Logo
Recenzje

Zamach na Narodowy Stary Teatr. Narodziny narodu

11.06.2025, 12:13 Wersja do druku

„Zamach na Narodowy Stary Teatr. Narodziny narodu” Jana Czaplińskiego i Jakuba Skrzywanka w reż. Jakuba Skrzywanka w Starym Teatrze w Krakowie. Pisze Kamil Pycia na blogu Teatralna Kicia.

fot. HaWa

Byłem mocno podekscytowany czekając na początek tego spektaklu, zawsze byłem ciekawy „dyrektorskich” spektakli i to nie tylko w Teatrze Starym. Zwykle doszukuję się w takich przedstawieniach pewnego rodzaju manifestu; przecież obejmowanie sceny i możliwość kształtowania repertuaru może być czasem odbierana właśnie jako swoisty zamach.

Najnowszy spektakl Jakuba Skrzywanka w Starym Teatrze rozpoczyna się od wystawienia „Wyzwolenia” Wyspiańskiego w reżyserii i koncepcji Skrzywanka – wspomnianą nad wyraz awangardową inscenizację przerywa jednak zamach terrorystyczny na teatr. W trwającej godzinami próbie odbicia zakładników w akcji policyjnej ginie ponad setka ludzi – aktorów i widzów. Te wydarzenia toczą się w akompaniamencie wygenerowanych za pomocą AI filmów z przemówień prezydenta Dudy, premiera Donalda Tuska, czy też orędzia Donalda Trumpa, który łączy się w bólu z ofiarami i ich rodzinami i wysyła modlitwy. Jednym z ocalałych aktorów jest grający tego felernego dnia w „Wyzwoleniu” Radek (wcielający się w postać Konrada), któremu udało się przeżyć tylko i wyłącznie dlatego, że wypiął się na kolegów z zespołu w momencie, kiedy ginęli i zwyczajnie uciekł. Przez ten splot wydarzeń na jego barkach spoczął ciężar przekazania matce kolegi informacji, że nieszczęśnik zginął w trakcie całej akcji dziejącej się w teatrze. Jednocześnie, poza małym kubikiem, w którym możemy obserwować reakcję matki na tę informację, zostają pokazane symultanicznie dwie inne klatki-mieszkania, w których dane będzie nam obserwować to, jak radzi sobie z traumatyczną sytuacją dziadek, który był na spektaklu z wnuczką i on przeżył, a ona nie i jak mocno ta sytuacja wpłynie także na żonę starszego mężczyzny, która – nie biorąc zupełnie udziału w tych wydarzeniach –poniekąd również staje się ich ofiarą. W trzeciej przestrzeni natomiast trwa akcja, w której brat i siostra zostają poproszeni o zidentyfikowanie ciała swojego ojca w kostnicy; w trakcie trwania tych czynności pada najważniejsze pytanie bez odpowiedzi – kto odpowiada za śmierć ich bliskiego; czy zginął od nabojów zamachowców czy może była to broń policjantów odbijających budynek i został zastrzelony przypadkowo? Na to pytanie nikt nie chce im odpowiedzieć, co popycha rodzeństwo w zupełnie dwie różne strony przeżywania żałoby: brat postanawia przemilczeć wszystko i daje rozpaczy tlić się w nim bez przerwy i przeżywa to zupełnie po cichu; siostra natomiast postanawia dołączyć do organizacji zrzeszającej ocaleńców z zamachu na Narodowy Stary Teatr.

W trakcie przerwy między dwoma aktami widzowie są zaproszeni do przestrzeni Sali Modrzejewskiej i do foyer teatru, gdzie nieprzerwanie pokazywane są projekcje ocalonych z zamachu i ich świadectwa, a wokoło leżą worki z trupami ofiar; jednocześnie wokoło pomnika dedykowanego ofiarom zbierają się członkowie wcześniej wspomnianej organizacji i zapraszają wszystkich do wspólnego spędzania czasu i przeżywania żałoby. Jak się okazuje w dalszej części, ta wspólnotowość jest bardziej toksyczna niż się wydawało i jest jedynie żerowaniem na bólu i przywołuje mi w głowie obrazy ze zjazdów doktora Zięby leczącego ludzi z raka za pomocą mentosów.

W finale, po latach, następuje próba zrekonstruowania zamachu w spektaklu opowiadającym o TYM zamachu w trakcie spektaklu; dochodzi tutaj do bardzo pokrętnej budowy szkatułkowej, a im dalej w las, tym robi się dziwniej. Dochodzimy do dyskusji w nas samych: na ile teatr może rościć sobie prawo do bycia medium terapeutycznym i na ile może babrać się w ludzkich traumach i duszach. Na ile powinien być autentyczny i wierny temu co się stało? Z jednej strony teatr to medium wymagające zawieszenia niewiary na kołku na czas trwania spektaklu, ale z drugiej strony trzeba mieć w głowie to, że jednak może on opowiadać realne ludzkie życia i powinien robić to w sposób etyczny.

