powiedzieć, że dojrzałem razem z tą opowieścią i to jest bezcenne dla pisarza. W końcu nic tak nie uczy dystansu do własnego tekstu, jak patrzenie, jak rośnie trochę krzywo, trochę ironicznie, ale zawsze z nowym oddechem – tłumaczy.
Hannenheim jest w powieści przywoływany przez głównego bohatera nie tylko jako dziadek, krewny, ale też swego rodzaju przewodnik, po jego własnej drodze twórczej. Myślę, że potrzebujemy takich przewodników, z którymi prowadzimy twórczy dialog, wokół ich tekstów, z którymi nieraz musimy się wadzić – mówi Kalwat. Postać Hannenheima jest zapładniająca dla głównego bohatera, ale w pewnym sensie także i dla Pasewicza, jako ktoś kto pozwolił mu przetrwać przez te 17 lat i właśnie w tym medytacyjnym akcie pisania odnaleźć siłę. Teraz szukamy tej relacji w kontekście Jacka Poniedziałka, wcielającego się w postać Werhunta i zastanawiamy się nad tym jak podszywanie się pod cudze biografie pozwala na wyrażenie siebie. Matkę głównego bohatera gra Alona Szostak (Teatr Polski w Poznaniu), charyzmatyczną Babkę Weronikę Werhunt – Bogusława Szubert, zaś rolą Norberta von Hannenheima debiutuje na scenie Nowego Krzysztof Oleksyn.
E. Pasewicz, Pulverkopf, reż. Katarzyna Kalwat. Nowy Teatr w Warszawie, Teatr Polski w Poznaniu.
Premiera: 9 kwietnia Nowy Teatr w Warszawie/ 15 czerwca Teatr Polski w Poznaniu.