20.10.2020, 13:03 Wersja do druku

Zwierzenia przy muzyce: Jacek Przybyłowicz

fot. archiwum prywatne

Jacek Przybyłowicz - choreograf, wcześniej tancerz występujący w Polsce, Niemczech czy Izraelu. Przed miesiącem rozpoczął pracę z bydgoskim baletem.

Dziś zaprosiłam, nie boję się tego powiedzieć, światowej sławy choreografa, mieszkającego w Polsce. Przyjechał Pan do Bydgoszczy, aby sprawdzić, w jakiej kondycji jest balet Opery Nova?

Myślę, że my się już trochę znamy z tancerzami Opery Nova. Będąc dyrektorem baletu w Teatrze Wielkim w Poznaniu, zaprosiłem balet Opery Nova do udziału w Poznańskiej Wiośnie Baletowej, to było 10 lat temu.

Już nie ma tych tancerzy w zespole?

Tych nie ma, ale pozostało fantastyczne doświadczenie artystycznej współpracy z zespołem, który jest niezwykle skromny, co jest bardzo pożądane w tej materii. Jest również niezwykle zainteresowany tym, co się dzieje. Oni poszukują, są bardzo otwarci, to jest fantastyczne do wspólnego spotkania, kreacji.

Mam takie wrażenie, że właściwie każdy balet, który jest przy teatrze operowym musi być skromny, bo jest traktowany zawsze drugorzędnie.

Zgadzam się z Panią, rzeczywiście jesteśmy jako środowisko na pewno niedowartościowani, jeżeli chodzi o postrzeganie tancerzy i w ogóle tańca jako niezależnej sztuki na świecie, szczególnie chyba w naszej części Europy. To się zmienia, jako środowisko coraz bardziej mówimy otwartym głosem, domagając się własnych praw artystycznych i traktowania nas na równi z zespołem operowym. Natomiast jednym z najlepszych przykładów tego, że to się zmienia jest właśnie Opera Nova, gdzie relacja między operą i baletem jest symbiotyczna. Wydaje mi się, że to jest bardzo naturalna przestrzeń do budowania sztuki, bez dobrej współpracy nie da się budować wartościowych projektów artystycznych. Jestem bardzo wdzięczny dyrektorowi Figasowi i Małgosi Chojnackiej, nowemu kierownikowi baletu za zaproszenie. Wydaje mi się, że to będzie nowe doświadczenie dla mnie też.

Z Małgosią Chojnacką dobrze się znacie?

Tak, Małgosia była moją inspiracją choreograficzną, jeszcze w czasach warszawskich. To bardzo długa przyjaźń artystyczna, a te wartości artystyczne się liczą najbardziej. Małgosia tańczyła w Teatrze Wielkim w Warszawie Operze Narodowej, a ja realizowałem spektakl, w którym ona była solistką i potem w naturalny sposób była moją asystentką albo pedagogiem gościnnym. To jest osoba, która w tej chwili jest jednym z dwóch najlepszych baletmistrzów w Polsce i wydaje mi się, że transfer Małgosi z Poznania do Bydgoszczy to był strzał w dziesiątkę.

Myśli Pan o przyszłorocznej premierze baletowej?

Rozpoczęliśmy próby w pandemicznych okolicznościach.

To znaczy już dziś pracujecie nad premierą przyszłoroczną?

Rozpoczęliśmy próby do marcowej premiery przed miesiącem z racji tego, że chcę mieć ten absolutny komfort pracy, przy zachowaniu wszelkich obostrzeń. W związku z tym, pierwszą częścią spektaklu jest, powstały dla baletu w Lyonie, spektakl „Barocco", który przygotowałem w 2004 roku. Muszę powiedzieć, że nigdy w życiu chyba już nie przyszłoby mi do głowy wystawienie tego tytułu, tym bardziej że ja wolę robić nowe rzeczy, niż przywracać do tych, które zostały wykonane w innych przestrzeniach.

„Barocco" to legendarny już balet.

To już pewnego rodzaju klasyk gatunku. Spektakl został wystawiony w pięciu innych teatrach w Europie i myślę, że będzie to piąta wersja - przerobiona - zdecydowanie dopasowana do emploi artystycznego tancerzy. Muszę powiedzieć, że jestem pod ogromnym wrażeniem ich zainteresowania i zaangażowania, poszukiwania innego ruchu, innego niż ten, który ja proponuje i to jest dla mnie taki bardzo ciekawy pierwiastek. Korzystam z tego, jest to dla mnie pewnego rodzaju karma choreograficzna, jeśli widzę tancerza, który idzie tym samym tropem co ja i szuka prawdy dotyczącej własnej przestrzeni, własnego ciała, sposobu poruszania się.

Czy choreografia została zmodyfikowana, właśnie pod tę naszą rzeczywistość pandemiczna?

Myślę o tym, że druga część tryptyku, która będzie zatytułowana „Szepty i cienie", będzie nawiązywała do tej rzeczywistości, w której funkcjonujemy. Nie wiem, w jaki sposób to przełożyć na język ciała, język ruchu, ale chciałbym w tym spektaklu, który będzie rozgrywał się przy akompaniamencie fantastycznej muzyki Pawła Szymańskiego, ażeby nastrój niepokoju, jakiejś unoszącej się aury, czegoś niewidocznego, był również wyczuwalny w eterze. Nie zamierzam w żaden sposób pisać kropek nad „i", chciałbym aby każdy znalazł dla siebie przestrzeń, żeby mógł to w odpowiedni dla siebie sposób zinterpretować.
---
Całość audycji „Zwierzenia przy muzyce" na antenie Radia PiK w piątek. 23.10. o godz. 20 i na radiopik.pl

Zaloguj się i czytaj dalej za darmo

Zalogowani użytkownicy mają nieograniczony dostęp do wszystkich artykułów na e-teatrze.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się.

Tytuł oryginalny

Zwierzenia przy muzyce: Jacek Przybyłowicz

Źródło:

Express Bydgoski nr 246

Tematy w toku