Logo
Magazyn

„Wyspiański od_nowa” w Teatrze Nowym im. Kazimierza Dejmka w Łodzi

2.07.2026, 14:22 Wersja do druku

W czerwcu w Teatrze Nowym im. Kazimierza Dejmka w Łodzi odbyły się rezydencje artystyczne młodych twórców w ramach projektu „Wyspiański od_nowa”. Trzy twórcze zespoły, wyłonione w open callu, w ciągu dwóch tygodni intensywnej pracy przygotowały trzy niezależne szkice sceniczne będące inscenizacjami fragmentów dramatów Stanisława Wyspiańskiego.

fot. HaWa, mat. teatru

W finalnym pokazie obejrzeliśmy: realizację „Bolesława Śmiałego” w reżyserii Patrycji Wysokińskiej, która była również autorką muzyki oraz wideo do szkicu, ze scenografią i kostiumami Jakuba Szostka oraz dwie inscenizacje „Powrotu Odysa”. Szkic o tytule „Powrót Odysa: sny” wyreżyserował Max Nowotarski, scenografię i kostiumy opracowała Julia Nowak, muzykę skomponowała i wykonała Andriana Jaroslava Sajenko. Drugi „Powrót Odysa” to szkic w reżyserii Marcela Osowickiego i Bartłomieja Juszczaka, ze scenografią, kostiumami i reż. świateł Katarzyny Sobolewskiej oraz wideo Wojtka Węglarza (w nagraniach wystąpiły przedstawicielki Łódzkiego Stowarzyszenia Lokatorów oraz członkinie Koła Gospodyń Wiejskich SkoszeWianki). 

Rozmowa

W samym środku procesu prób, tydzień przed wielkim finałem, twórcy spotkali się, by porozmawiać o klasyce, o swoich pomysłach na inscenizacje, o szukaniu znaczeń w tekstach, a także o samym projekcie i rezydencji „Wyspiański od_nowa”. Rozmowę przeprowadziła Weronika Ososko.

Weronika Ososko: Dla wszystkich Was rezydencja jest pierwszym spotkaniem z Wyspiańskim w pracy reżyserskiej. Powiedzcie, jak odnaleźliście się w formule, gdzie spośród trzech narzuconych tekstów musieliście wybrać jeden i teraz realizujecie go w formie szkicu scenicznego.

Max Nowotarski: Mnie się to bardzo podobało, że mieliśmy ograniczony wybór. Myślę, że ograniczenia są bardzo twórcze, przynajmniej dla mnie, ale też powiedziałbym, że to nie jest łatwa sytuacja. Zazwyczaj robię sobie taką projekcję, że tekst coś mówi do mnie i ja w jakimś sensie muszę coś mu odpowiedzieć. I z tego dialogu powstaje jakaś synteza. Tekst coś proponuje i dalej już jest moje zadanie w tym, żeby nie wymyślać nowych rzeczy dla tego tekstu, ale by wziąć z niego jakieś ziarno i zrozumieć, czym ten tekst jest dla mnie.

Bartłomiej Juszczak: Przyznam, że pozostała twórczość Wyspiańskiego była mi bliższa niż zaproponowane w konkursie teksty. Było to ciekawe wyzwanie – zmierzyć się z tymi tekstami i znaleźć w nich coś, co mnie zainteresuje jako twórcę. Szukaliśmy odpowiedzi na naszą potrzebę opowieści o czymś, co dla nas samych jest ważne. Zadawaliśmy sobie pytanie, dlaczego chcemy dany tekst wykorzystać i co w nim może opowiadać o naszej współczesności.

Marcel Osowicki: Też na pewno staramy się być świadomi tematów, które nas zapalają i myślę, że jak szukamy i czytamy, to nastawiamy się na ten moment, gdzie coś kliknie, bo coś nas porusza. I to było zaskakujące, że coś takiego udało nam się odnaleźć u Wyspiańskiego.

Bartłomiej: Tak, udało nam się tam znaleźć temat, który na pierwszy rzut oka nie jest widoczny u Wyspiańskiego, a dla nas wydobycie go okazało się bardzo ciekawe.

Patrycja Wysokińska: Ja starałam się wyjść od tekstu, pogłębionej lektury, zastanowić się, o czym jest każdy tekst i który z nich ma potencjał przełożenia na współczesność i nasze życie tu i teraz.

