Z Ishbel Szatrawską i Damianem Josefem Neciem, twórcami spektaklu „Toń”, rozmawia Mike Urbaniak.
Mike Urbaniak: W adaptacji „Toni” zdecydowaliście się zrezygnować ze współczesnej części powieści. Dlaczego?
Ishbel Szatrawska: Wydawało nam się, że teatr może skupić się na tym, co dla tej historii najważniejsze — na powojennej migracji, zastąpieniu jednej społeczności przez drugą i na tym, co te procesy robią z pojedynczym człowiekiem.
Damian Josef Neć: Chcieliśmy wejść głębiej w historię regionu. Interesowało nas to, co wydarzyło się tutaj po wojnie, ale także to, jak te wydarzenia funkcjonują dzisiaj w naszej pamięci. Polska nie jest monolitem. Olsztyn i Warmia są tego bardzo dobrym przykładem.
IS: Mam poczucie, że właśnie ta „poniemiecka” część historii bardzo przyciąga czytelników „Toni”. Pozwala spojrzeć na przeszłość trochę inaczej — bez lęku, który często pojawia się, kiedy mówimy o wysiedleniach czy traumie.
DJN: W Polsce bardzo często myślimy o terenach „postniemieckich” przez pryzmat Śląska. Warmia i Mazury funkcjonują w tej opowieści znacznie słabiej. A przecież tutaj również doszło do ogromnej wymiany ludności i całkowitej zmiany społecznej struktury regionu.
MU: Czyli lokalność jest dla was punktem wyjścia?
DJN: Tak, ale lokalność prowadzi nas do pytań uniwersalnych. Kim jesteśmy? Co sprawia, że czujemy się u siebie? Co dzieje się z tożsamością, kiedy miejsce, w którym żyjemy, zmienia swoich mieszkańców?
IS: W powieści ważna jest myśl, że ziemia nie należy na zawsze do nikogo. Ludzie przychodzą i odchodzą, a ona zostaje. To bardzo mocno wiąże się z krajobrazem Warmii i Mazur.
MU: W spektaklu pojawia się m.in. historia akcji T4 w Kortau.
DJN: Tak, ale nie chcieliśmy rekonstruować wojny czy przemocy poprzez naturalistyczne sceny śmierci albo gwałtu. Bardziej interesowało nas pokazanie mechanizmu historii i tego, jak dotyka ona konkretnych osób. Dlatego skupiliśmy się na Maxie Kruschce, Jance i Gudrun.
MU: Max Kruschka jest szczególną postacią.
DJN: Jest kimś, kogo można określić jako „nazistę przypadkiem” — przez brak reakcji, przez niepodejmowanie decyzji. To było dla mnie bardzo mocne. Przyjeżdżając do Olsztyna, miałem zresztą dziwne poczucie znajomości tego miasta. Pochodzę ze Skwierzyny i architektura Olsztyna przypominała mi moje rodzinne strony. To jeszcze mocniej otworzyło mnie na tę historię.
MU: Ważnym elementem przedstawienia są też niemieckie napisy.
IS: Chcieliśmy, żeby niemiecki język był tutaj obecny nie jako historyczny eksponat, ale jako żywa część tej przestrzeni.
DJN: To także gest wobec osób, które mają niemieckie korzenie i nadal mieszkają na Warmii i Mazurach. Chcemy, żeby mogły zobaczyć w teatrze swoją historię i swój język.
MU: Co chcielibyście, żeby widzowie zabrali ze sobą po spektaklu?
IS: Chyba przede wszystkim potrzebę rozmowy. O własnej historii, historii swoich rodzin, o tym, skąd jesteśmy.
DJN: Jeśli ktoś po spektaklu zacznie pytać swoich bliskich o to, co wydarzyło się w ich rodzinie, będziemy bardzo zadowoleni.
IS: Bo historia nie jest zamknięta. Kolejne migracje, konflikty, zmiany społeczne czy klimatyczne mogą znowu zmusić ludzi do opuszczenia miejsc, które uważali za swoje.
***
„Toń”
reż. Damian Josef Neć
Premiera: 25 września 2026, godz. 19:00
Miejsce: Duża Scena Teatru im. Stefana Jaracza w Olsztynie
Kolejne spektakle: 26, 27, 30 września oraz 1, 2 października 2026
Bilety: od 60 zł
Wiek: 16+
Ostrzeżenia: nagość, przemoc, dym, dym papierosowy, intensywne obrazy wizualne, głośna muzyka, wulgaryzmy.
Spektakl prezentowany jest z niemieckimi napisami.
Tłumaczenie: Andreas Volk.