Dziś (9 kwietnia) w Imparcie Krystyna Janda wcieli się najgorszą śpiewaczkę świata - Florence Foster Jenkins. Zdobycie biletów na spektakl warszawskiego teatru Polonia graniczy z cudem.
Jandę i Jenkins dzieli wszystko. Pierwsza ma talent, przychylność krytyków, uwielbienie publiczności. Z występów drugiej widzowie kpili (choć za nie płacili), a recenzenci pisali z politowaniem. Obie jednak łączy - zupełnie inaczej rozumiana - wiara w siebie i determinacja pozwalająca realizować cele pozornie nierealne. Florence Jenkins, główna bohaterka "Boskiej!" [na zdjęciu] Petera Quiltera, to postać autentyczna. W latach 30. i 40. jej recitale były przebojem amerykańskich estrad. Jednak to nie talent ani uroda, a odziedziczony po tacie spadek umożliwił jej w występ w słynnej Carnegie Hall. Jenkins, samodzielnie finansująca swoje recitale, nie miała za grosz słuchu, poczucia rytmu i zmysłu estetycznego. Ubierała się w monstrualne suknie z falbanami, scenę dekorowała girlandami sztucznych kwiatów, niekiedy zakładała anielskie skrzydła. Podczas koncertów masakrowała arie operowe, ale publiczność ją uwielbiała - bo mało kto był tak zabaw