Logo
Magazyn

Widzisz zło? Powiedz: nie!

21.05.2026, 08:41 Wersja do druku

„To spektakl o złu. O tym, że łatwo mu ulec, na skutek tchórzostwa, podszeptów złych ludzi, propagandy. I o tym, czym jest odwaga" – mówi o nowej inscenizacji musicalu dla dzieci napisanego w 1983 roku Jerzy Jan Połoński*. O inności, cierpliwości, naturze władzy i o tym, że dobro zawsze zwycięża, gdy ma się odwagę powiedzieć: „nie", o Jajkolandii i Jajkokracji, a także o tym, dlaczego teatr nie może być snickersem – z reżyserem „Toto" rozmawiała Magdalena Jagiełło-Kmieciak. Premiera spektaklu odbędzie się 30 maja w Operze na Zamku w Szczecinie.

fot. mat. teatru

Magdalena Jagiełło-Kmieciak:

Toto. Znamienne imię, przydomek. Takiego zwrotu używamy raczej pogardliwie. Czy tak jest?

Jerzy Jan Połoński:

No i trochę tak, i trochę nie. Bajka muzyczna „Toto", to taka polska wersja bajki o „Brzydkim Kaczątku". Rodzi się coś, co jest inne, co się wyróżnia, nie mieści się w „normie" ale przede wszystkim jest nieoswojone. A my się boimy tego co nieoswojone. Nie wiadomo, czy Toto to jest ptak, czy to jest zwierz. Jak do tego podejść? Czy to jest groźne? A może lepiej się tego pozbyć od samego początku zamiast się z tym konfrontować? Toto jest wyszydzane, ludzie się z Toto śmieją. Moim zdaniem to jest bardzo współczesne, uniwersalne, bo nie ma znaczenia, czym jest Toto. To mogą być uchodźcy, ludzie z innym kolorem skóry, z inną wiarą, czy nawet z innej opcji politycznej. Trochę w takiej sytuacji się teraz znajdujemy. Dla mnie bardzo ciekawe jest odczytanie tej bajki, która powstała w 1983 roku, po delegalizacji Solidarności, podczas stanu wojennego. Oczywiście nie będziemy dzieciom pokazywać polityki, aczkolwiek to jest wpisane w scenariusz. Bo w pewnym momencie, kiedy następuje walka ze zdrowym rozsądkiem, tylko jedna postać, czyli właśnie nasz Toto, staje przeciwko władzy i mówi: ja się na to nie zgadzam! I potem, z pomocą dzieci, doprowadza do małej rewolucji.

Ale skoro nie będzie Pan „bawił się w politykę", to jak Toto przejdzie całą swoją historię na scenie? Wykluwa się z jaja, jest niszczony, dostaje etykietę „zdrajca", „wróg".

Mówi: jestem mały, jestem gruby, jestem koślawy. Wszyscy się ze mnie śmieją. Jestem po prostu nikim. Jestem tylko zwykłe Toto, czyli nie wiadomo co. I na to Księżyc mówi: musisz być cierpliwy, musisz być pracowity. Musisz czekać i dać czasowi czas. I to jest moim zdaniem bardzo piękne.

Piękne i ludzkie.

Tak. My też zawsze mamy za mało. Wolelibyśmy mieć więcej, wolelibyśmy być „bardziej". I szybciej! Wiadomo, że zawsze trawa jest bardziej zielona tam, gdzie nas nie ma. I jest też w naszej bajce ważny dialog: „Kiedyś ty też polecisz. Naprawdę polecę? Tak, polecisz. Tylko bądź cierpliwy". Toto w końcu wiele rozumie i staje przed całym miastem mówiąc: NIE!

Mocne i krótkie: nie zgadzam się?

Ale bez wyrachowania. Po prostu staje po stronie sprawiedliwości, dobroci i…natury. Staje się odważny, by na końcu stać się pięknym i wolnym. Bo jak wiemy, Toto, tak jak Brzydkie Kaczątko, staje się wolnym, pięknym ptakiem.

Ale to najpierw Toto, właściwie sam, musiał stanąć przeciwko potężnej machinie.

Nie, to nie jest machina. To po prostu natura władzy. Jako ludzie też idziemy za jakimś Złotym Kaczorem i za Złotą Kaczką tylko dlatego, że jest ładna i obiecuje nam nie wiadomo co, a w końcu tak naprawdę nawet nie wiemy, kiedy się ugotowaliśmy jak ta żaba. I wtedy nagle, z obietnic i z pustych słów, zostaje zagrożenie, represje i absolutne przerażenie. Bo wtedy już nikt nikogo nie udaje, tylko wszyscy strzelają do wszystkich z armat, a my daliśmy się po prostu zniewolić.