Weronika: O czym będą wasze szkice? Co dla Was interesującego udało Wam się znaleźć u Wyspiańskiego?

Patrycja: „Bolesław Śmiały” jest opowieścią, która dotyka problemu władzy, czy też właśnie eksploruje różne mechanizmy władzy. W naszym spektaklu nie będzie to eksploracja na polu konfliktu Króla z Biskupem, czyli władzy świeckiej z władzą kościelną, jak jest to u Wyspiańskiego, tylko przekładamy tę uniwersalną opowieść na świat współczesny – świat influencerów, streamerów, który codziennie oglądamy w naszych telefonach.

Weronika: A jakie – dwie różne – historie opowiada „Powrót Odysa”?

Max: W mojej inscenizacji „Powrotu Odysa” stawiam na zachowanie uniwersalnej opowieści, mitycznej, dziejącej się poza miejsce i czasem. Dla mnie ten tekst odsłania bolesną prawdę, że kiedy znika świat, który znamy, my również zaczynamy znikać. Jest to zatem powieść o powrocie, którego nie można dokonać, a jednocześnie o tęsknocie i  nadziei na powrót. Stąd pewna oniryczność, powtarzalność, brak konkretnego umocowania, które chciałbym podkreślić poprzez podtytuł szkicu – „Powrót Odysa: sny”.

Marcel: U nas nie ma snu, a raczej konkretna i brutalna rzeczywistość. Poszliśmy za kluczem czy hasłem, że coś mamy przeczytać „od nowa”. W akcji dramatu zobaczyliśmy po prostu moment eksmisji. Idąc tym tropem, zaczęliśmy budować opowieść o kryzysie mieszkalnictwa. Pochylamy się nad prawem człowieka do mieszkania, które naszym zdaniem łączy się z pojęciem godności, i przyglądamy się temu, co dziś znaczy gościnność. Wydaje mi się, że w tekście Wyspiańskiego odgrywa ona ważną rolę. Ostatecznie z chmury tematów poruszanych przez autora wyciągamy coś, co najbardziej nas łapie i na tym się koncentrujemy.

Weronika: Dzielicie różne podejścia do klasyki. Czym dla Was jest możliwość szukania w klasycznych tekstach nawiązania do współczesności lub w ogóle przeniesienia akcji do naszej codzienności? Na czym – bo dróg jest naprawdę wiele – może polegać szukanie tematów aktualnych?

Max: Ja jakoś nie bardzo rozumiem, czym współczesność jest. Trudno mi jest rezonować z jakąś taką współczesnością, która jest na zewnątrz, poza mną i bardziej szukam w pracy czegoś, co rezonuje ze mną. Może to jest ezoteryczne, ale uważam, że jeżeli coś mnie porusza, nie tylko mnie – Maksa, ale mnie – człowieka, to w jakimś sensie będzie to też oddziaływać na widza. Kluczowy dla mnie jest temat, ale ważna jest też energia, a ją mogę odnaleźć zarówno w tekście starym, jak i współczesnym. Ważne jest dla mnie pierwsze spotkanie z tekstem i odczucie: czy coś ze mną robi czy nie. Jeśli nie, to ja chyba nigdy nie mógłbym znaleźć metody, by tekst w inscenizacji zaczął rezonować – czy to ze współczesnością czy czymkolwiek innym.

Bartłomiej: Mnie w temacie aktualizowania, uwspółcześniania klasyki, łatwiej wypowiedzieć się z perspektywy widza.

Marcel: No mi się wydaje, że zawsze, jak chodzę do teatru – może ukradnę od Ciebie ten pomysł z widzem – to wolę zobaczyć coś, co w jakiś sposób pozwala mi nazwać, zinterpretować czy zrozumieć jakąś sytuację, którą sam znam – coś, co automatycznie zarezonuje ze mną na poziomie emocjonalnym. Więc wydaje mi się, że również w kontekście pracy z danym tekstem, jeżeli znajdziemy coś, co w pewien sposób – nie zawsze oczywisty, ale jednak – może nazwać, zdiagnozować coś nam bliskiego albo coś przyszpilić, to jest to dla mnie wartościowe. Dobrze jest opowiadać o „tu i teraz” nie tylko na poziomie spotkania widza z czymś, co dzieje się na scenie, ale też w ogóle spotkania teatru z codziennością, rzeczywistością. 

