Skrzydelski: Frazy takie jak: arcydzieło, skończone dzieło sztuki, wielki teatr – rzadko padają w naszych rozmowach. Nawet nie mam pewności, czy kiedykolwiek użyliśmy słowa „arcydzieło” w odniesieniu do tego, co zobaczyliśmy. Najczęściej jednak mówiliśmy w ten sposób o teatrze sprzed wielu lat.
Moroz: Wyjątkiem mogły być „3Siostry” Luka Percevala sprzed dwóch lat, koprodukcja TR Warszawa i Narodowego Starego Teatru. Tak jak i teraz znów wyjątkiem jest Perceval. Wyjątkiem ponad wyjątkami. Przepraszam, ale chyba dziś nie będziemy sobie żałować najwyższego tonu, bo niby dlaczego tak miałoby być. Ostatecznie każde nowe arcydzieło daje nam nowe złudzenie, że teatr może być najważniejszą rzeczą na świecie. Co więcej, daje też jakąś cząstkę nadziei na to, że teatr może być lepszy. Zresztą świat również.
Skrzydelski: I to jest piękne złudzenie. A ta cząstka nadziei – złudna.
Moroz: Choć w zasadzie tego się spodziewaliśmy. „Pewnego długiego dnia” wg Eugene’a O’Neilla, pokazane w Starym Teatrze na sam koniec sezonu, musiało się stać wydarzeniem. Trochę nawet szkoda polskiego teatru, ponieważ Perceval go nokautuje.