Przez cały przebieg „Zamachu na Narodowy Stary Teatr. Narodziny narodu” nie sposób nie mieć wrażenia, że to, co próbuje nakreślić Skrzywanek na scenie, bezpośrednio koresponduje z wydarzeniami smoleńskimi, gdzie wokoło tragedii lotniczej w której życie straciło wielu ludzi, powstała chora społeczność ludzi, którzy na przemian chcą prawdy (której nikt nie jest im w stanie dać) i jednocześnie są dojeni dla zysku – czy to finansowego czy politycznego – przez przywódców i prezesów tej społeczności. To mocno kontruje też Dorota Segda w finale – w końcu naród potrzebuje wspólnotowości budowanej nie wokoło tragedii i cierpienia, a wokoło czegoś pozytywnego. Jest tutaj głośna potrzeba narodowego porozumienia ponad podziałami dla dobra wszystkich Polaków.

Warto zwrócić uwagę na bardzo dobre oświetlenie za które odpowiada Aleksandr Prowaliński – dobitnie widać w drugim segmencie spektaklu jak wyborna to praca; kiedy w czasie pogrążania się w coraz to głębsze kręgi piekielne spotkania grupy ocaleńców, światło wysysa wszystkie kolory ze sceny – zaczynamy od pełni barw, a kończymy w niezdrowym wręcz odcieniu sepii. Co dla mnie fascynujące, szefostwo organizacji ocaleńców zaczyna całą sekwencje w czerwonych, godnych strojach po to, by skończyć całość w strojach czarnych, a wszystko to dzięki tej grze świateł. Dodaje to w pewnym sensie kolejny element interpretacyjny – finalnie „maski” spadają i okazuje się, że czerwony kolor skrywał tak naprawdę czarny, czyli kolor zamachowców. Okazuje się, że ci, którzy żerują na tragedii, są tak samo okrutni jak pierwotni winni całej sytuacji.

Wspomnę też z głębi mojego serca o Karolinie Staniec i Grzegorzu Mielczarku – super dopełniają się na scenie jako członkowie organizacji ocaleńców. Naprawdę oddają bardzo dobrze sekciarski vibe tego typu grup i wywoływali we mnie szereg następujących po sobie emocji, od rozbawienia i zażenowania do realnego strachu. Staniec kolejny raz już udowadnia jak zdolną jest aktorką i naprawdę widzę długą drogę jaką przeszła od swoich pierwszych ról do teraz (nie będę już jak zwykle przywoływał wszystkiego co z nią widziałem, bo ta lista z recenzji na recenzję będzie tylko rosnąć). Niezwykle podoba mi się z jaką gracją wchodzi w coraz to nowe propozycje sceniczne i ciągle zaskakuje tym, z jak innego rejestru bierze inspiracje. Leci ode mnie gorący uśmiech.

Mam wrażenie, że Skrzywanek z Janem Czaplińskim, współodpowiedzialnym za scenariusz, miał ciekawy pomysł wyjściowy i tak bardzo się w niego wkręcił, że zrobił sobie plan działania co chce w danych sekwencjach pokazać, ale –  poza hasłami – nie miał nic więcej i uznał, że resztę to się doteguje i wyimprowizuje na scenie. Niestety, pomimo intrygującego startu im dalej w las tym robiło się coraz bardziej łopatologicznie i jednowymiarowo. „Zamach na Narodowy Stary Teatr. Narodziny narodu” w pojedynczych sekwencjach wydaje się być ciekawy i wizualnie i treściowo, jednak pojedyncze sceny poskładane do kupy nie zawsze działają i często są przeciągnięte – to, że kocham keczup, czekoladę i pikle nie oznacza, że jak je razem połączę to wyjdzie z tego zajebiste brownie. Z drugiej też strony paradoksalnie jest to pierwszy od 2019 („Kaspar Hauser”) i od 2022 („Śmierć Jana Pawła II”) spektakl Jakuba Skrzywanka, który nie spowodował u mnie wylewu, bo dosyć źle znosiłem jego ostatnie przedstawienia, które w mojej ocenie były leniwe reżysersko i nie dawały nic poza historią, która nie była jego zasługą. Tutaj, kiedy Skrzywanek odcina się odrobinę od prawdziwości i wchodzi w ten wyobrażony zamach na NST, mogłem poczuć znowu odrobinę to, co tak mocno mnie trzymało na widowni w czasie szczecińskiego „Kaspara Hausera” – taką właśnie magiczną iskierkę teatru w teatrze. Mimo tego, mam wrażenie, że ten spektakl jest z grubsza przeszarżowany reżysersko i za mało stara się nam powiedzieć przy użyciu zbyt dużej liczby środków. Jako ostateczny argument powiem jedynie, że już wolałbym dooglądać to przerwane „Wyzwolenie” do końca niż „Zamach…”. Niech tańcują Konrady w rytm techno i migających świateł.

Tytuł oryginalny

Zamach na Narodowy Stary Teatr. Narodziny narodu

Źródło:

Teatralna Kicia
Link do źródła

Autor:

Kamil Pycia

Data publikacji oryginału:

28.05.2025

Sprawdź także