06.09.2021, 13:15 Wersja do druku

Zdrapywanie etykiety

"Kto się boi Virginii Woolf?" Edwarda Albee'go w reż. Marii Spiss w Teatrze im. Aleksandra Fredry w Gnieźnie. Pisze Wojciech Giczkowski na blogu Teatralna Warszawa. 

fot. Bartłomiej Jan Sowa / mat. teatru

„Kto się boi Virginii Woolf?” (Who's Afraid of Virginia Woolf?) – to dramat teatralny z 1962 roku autorstwa Edwarda Albee. Premiera odbyła się w 1962 roku i dostała nagrodę Tony 1963' za najlepszą sztukę oraz nagrodę Nowojorskiego Koła Krytyków Dramatycznych za sezon 1962/1963. W 1966 roku Mike Nichols zekranizował spektakl, a film z Elizabeth Taylor i Richardem Burtonem został nagrodzony pięcioma Oscarami.

Po 50 latach od premiery sztuka Edwarda Albee stała się klasykiem.  

We współczesnej odsłonie możemy ją oglądać w gnieźnieńskim Teatrze im. A. Fredry. „Kto się boi Virginii Woolf?” w tłumaczeniu Jacka Poniedziałka, który przeniósł akcję przedstawienia w XXI wiek. Dzieje się to także za sprawą języka, którym porozumiewają się ze sobą bohaterowie dramatu. Mowa dzisiejszych  intelektualistów i elit wszelkiej maści nafaszerowana jest przekleństwami. Widzimy to standardowo nie tylko w serialach telewizyjnych (patrz „Sukcesja”), ale i w eleganckim świecie, gdzie zamożni ludzie posługują się językiem knajackim.

 Zmiany adaptacyjne tłumaczenia nie dotyczą jednak samej fabuły ani też postaci. Dramat analizuje zawiłości relacji małżeństwa w średnim wieku, a akcja toczy się w ciągu jednej nocy. Martha i George spędzają z nowymi znajomymi wspólny wieczór. Z dialogów dowiadujemy się o relacjach i problemach w ich związkach. Niezwykła scenografia Łukasza Błażejewskiego przenosi nas w świat wiecznej balangi, sygnalizowanej setkami pustych butelek wypełniających całą scenę. Dynamiczna reżyseria Marii Spiss, poprzedzona głęboką obserwacją naszego życia, sprawia, że pijacka orgia w domu profesora uniwersyteckiego nadal szokuje i wręcz wbija widza w fotel.  

Przedstawienie to nieustanna kłótnia z udziałem dwóch par małżeńskich, w której każdy z uczestników uważa, że ma rację. W czasie wręcz krępujących dla widza rozmów żona profesora Martha ujawnia swoje najbardziej skrywane i wstydliwe tajemnice. Kreująca tę rolę Małgorzata Łodej-Stachowiak nie boi się ekshibicjonizmu i w finale spuszczamy wstydliwie oczy, aby nie patrzeć na koniec jej wiwisekcji.

 Każdy psycholog przyzna, że większość kłótni domowych rodzi się z niezauważania swoich wad czy też z niechęci do wzięcia odpowiedzialności za własne zachowania, często zresztą usprawiedliwiane i nazywane wadami charakteru. Podczas gdy tak naprawdę całe zło tkwi w nas, bo bierze się z naszego egoizmu, przekonania o własnej nieomylności i z chęci dominacji. Mąż Marthy George, w tej roli jako zjadliwy intelektualista Bogdan Ferenc, kontroluje przebieg przyjęcia. Aktor swoją grą pokazuje, że większość sprzeczek to wzajemne oskarżenia dotyczące błahych problemów, które można było pomyślnie rozwiązać. Mógł dzięki swojej dojrzałości i mądrości nie prowokować sytuacji psychicznego znęcania się nad małżonką. Aktor umiejętnie akcentuje, że wszystko zaczyna się od spraw przyziemnych. Potem problem narasta, a narcystyczne ego stron konfliktu doprowadza do sytuacji, w której niczego się nie próbuje wyjaśnić, a jedynie upierać się przy swoich racjach. Ludzie sprowadzający dyskusje do takiego poziomu pogwałcają prawdę. Jest to szczególnie niebezpieczne, jeśli robią to elity, mające wpływ na kształtowanie postaw i idei w społeczeństwie.

Martyna Rozwadowska jako Skarbie odnalazła w swej postaci szarej myszki dumę, którą zagrała tak, jakby ta rola była napisana specjalnie dla niej. Kreujący rolę jej męża  Nicka – Maciej Hązła – próbuje wtedy odegrać się i znaleźć rekompensatę w postaci złości, poczucia winy, wstydu.

Sztuka Albeego jest ciągle aktualna: pokazuje, że świat wcale się nie zmienił, bo alkohol nadal jest najlepszym lekarstwem w rozwiązywaniu problemów – pozwala o nich zapomnieć, czy choć przez moment nie myśleć. Zwykle jest tylko chwilową ucieczką od siebie samego i prozy życia.

Teatr w Gnieźnie nie stroni od diagnozowania aktualnej sytuacji naszego społeczeństwa. W tej odsłonie pokazuje problemy inteligentów, a w konsekwencji, ile dzieli nasze społeczeństwo od rozkładu rodziny. Tak jak Skarbie, rewelacyjnie zagrana przez Martynę Rozwadowską, zdrapujemy etykiety i widzimy pod nimi tylko pustkę. Można więc tę wciąż aktualną sztukę przyjąć jako przypomnienie, ale też ostrzeżenie i pouczenie.

Choć minęło kilka lat od premiery, przedstawienie w Gnieźnie tchnie świeżością. A co najważniejsze: nikt nie wyjdzie z tego spektaklu obojętny.

 
Scenografia
Łukasz Błażejewski
 
Muzyka
Sławomir Kupczak
 
Występują:
Martha – Małgorzata Łodej-Stachowiak (gościnnie)
George – Bogdan Ferenc
Nick – Maciej Hązła
Skarbie – Martyna Rozwadowska





Tytuł oryginalny

Zdrapywanie etykiety

Źródło:

www.teatralna-warszawa.blogspot.com
Link do źródła