Patrycja: Ja myślę, że to zależy i od problematyki, i od tematu. Myślę też, że są miejsca, w których pożądane jest robienie klasyki klasycznie, ale dla mnie bardzo cenne są okazje do poeksperymentowania z tą klasyką.

Weronika: Skoro o eksperymentach mowa, jakie pojawiły się u Was – a zakładam, że się pojawiły – napięcia między sytuacją sceniczną a tekstem, między współczesnym kontekstem a archaicznym czy stylizowanym językiem? Myślę, że również w Twojej, Max, inscenizacji, chociaż nie dokonujesz bezpośredniej aktualizacji, może dojść do starć między tym, co chcesz powiedzieć, a jaki masz do dyspozycji język.

Max: Oczywiście. Czuję nawet, jakbym dokonywał swego rodzaju bluźnierstwa. Nie mówię tego całkiem serio, ale myślę, że ten tekst oczywiście ma neoromantyczny wydźwięk, a my cały czas pracujemy nad tym, żeby ten tekst nie brzmiał archaicznie, historycznie i wciąż czuję, że otwieram w nim jakieś nowe warstwy. To bardzo ciekawy proces.

Marcel: My staramy się na nowo odczytać ten tekst. Bardzo mocno zderzamy język z sytuacją sceniczną, którą proponujemy. Myślę, że to zderzenie jest o tyle ciekawe, że czasami daje efekt taki, że coś bardzo klika, a innym razem nie działa i to też jest dla nas pole do rozszyfrowywania, co jest w tym tekście np. Pomiędzy postaciami, co jest w tych sensach. Przez to myślę, że ustawiliśmy swego rodzaju grę z językiem i z sytuacją. Starcia między nimi, co wydaje nam się adekwatne i związane z poruszanym przez nas tematem, odsłaniają jakiś rodzaj absurdu. Połączenie i sytuacji, i tekstu, i tych sensów, które tam cały czas krążą, rodzi dużo ciekawych napięć, ale też nie ułatwia pracy. Trzeba przyznać, że ta gra wymaga cały czas redefiniowania reguł, zastanawiania się, czy nie poszliśmy o krok za daleko, czy może trzeba się wycofać. Czujemy potrzebę upewniania się, czy – właśnie jak w grze – nie utkniemy na jednym poziomie.

Bartłomiej: Ja jeszcze dodam, że też, tak jak Max, mam poczucie bluźnierstwa. To będzie naprawdę Wyspiański od nowa!

Weronika: A jak tam influencerzy posługujący się językiem Wyspiańskiego?

Patrycja: Jest pewne napięcie, tak, między tekstem a światem. Język dramatu jest dla nas polem do poszukiwań i eksperymentów. Wydaje mi się ciekawe w samym tekście to, że możemy dostrzec, a nawet poczuć, jak bardzo język polski jest podatny na słowotwórstwo; że można słowa łączyć, zmieniać, przestawiać, a tym samym tworzyć nowe sensy. Traktujemy język w dramacie jak swego rodzaju grę między postaciami, ale również grę z widzem. W przedstawianym przez nas świecie wszystko jest na pokaz i taki też jest język – stanowi fasadę, personę stworzoną do oglądania przez innych.    

Weronika: Opowiedzcie, proszę, coś o samej pracy. Dowiedzieliście się, że zostaliście wybrani, nie minęło dużo czasu od wysłania zgłoszeń i okazuje się, że musicie teraz zamieszkać w Łodzi i w ciągu dwóch tygodni przygotować – krótkie, bo krótkie, ale jednak gotowe do prezentacji – formy teatralne.

Marcel: To jest dosyć szalony proces ze względu właśnie na te terminy. Ponieważ między wysłaniem zgłoszenia a rezydencją nie minęło wiele czasu, nie da się do tego procesu w pełni przygotować. To jest jednak ciekawe – nie musieć przemyśliwać wszystkiego na każdym polu od początku do końca i dać sobie jakąś przestrzeń, żeby ciągle znajdować coś nowego. To jest akurat korzyść, jaką można czerpać z presji czasu i ograniczeń techniczno-formalnych. Dla mnie to jest komfortowe, ponieważ jestem osobą, która nie musi być zawsze na sto procent przygotowana. Tak, lubię na bieżąco mierzyć się z problemami, po prostu je rozwiązywać.

