01.12.2020, 16:21 Wersja do druku

Zwierzenia przy muzyce: Piotr Salaber

fot. mat. Gdyńskiego Centrum Kultury

Profesor Piotr Salaber - dziekan Wydziału Dyrygentury, Jazzu i Edukacji Muzycznej Akademii Muzycznej w Bydgoszczy, kompozytor, pianista, autor muzyki teatralnej, filmowej czy do słuchowisk Polskiego Radia.

Zaczniemy od płyty, wyjątkowo wydanej jak na dzisiejsze czasy, kiedy już właściwie płyty odchodzą gdzieś do lamusa - Natalia Walewska i Rafał Lewandowski. Natalia Walewska to Twoja ulubiona skrzypaczka.

Tak, rzeczywiście pracujemy ostatnie lata bardzo często. Nagraliśmy kilka płyt razem, bo i Vivaldiego dla dzieci, gdzie były oryginalne koncerty Antonio Vivaldiego „Cztery Pory Roku", jednocześnie na kanwie motywów każdej z części, ja napisałem piosenki - dwie zaśpiewałem sam, a kolejne dwie zaśpiewała Ania Dereszowska, partię solową skrzypiec wykonała właśnie Natalia Walewska. Natalia też grała w prawykonaniu mojego oratorium Non Omnis Moriar.

Na płycie zatytułowanej „Perły Polskiej Kultury" pośród piętnastu kompozycji m.in. dynastii Ogińskich, Paderewskiego, Moniuszki czy Kilara, znalazły się cztery Twoje utwory - to sporo. Nie zagrałeś jednak z Natalią Walewska.

Pierwszy pomysł rzeczywiście był taki, żeby te moje kompozycje nagrać wspólnie, ale po pierwsze przyznam, że to był bardzo gorący czas mojej pracy kompozytorskiej i teatralnej, a poza tym, kiedy Natalia zaczęła nagrania pozostałych kompozycji ze znakomitym pianistą Rafałem Lewandowskim, oboje doszliśmy do wniosku, że dla spójności brzmienia tej płyty będzie dobrze, jeśli to będzie dwoje wykonawców. Na płycie są cztery moje utwory - Suita tańców polskich i Taniec Żydowski. Natalia mnie trochę zmusiła do tego i przypilnowała, żebym je napisał, bo wtedy byłem strasznie zabiegany.

Napisałeś to specjalnie dla niej?

Tak, aczkolwiek motywy dwóch z tych utworów się już gdzieś u mnie pojawiły. Polonez, oczywiście w zupełnie innej wersji znalazł się wówczas, kiedy Krzysztof Gosztyła poprosił mnie o napisanie muzyki do epilogu Pana Tadeusza. Całość Pana Tadeusza 12 ksiąg, około 13 godzin słuchania - ta całość jest na ciszy, a epilog jest z moją muzyką i tam właśnie pojawiają się motywy Poloneza. Natomiast jeśli chodzi o Krakowiaka to sam pomysł melodii powstał, kiedy kilka lat temu pisałem muzykę dla Bolschoi Drama Theater w Petersburgu, do prapremiery rosyjskiej sztuki „Pieszo" Sławomira Mrożka. Napisałem wtedy tego Krakowiaka, ale to też były tylko pewne motywy. I tam były skrzypce solo, a tutaj jest pełna wersja skrzypce - fortepian. Został jeszcze Oberek - chyba technicznie najtrudniejszy.

Piotrze, jak w czasie pandemii pracuje twórca. Gdy ten deadline Cię nie goni, to jest dobry moment do tworzenia? Tobie się lepiej pisze, lepiej komponuje?

Nie, jakby nie patrzeć, 35 lat temu nagrywałem swoje pierwsze programy telewizyjne i zacząłem pracę na scenie, już zawodową, więc trochę tych lat minęło. Przez te wszystkie lata, mogę powiedzieć, żyłem w takim pędzie i nagle, kiedy to wszystko się zatrzymało, należało nauczyć się tego innego życia od początku. Mnie pochłonęły ostatnio obowiązki związane z uczelnią, ale nie ukrywam, że już nie mogę się po prostu doczekać, aż wszystko wróci do normalności. Zaczęliśmy pracę nad kolejnym słuchowiskiem Teatru Polskiego Radia i myślę, że pewnie już za chwilę wejdę do studia i będziemy mogli znowu nagrywać. A tego już bardzo dawno nie robiłem i ostatnio nie miałem okazji, żeby pisać nowe rzeczy, więc bardzo mi tego brakuje. Teraz mamy troszkę inny rodzaj mobilizacji. Mam wrażenie, że rzeczywiście tak jest, że kiedy mamy więcej zajęć, to jesteśmy paradoksalnie też w stanie więcej zrobić i więcej z siebie wykrzesać. To ten deadline i pewnie kwestia pewnego poziomu adrenaliny.

Potrafisz zachować pewną harmonię w tworzeniu i wypoczywaniu?

Niestety nie.

Czyli zatracasz się w pracy.

Pamiętam parę takich momentów, przy których w zasadzie pewnie należałoby się
trochę popukać w głowę. Np. jak zakończyłem premierę w Vancouver. Chyba mogę dziś to zdradzić... Mniej więcej tydzień przed premierą poszliśmy z kumplami na narty, do jednego z tych ośrodków narciarskich w Vancouver, gdzie odbywała się olimpiada. Ja jeżdżąc całe życie na nartach, akurat wtedy miałem sprzęt z wypożyczalni i on mnie zawiódł. Nie wdając się w drastyczne szczegóły, wylądowałem w szpitalu, z którego po półtorej doby uciekłem i dokończyłem premierę. Potem przyleciałem do Polski i zrobiłem muzykę do serialu dla Polsatu „Ludzie Chudego" z Czarkiem Żakiem w głównej roli, bo wiedziałem, że muszę to skończyć. Z kroplówką przeciwbólową podłączoną i wiszącą na kontrabasie kończyłem pisać muzykę. Następnie czekały mnie jeszcze nagrania z Polską Orkiestrą Radiową w Warszawie. (...)
Rozmawiała Magda Jasińska. Całość audycji „Zwierzenia przy muzyce" na antenie
Radia PiK w piątek. 412., o godz. 20 i na radiopik.pl

Zaloguj się i czytaj dalej za darmo

Zalogowani użytkownicy mają nieograniczony dostęp do wszystkich artykułów na e-teatrze.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się.

Tytuł oryginalny

Zwierzenia przy muzyce: Piotr Salaber

Źródło:

Express Bydgoski nr 277

Autor:

Rozmawiała Magda Jasińska