30.12.2005 Wersja do druku

Wreszcie jest się o co kłócić

Jaki był teatralny rok? Na pewno ciekawy i obiecujący. Nie wszędzie niestety, ale w kilku miejscach na pewno. I choć rezultat ożywienia bywa różny, lepszy jest ferment niż zastój. Z zastoju nigdy nic się nie urodzi, z fermentu - owszem. Dobrze, że choć trochę tego fermentu mamy w Krakowie - pisze Joanna Targoń w Gazecie Wyborczej - Kraków.

Dwa lata temu w gazetowym cyklu "Muzeum Kraków" narzekaliśmy na stagnację w krakowskiej kulturze. Też narzekałam - na brak przedstawień, które wywołałyby szersze niż lokalne zainteresowanie, brak festiwali - czyli możliwości konfrontacji, na zachowawczość i ostrożność dyrektorów, na brak poparcia dla ciekawych inicjatyw, ucieczkę wykształconych w Krakowie reżyserów i aktorów. Przez lata wydawało się, że życie jest gdzie indziej - i była to prawda. To, co nowe, ciekawe, świetne, interesujące powstawało poza Krakowem. Gorące dyskusje o tym, jaki jest i jaki powinien być polski teatr, też toczyły się poza Krakowem, bo żadnych punktów zapalnych tu, na miejscu, nie było. Honoru "miasta artystów" w dziedzinie teatru bronił Krystian Lupa, ale po pierwsze - już do jego obecności na Scenie Kameralnej przywykliśmy, a po drugie - pracował też w innych miastach. Pewną pociechą było też to, że największe talenty reżyserskie i aktorskie młodego i

Zaloguj się i czytaj dalej za darmo

Zalogowani użytkownicy mają nieograniczony dostęp do wszystkich artykułów na e-teatrze.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się.

Źródło:

Materiał nadesłany

Gazeta Wyborcza - Kraków nr 303

Autor:

Joanna Targoń

Data:

30.12.2005

Wątki tematyczne