Bartłomiej: Tak, na pewno wyzwaniem jest czas. Ale wydaje mi się, że taka formuła rezydencji daje też dużo możliwości: podejmowania prób czy nawet ryzyka i to wydaje mi się bardzo ciekawe. Można budować coś, co niekoniecznie jest stricte nastawione na efekt, ale także na sam proces. Podejmujemy próbę zmierzenia się z tematem i z klasyką, co też jest dla nas bardzo ciekawe. To jest taki bardzo widoczny uzysk dla nas.

Max: Ja bym dodał, że traktuję rezydencję jako możliwość spróbowania czegoś nieznanego; i w spotkaniu z tekstem i w sposobie pracy i w poszukiwaniu języka scenicznego dla krótkiej formy. To jest krótki, ale intensywny czas. Myślę też, krótko tutaj jestem, ale myślę, że są tutaj ciekawi i bardzo fajni ludzie, z którymi można pracować.

Patrycja: Tak, ja też traktuję ten krótki czas jako czas na naukę i poznawanie różnych sposobów pracy. To, co jest fajne w tej rezydencji to to, że możemy się spotkać z zespołem aktorskim z teatru, ale też ze studentami, czy też absolwentami szkoły filmowej. No i że w wyniku tego spotkania twórców ze sobą powstaje coś nowego i niepowtarzalnego. Nie realizujemy w pełni przygotowanych pomysłów przez te dwa tygodnie, jakie mieliśmy na ich przygotowanie, wiele dzieje się na bieżąco, tu i teraz, w reakcji na okoliczności i siebie nawzajem.

Weronika: Co otrzymujemy jako widzowie? Coś w rodzaju „work in progress”, zajawkę, skrót czy fragment opowieści?

Marcel: Na pewno powstaje coś, co jest raczej sprawdzaniem, badaniem potencjałów niż wykorzystaniem ich w pełni, tak mi się wydaje. I to też jest bardzo cenne, móc do tego badania zaprosić widzów.

Bartłomiej: Tak, trochę inaczej projektuje się spektakl kategorii dwugodzinnego pokazu. Tu mamy okazję stworzyć coś z pogranicza sceny lub dwóch scen zderzonych ze sobą. Myślę zatem, że to jest trochę inny rodzaj myślenia o efekcie końcowym.

Marcel: Krótka forma wymaga też specyficznej dramaturgii.

Bartłomiej: Tak, też. I główkujemy nad tym, że wiele rzeczy, które można byłoby łatwo rozwiązać w normalnym spektaklu właśnie przez czas, przez opowieść wielowątkową, tutaj trzeba skondensować. Może właśnie jest to nawet ciekawe w kontekście naszych szybkich czasów.

Weronika: Teatralny tik tok?

Bartłomiej: Właściwie tak. Na tiktoku czasem jest skrót, a czasem fragment czegoś większego.

Max: Dosłownie, ale to jest ciekawe, że mamy tu do czynienia z zupełnie innym zarządzaniem uwagą widza na 20 minut. To jest w pewnym sensie ułatwienie…

Bartłomiej: Ułatwienie, jeśli chodzi o uwagę, ale utrudnienie, jeśli chodzi o opowieść.

Max: Tak, zdecydowanie. Zazwyczaj widz, na przykład ja tak mam, potrzebuje tych pierwszych dwudziestu minut, żeby się po prostu zorientować w świecie, a tutaj po dwudziestu minutach to już właściwie musi być koniec. Ciekawe wyzwanie.

Marcel: Właśnie to jest też jakaś gra o klarowność, ale przy okazji walka o niezabicie pomysłu, niewyjałowienie przekazu.

Bartłomiej: I kwestia wyboru i selekcji – odrzucenia wielu wątków, które nie są nam potrzebne do naszej opowieści, niekoniecznie opowieści Wyspiańskiego.

