"Portret Doriana Graya" w reż. Michała Borczucha w TR Warszawa. Pisze Jarosław Klebaniuk w portalu wywrota.pl.
Trudno artystom TR odmówić dobrych intencji. Jednak egoiści krzywdzący i ponoszący karę zestawieni ze swoimi ofiarami to za mało, aby coś interesującego opowiedzieć. Zwłaszcza jeśli mówi się niewyraźnie. Dążenie do rozkoszy nie zważające na normy moralne i koszty, które ponoszą inni ludzie staje się udziałem nie tylko cynicznych bogaczy. Jednak to właśnie Lord Worton, zwany Harrym namawia swojego młodego podopiecznego do korzystania z życia. Programowe transgresje ("Tylko święte rzeczy godne są zerżnięcia"), instrumentalne traktowanie kochanków ("Najgorszą rzeczą każdego romansu jest to, że oddziera nas z romantyzmu"), nadmierna koncentracja na zmysłowości ("Jeśli ktoś się uprze, to seks może iść w parze z miłością") i nieliczenie się z uczuciami innych ludzi ("Przyszedłeś go pocieszyć, zastałeś go pocieszonego i jesteś wkurwiony") czynią z niego postać mało sympatyczną. To jego wpływ sprawia, że Dorian Gray pogrąża si