Zbliża się premiera spektaklu „Little” w reżyserii Małgorzaty Wdowik na podstawie scenariusza Roberta Bolesto we Wrocławskim Teatrze Pantomimy. Przedstawienie o dojrzewającym chłopcu zobaczymy już od 20 marca 2026 roku w Centrum Sztuk Performatywnych Instytutu Grotowskiego.
Co twórcy mówią o tym dziele i dlaczego większą część scenografii zajmuje zbiornik z wodą? Mamy dla was komentarze tuż przed premierą!
„Little” to drugie artystyczne spotkanie reżyserki z zespołem Wrocławskiego Teatru Pantomimy. Poprzedni spektakl, „Niepokój przychodzi o zmierzchu” na podstawie książki Marieke Lucasa Rijnevelda (2023 r.), gościł na wielu prestiżowych festiwalach w Polsce i za granicą. Czego tym razem może spodziewać się wrocławska widownia?
Małgorzata Wdowik o powrocie do WTP:
– Kiedy robi się spektakl, który faktycznie rezonuje z publicznością, to mam wrażenie, że po powrocie do tego miejsca, oczekiwania są duże. Ja postanowiłam wraz z moją ekipą realizatorską nie udawać, ż tego nie ma. Zastanawiamy się jednak „okej, to się udało, ale jak możemy iść dalej, z czym chcemy tym razem pracować?”. Przy „Niepokoju (…)” pracowaliśmy z dziewczynką, to teraz popracujmy z chłopcem. Mamy prawdziwego nastolatka na scenie, natomiast idziemy dalej, nie powielamy tego co wcześniej zdało egzamin – komentuje reżyserka.
Woda jako symbol
– Zbiornik z wodą jest fajny (śmiech), ale to nie sztuka dla sztuki, tylko symbol jego głowy – ciągłe myśli przelewające się, wyobrażenia, obrazy, wspomnienia i bycie w ciągłym wirze. Na koniec bohater jest cały mokry i umęczony tą wodą i jest to nasza metafora jego dojrzewania. Ten basen, ta woda jako symbol myśli to też oznaka czegoś co może dawać komfort i spokój, ale też być tsunami i katastrofą – tłumaczy Małgorzata Wdowik.
Jakub Pewiński o dorastaniu i głównej roli
– Gosia Wdowik ma świadomość, że jest kobietą opowiadającą o nastolatkach, o chłopakach w wieku dojrzewania i naprawdę szuka tego męskiego głosu. Weryfikuje, czy jej przemyślenia w tym temacie to nie jest tylko, jak sama to określa, „babska poezja”. Tutaj służy też Robert Bolesto. Pamiętam pierwsze próby, gdzie toczyli długie rozmowy, czasem burzliwe. Ustalali konsensus, złote środki, co jest w ramach poezji, a co już jest „za bardzo” i „za dużo” – mówi Jakub Pewiński.
– Mam wspólne doświadczenia z bohaterem, którego gram – odbijam się w nim i weryfikuję. Moja postać, główna w tym spektaklu, jest tworzona razem z nastolatkiem i obaj gramy tego samego chłopaka. On mnie jakby tworzy w swojej głowie jako awatara – mówi aktor.
– Realia spektaklu są w latach 90-tych, zatem nie gramy dzisiejszych nastolatków. Ja się urodziłem w 1998 roku, więc jeszcze się załapuję (śmiech)! Znam te lata ze słuchu tylko, natomiast zanurzyliśmy się w temat, był research, ale ja pamiętam swoje ciało nastolatka i korzystam z tego – zaznacza Pewiński.
– Granie w tej wodzie jest fajne! Bywało jednak przerażające, zwłaszcza gdy zobaczyliśmy rozmiar tego basenu i ustawialiśmy rzeczy kompozycyjnie, co wymagało stania w wodzie po kilka godzin. Okazywało się, że to jest strasznie wymagające. Był stres, obawy przez zachlapaniem i zamoczeniem, a potem to przezwyciężyliśmy i ta woda teraz jest fajnym ochłodzeniem. Ujarzmiliśmy tę wodę i jest teraz świetną materią do pracy, dostarcza dużej ekscytacji - dodaje aktor.