A Pan mówi, że mam nie demonizować?

No nie, bo Toto ma Księżyc – swojego przyjaciela, którego ratuje z opresji, mimo że wie, że będzie ukarany. A potem Księżyc wraz z Zabawkami ratuje jego.

Które symbolizują…?

Świat niewinny, paradoksalnie prawdziwy, gdzie dobro jest dobre, a zło jest złe. I moim zdaniem to też nie jest przypadek, że w naszym „Toto" te pluszowe Zabawki nagle okazują się najodważniejsze ze wszystkich.

I chyba nasze dzieci z widowni? (śmiech)

Twórcy libretta Ernest Bryll i Małgorzata Goraj celowo użyli właśnie „figury" dzieci [w didaskaliach – dop. MJK] i Zabawek, bo dokładnie ta niewinność nagle staje się tym, co naprawdę może zmienić świat. Moim zdaniem to bardzo pięknie wymyślone, że nagle te dzieci i ich Zabawki okazują się dużo bardziej wrażliwe, dużo bardziej empatyczne i dużo mądrzejsze niż dorośli.

Czyli młoda widownia będzie włączona w spektakl?

To jest wpisane w scenariusz. Dzieci uwielbiają reagować. Uwielbiają mieć przestrzeń do tego, żeby być wysłuchane. I żeby być sprawcze. W „Toto" dzieci najpierw pomagają uwierzyć głównemu bohaterowi, że będzie latał, potem pomagają go uwolnić, a następnie pomagają zdmuchnąć zło. Super! (śmiech)

Sercem całej inscenizacji jest wielkie symboliczne jajo. Mnie dobrze się nie kojarzy, gdy poznałam pierwszy ból Toto. Po co jest na scenie przez cały spektakl?

Jajko w kulturach całego świata ma wiele znaczeń. Najczęściej jest to „życie". Spektakl zaczyna się od uroczystych „narodzin" Złotego Kaczora i Księżniczki Kaczki, którzy przy akompaniamencie fanfar rodzą się właśnie z jaja. Z jaja rodzi się także nasze Toto. Dlatego też tym skojarzeniem poszliśmy ze scenografką, Anną Chadaj. Jajo jest centralnym punktem naszej opowieści, a ja bardzo lubię taką uniwersalność w scenografii. Stawiamy jeden przedmiot, który w zależności od tego, co potrzebujemy, staje się wszystkim i każdym miejscem. W „Toto" jajo staje się tronem, jak i więzieniem, ale również schronieniem dla Toto, miejscem projekcji i transcendentem.

Jajkolandia?

Bardziej Jajkokracja niż Jajkolandia. (uśmiech)

Dobrze, ale „usuwamy" przecież politykę, tak?

Tak, teraz mamy inne rzeczy, z którymi dzieciaki muszą się mierzyć, czyli wszechobecny tzw. hejt. A mówiąc wprost – mowa nienawiści. Problem bardzo powszechny. Ale nie tylko o tym chcemy opowiadać. To spektakl o złu. O tym, że łatwo mu ulec, na skutek tchórzostwa, podszeptów złych ludzi, propagandy. I o tym, czym jest odwaga.

Jakich zabiegów użył Pan, żeby poruszyć tę dziecięcą widownię? Dostanę spoiler?

Żadnych sztuczek. Temat nawiązuje do Andersena i tutaj nie ma się co z tym kopać, bo to jest fajne nawiązanie. Czyli Brzydkie Kaczątko. I nie trzeba tego uwspółcześniać. Oczywiście mógłbym opowiedzieć to tak, że akcja dzieje się w szkole, w której siedzą dzieciaki, żują gumę, wszyscy mają telefony i w nie naparzają, ale to byłaby sztampa. Po prostu staram się to ugryźć w miarę w nowoczesny sposób, żeby nie śmierdziało naftaliną. Mamy świetną scenografię, projekcje, choreografię, która nie jest klasycznym „dostaw, odstaw", tylko pewnym rodzajem żartu, który kocham w teatrze – staramy się w najprostszy sposób opowiadać o rzeczach ważnych.

Co miałoby według Pana zostać w głowie dziecka po tym, kiedy Toto już poleci, a kurtyna opadnie?