Patrycja: Właśnie. Mój scenariusz skupia się na pierwszym z trzech aktów dramatu i jest to de facto jedna trzecia tej części. Trudno zatem zarysować głębię psychologiczną postaci. Trzeba postarać się o wyrazistość od samego początku, o to, by świat był mocno zarysowany, żeby było wiadomo, kto jest na scenie i w jakiej sytuacji. W tym bardzo pomagają nam aktorzy – dbają o to, by widz od pierwszych gestów czy słów wiedział, o co chodzi. Trudno też się rozdrabniać, kiedy mamy 20 minut. Można zahaczyć o kilka wątków, ale trzeba pilnować głównej osi. Czy zrobimy zamkniętą i złożoną opowieść w tym czasie? Myślę, że to jest możliwe, ale trzeba wybrać jedną rzecz, którą da się konsekwentnie przeprowadzić.

Weronika: A gdybyście mieli postawić się w roli widza? Przychodzicie na jeden pokaz i dostajecie trzy szkice sceniczne – wszystkie są inscenizacjami Wyspiańskiego (w tym dwa – fragmentów tego samego dramatu), ale zdecydowanie różnią się od siebie.

Marcel: Ja myślę, że to może być z perspektywy widza wymagające. Widz teatralny nie jest odbiorcą mediów społecznościowych. Sama konieczność obecności w danym miejscu już inaczej ustawia odbiór. Zazwyczaj opowieść teatralna wymaga zainstalowania świata i zalogowania widza do konkretnej rzeczywistości, o czym już mówiliśmy, a tu po dwudziestu minutach trzeba wyjść z jednego świata i przygotować się na kolejny. Z drugiej strony jest to oczywiście bardzo ciekawe. Jeżeli ktoś wybrał się na takie wydarzenia, to myślę, że ze świadomością specyfiki propozycji i że wyciągnie z takiej formuły coś dla siebie wartościowego i cennego. To może być niezła zabawa w poszukiwanie i sprawdzanie tematów i interpretacji.

Max: Ja z kolei jestem bardzo ciekaw. Mam skojarzenie z rodzajem happeningu dla widza – zebranie trzech spojrzeń, impresji, wypowiedzi i podanie ich w tak krótkim czasie.

Bartłomiej: Mnie się to kojarzy w ogóle z formułą przeglądu, gdzie jest kilka odsłon tego samego albo w ramach jakiegoś narzuconego tematu – z tym bywa różnie. Czasami jest to bardzo inspirujące i ciekawe, czasami jest to męczące, więc myślę, że każdy widz pewnie będzie sam mógł określić się po takim doświadczeniu. Na pewno też takie przeglądy mają formułę konkursu. Ostatecznie więc czujemy rodzaj porównania, nawet jeśli chcielibyśmy zacierać te granice. Mamy różne etiudy, które zostaną zestawione. Fajnie, że niesie to też możliwość przyjrzenia się, jak różne są perspektywy i sposoby podejścia do tekstów i mam nadzieję, że szkice będą ze sobą dialogować, a nie po prostu w jakiejś formie rywalizować.

Patrycja: Myślę, że z perspektywy widza to jest fajna możliwość spędzenia czasu. Można zobaczyć trzy różne krótkie spektakle. W dodatku ta forma konkursowa też wydaje mi się atrakcyjna – można zagłosować na szkic, który nam się najbardziej podobał i mieć wpływ na decyzję.

Bartłomiej: Władza.

Weronika: Tak, szkic o „Bolesławie Śmiałym” wchodzi na poziom meta.

Bartłomiej: Też sobie pomyślałem, że chodzenie na takie przeglądy daje możliwość, żeby w krótkim czasie zobaczyć różne estetyki. To daje wgląd w to, czym może się interesować dany reżyser, dana reżyserka, czy jak tworzy swój świat, więc pod tym względem super – jest to interesująca forma też dla widzów. 

Wyniki finału

W głosowaniu publiczności najwięcej głosów otrzymał szkic sceniczny w reżyserii Maxa Nowotarskiego pt. „Powrót Odysa: sny”. Komisja również wyróżniła ten szkic, zatem jednogłośnym werdyktem Max Nowotarski otrzymał zaproszenie do Nowego na jesień, by przygotować pełnowymiarowy spektakl na Małej Scenie. Który z tekstów Wyspiańskiego wybierze twórca oraz jaka będzie obsada przedstawienia – dowiemy się już niebawem. Premiera odbędzie się 20 listopada 2026 r. 

Źródło:

Materiał nadesłany

Sprawdź także