Logo
Recenzje

widz_trębicki(nie)poleca: „Trójkącik, czyli trzech na próbę”

2.03.2026, 12:28 Wersja do druku

„Trójkącik, czyli trzech na próbę” Dereka Benfielda w reż. Piotra Nowaka z Agencji Artystycznej COPA w Scenie Relax w Warszawie. Pisze Robert Trębicki w Teatrze dla Wszystkich.

fot. mat. organizatora

Ocena recenzenta: ★☆☆☆☆☆☆☆☆☆ (1/10) – nieporozumienie

Spektakl „Trójkącik, czyli trzech na próbę” Dereka Benfielda w reżyserii Piotra Nowaka, prezentowany przez Agencję Artystyczną COPA na Scenie Relax, aspiruje do farsy sytuacyjnej, lecz nie spełnia podstawowych warunków gatunku: precyzji konstrukcji, logicznej eskalacji zdarzeń oraz rytmu komicznego.

Punktem wyjścia spektaklu jest klasyczny trójkąt erotyczny, który niemal natychmiast przeobraża się w fabularny wielokąt pozbawiony zarówno logiki, jak i elementarnej geometrii. Sylwia (Katarzyna Zawadzka) budzi się po intensywnej nocy, zakłóconej niespodziewanym przybyciem kochanka — Cleeve’a (Maciej Brzoska), przypływającego kajakiem i przez znaczną część przedstawienia toczącego heroiczną, choć beznadziejną walkę z kamizelką ratunkową. Ten rekwizyt, najwyraźniej ważniejszy od relacji między bohaterami, pełni funkcję głównego napędu akcji. Do mieszkania stopniowo trafiają kolejni uczestnicy tej farsowej układanki: przyjaciółka Dżemma (Daria Zawratyńska), Walter (Jakub Kucner), a w drugiej części także stolarz Edi (Kazik Mazur). Ich obecność nie prowadzi jednak do komplikacji intrygi, lecz do jej całkowitego rozmycia — fabuła nie rozwija się, nie eskaluje i nie zmierza w żadnym rozpoznawalnym kierunku.

Pierwsza część spektaklu opiera się niemal wyłącznie na przemieszczaniu postaci między kuchnią a pokojem, z gaszeniem światła pełniącym funkcję umownych cięć montażowych. Dialogi nie prowadzą do pogłębienia relacji ani do wyraźnego konfliktu; przez blisko godzinę akcja pozostaje w stanie zawieszenia. Nawet potencjalnie nośne pomysły — jak groteskowa ciąża Waltera czy otwarte złamanie nogi Cleeve’a — nie zostają ani rozwinięte, ani wykorzystane komicznie. Funkcjonują jako rekwizyty pozbawione znaczenia.

Druga część pogłębia chaos zamiast go porządkować. Pojawienie się Ediego, budowa szafki w sypialni, rozmowy o relacjach uczuciowych, wątki rzeki „płynącej” przez mieszkanie oraz epizodyczne numery taneczne i wokalne nie składają się na spójną strukturę. Brakuje wyraźnej osi dramaturgicznej, a mnożenie absurdów nie prowadzi do kulminacji, lecz do dezorientacji.

Aktorzy próbują ratować materiał środkami stricte fizycznymi: grą ciała, przesadą gestu, mechanicznym powtarzaniem gagów. Szczególnie widoczne jest to w roli Macieja Brzoski, którego postać z każdą sceną doznaje kolejnych urazów, nie wywołując jednak oczekiwanego efektu komicznego. Zdarzają się momenty improwizacyjnego rozbicia akcji — jak śmiech Katarzyny Zawadzkiej przerywający scenę — co zamiast ożywienia spektaklu potęguje wrażenie braku kontroli nad formą.

„Trójkącik…” ujawnia zasadniczy problem: brak zaufania do inteligencji widza oraz jednoczesny brak rzemieślniczej dyscypliny. Farsa wymaga precyzji, tempa i niemal matematycznej logiki. Tutaj zamiast sprawnie działającego mechanizmu farsy otrzymujemy zbiór luźnych pomysłów, powtarzalnych gagów i dialogów, które nie budują ani napięcia, ani sensu.

W efekcie powstaje komedia, która nie śmieszy, oraz spektakl, który sprawia wrażenie improwizowanego, niedopracowanego i obojętnego wobec odbiorcy. Reakcje publiczności — pojedyncze, wymuszone śmiechy oraz szybkie opuszczanie widowni przed finałowymi brawami — zdają się tę ocenę potwierdzać.

Agencja Artystyczna COPA

Tytuł oryginalny

widz_trębicki(nie)poleca: „Trójkącik, czyli trzech na próbę”

Źródło:

Teatr dla Wszystkich

Link do źródła

Autor:

Robert Trębicki

Data publikacji oryginału:

02.02.2026

Sprawdź także