Nie zgadzajmy się na to, by kogoś obok nas traktowano gorzej, nie ulegajmy przesądom ani uprzedzeniom, nie wierzmy ślepo w to, co przeczytamy i zobaczymy w Internecie czy telewizji, ufajmy sile przyjaźni i… bądźmy cierpliwi. Bo z każdego może wyrosnąć piękny ptak. To są rzeczy, które są i zawsze będą. To się nie zdewaluuje. Ale teatr nie jest snickersem. Teatr właśnie powinien dostarczać takiej lepszej strawy, ale żeby to miało znaczenie i żeby dzieci chciały jeść tę lepszą strawę, to trzeba im mówić, dlaczego jest lepsza. Trzeba im pokazać, jak używać noża, widelca. Co piec z czym, a z czym nie wolno łączyć. I dla mnie to, co robimy, jest takim daniem, które rodzice i nauczyciele muszą nauczyć dzieci jeść.

Czyli uczymy się, że nic nie jest „na szybko", „na słodko".

I że warto być sobą, warto czekać na swoje skrzydła, i że dobro zawsze zwycięża.

Dziękuję za rozmowę.

*Jerzy Jan Połoński

Muzyk, aktor, reżyser i pedagog. Ukończył Państwowe Liceum Muzyczne w Katowicach i PWST w Krakowie – Wydział Lalkarski we Wrocławiu (2002). W latach 2015–2016 dyrektor artystyczny Teatru Maska w Rzeszowie. Obecnie wykładowca Wydziału Reżyserii w AST w Krakowie, a także z-ca dyrektora ds. artystycznych Teatru Miejskiego w Gliwicach. Współpracuje z telewizyjnymi programami rozrywkowymi. Reżyser ponad 100 spektakli w teatrach dramatycznych, muzycznych, operowych i lalkowych w Polsce i Słowacji oraz koncertów galowych na festiwalach, m.in. FAMA, PAKA, Festiwal Górski w Lądku-Zdroju. Laureat m.in. XXII Przeglądu Piosenki Aktorskiej we Wrocławiu (2001), Grand Prix FAMA-y w Świnoujściu (2002, 2003), Nadzwyczajnej Złotej Maski za spektakl „Tu-Wim" (2014), Bursztynowego Pierścienia dla musicalu „Crazy For You" i operetki „Orfeusz w piekle" Opery na Zamku w Szczecinie oraz Złotej Odznaki FAM-y za wybitny wkład w rozwój festiwalu (2011).

Spektakl dofinansowano ze środków Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego pochodzących z Funduszu Promocji Kultury – państwowego funduszu celowego.

Realizatorzy:

Kierownictwo muzyczne – Małgorzata Bornowska

Reżyseria – Jerzy Jan Połoński

Choreografia – Karol Drozd

Kostiumy i scenografia – Anna Chadaj

Reżyseria świateł – Dawid Karolak

Reżyseria dźwięku – Jakub Skowroński

Projekcje multimedialne – Karolina Jacewicz, Mateusz Kokot

Przygotowanie chóru – Małgorzata Bornowska

Aranżacja – Mikołaj Macioszek

Obsada:

Toto – Karol Drozd, Jacek Lech

Księżyc – Tomasz Łuczak, Karol Gronek-Poznański

Księżniczka Kaczka – Marzena Wiencis-Mamrot, Joanna Rybka

Burmistrz, Dowódca policji – Piotr Urban

Dziennikarz – Bartosz Wocial

Mistrz ceremonii – Jarosław Zadon

Policjant – Piotr Calii

Policjant / Kaczor – Dariusz Kotlarz

Sprzedawczyni – Małgorzata Zgorzelska

Zajączek – Justyna Zawilińska

Pajacyk – Maria Krahel

Miś – Wanda Morawska

Rajcy – Tetiana Bilchak, Marina Waszyńska

Woźnica, Kat, Sędzia – Oleksandr Polianskyi

Ciastka – Valentyna Chornous, Kornelia Iwaćkowska, Małgorzata Kieć, Kateryna Tsebriy

Terminy:

30 maja 2026, sobota, godz. 17.00, premiera

1 czerwca 2026, poniedziałek, godz. 11.00, spektakl dla szkół

1 czerwca 2026, poniedziałek, godz. 17.00

2 czerwca 2026, wtorek, godz. 10.00 i 13.00, spektakl dla szkół

3 czerwca 2026, środa, godz. 11.00, spektakl dla szkół

Źródło:

Materiał nadesłany

Sprawdź także