22.03.2017 Wersja do druku

Wystarczy im tylko reflektor i kawałek podłogi?

Do polskich kin trafił oto film o twórczości izraelskiego choreografa Ohada Naharina. Nagle okazuje się że spektakl według jego choreografii kiedyś się w Polsce pojawił, a jedną z nielicznych osób, która cokolwiek o Naharinie napisała jest Agnieszka Sterczyńska. Jej praca - dyplomowa zresztą - zdeponowana jest w repozytorium Uniwersytetu Warszawskiego.
Premiera tego filmu nie daje mi spokoju nie tylko ze względu na twórczość Batshevy, ale w kontekście tego co dzieje się w tym obszarze w Polsce - pisze Waldemar Raźniak, dziekan Wydziału Aktorskiego Akademii Teatralnej w Warszawie.

Wypada zacząć od naszych tradycji, które w pewnym wymiarze są chlubne - wiadomo: Henryk Tomaszewski, Conrad Drzewiecki, Jerzy Grotowski. W ślad za tym pojawia się żal związany z żelazną kurtyną gdyby Tomaszewski był w Paryżu i miał takie wsparcie jak Lecoq czy Decroux! W szkołach teatralnych na całym świecie pracę nad ciałem oparłoby się na jego - nie gorszym przecież - systemie, a tu wciąż ten Lecoq i Lecoq. Z drugiej strony izolacja zespołu, konieczność wypracowywania technik na własną rękę, sprzyjała takim eksperymentom jak "13 rzędów" w Opolu. Pamiętajmy jednak, że dorobek naszych XX-wiecznych "ruchowców" zawsze był offem, a nie mainstreamem - a to, co robili w szerokim kontekście odbierane było w Polsce jako coś bardzo dziwnego, a nawet obrazoburczego. Tak oto polski off zawojował świat, co w pewnych kręgach do dziś wywołuje konsternację - czemu akurat oni? Każdy na świecie żywo reaguje na nazwiska Grotowski i Kantor, a u nas wiad

Zaloguj się i czytaj dalej za darmo

Zalogowani użytkownicy mają nieograniczony dostęp do wszystkich artykułów na e-teatrze.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się.

Źródło:

Materiał własny

Materiał nadesłany

Autor:

Waldemar Raźniak

Data:

22.03.2017