„Faust” Johanna Wolfganga Goethego w reż. Judyty Berłowskiej w Olsztyńskim Teatrze Lalek. Pisze Marek Waszkiel na swoim blogu.
Faust, niezależnie od literackiej wersji (od Marlowe'a po Goethego, uwzględniając liczne scenariusze lalkarzy niemieckich i czeskich) uchodzi za jeden z najpopularniejszych dramatów w historii europejskiego lalkarstwa. Jest w repertuarze od końca XVI po dzień dzisiejszy. W dawnych wędrownych zespołach lalkarskich należał do żelaznego repertuaru. Dziś trafia rzadziej na sceny, ale wciąż mamy sporo inscenizacji lalkowych w ostatnich dekadach, wśród nich słynne spektakle Andrzeja Dziedziula (Stan losów Fausta) czy Wiesława Hejno i Jadwigi Mydlarskiej-Kowal (Faust) z Wrocławskiego Teatru Lalek.
Z najnowszą premierą wystąpił Olsztyński Teatr Lalek, nieustannie zaskakujący atrakcyjnymi projektami, odkąd na czele teatru stanął Tomasz Kaczorowski. Spektakl wyreżyserowała Judyta Berłowska, scenografię zaprojektowała Lucia Svobodova Vrana, muzykę skomponował Piotr Osak. Wysiłek wszystkich realizatorów spektaklu przynosi przede wszystkim znakomite widowisko, o jakich już zapomnieliśmy w repertuarowej mozaice teatralnej. Dominuje w nim aspekt wizualno-muzyczny i nade wszystko teatralny. W pewnym sensie nie nadążamy za nieustannie zmieniającymi się obrazami, niezwykłym bogactwem używanych form. W rezultacie w warstwie interpretacyjnej troszkę ginie sam los Fausta, ale tak jest i w oryginalnym tekście, będącym jakby summą długiego życia Johanna Wolfganga von Goethego.
Inscenizacja Berłowskiej została rozpisana na jedenaście scen-obrazów i dziewięcioosobowy zespół aktorski: Jarek Cupriak, Monika Gryc, Agnieszka Harasimowicz, Jakub Ignasiak, Marcin Młynarczyk, Jagna Polakowska, Agnieszka Roszko, Karolina Sadowska i Roman Wołosik. Aktorzy dwoją się i troją na scenie, rzadko ją opuszczają. Oprócz zadań aktorskich znakomicie wykonują partie wokalne, animują i/lub prezentują dziesiątki najrozmaitszych form teatralnych, wśród których są i tradycyjne marionetki (Faust, Małgorzata), nakładane na ciało torsa świty cesarskiej, w miejscu narządów wewnętrznych demonstrujące rozmaite rekwizyty wyróżniające postaci (szufladka z sakiewką na pieniądze, biała broń, pozłacane jelita, butelki wina, rulony pergaminu). Są w spektaklu fascynujące maski z sabatu czarownic, noszone na głowach aktorów i trzymane w dłoniach podczas tańca, są gąbczane maski i dłonie trzech zbirów, i hybrydowe, przezroczyste formy korpusów z prześwietlonymi głowami, jedną ręką i nogą oraz fruwającą materią (Helena, Parys) oraz podobna w konstrukcji mała lalka Euforiona (syn Heleny i Fausta) dyndająca na rozciągających się gumach. A przecież mamy w spektaklu jeszcze osobliwy świecący obiekt: Homunculusa, niezwykle atrakcyjne czaszki Forkiad z wysuwanymi jęzorami, rozmaite bóstwa, gryfy, lamie, syreny, skrzydlate dwórki Heleny, psa Mefistofelesa ze świecącymi na czerwono ślepiami i wiele innych figurek, artefaktów, drobnych przedmiotów. Wszystkie one są znaczące, choć trudno te znaczenia rozszyfrować i nadążyć za nieustannym korowodem fascynujących pomysłów reżysersko-plastycznych. Ale uczta dla oczu jest niewątpliwa i czar sceny promieniuje na oszołomionych i zachwyconych widzów.
Nawet najbardziej aktorscy i bardzo dobrze wkomponowani w przedstawienie Faust (Jakub Ignasiak) i Mefistofeles (Jarek Cupriak) nie są wolni od rozmaitych działań animacyjno-przedmiotowych, cóż dopiero pozostali aktorzy, odtwarzający po kilkanaście postaci. Doprawdy przedsięwzięcie olsztyńskie robi wrażenie. Takie widowiskowe spektakle należą do rzadkości.
I choć inscenizacja Berłowskiej jest daleka od czysto marionetkowych czy lalkowych realizacji tradycyjnych lalkarzy, rezygnuje z cudowności i magicznych sztuczek, do których przyzwyczaili nas poprzednicy, czerpiąc ze środków współczesnego teatru jest propozycją wyjątkowo aktualną - nawet jeśli nie jest to jakaś oryginalna interpretacja idei Faustowskiej, broni się właśnie widowiskowością, przepisaniem dużych partii tekstu na śpiewane, rapowane sekwencje. Silną osobowością jest Jakub Ignasiak w roli Fausta, doskonale podający tekst, choć być może trochę za młody. Aktor z większym doświadczeniem życiowym byłby bliższy idei Goethego, bardziej wiarygodny. Jarek Cupriak jako Mefistofeles gra doprawdy wspaniałą postać. Jest wszechobecny, niezwykle plastyczny, obecny nawet wówczas, gdy nie na nim koncentruje się akcja.
Nieco mniej wyraziście prezentuje się Małgorzata (Karolina Sadowska), w wielu inscenizacjach, zwłaszcza lalkowych, wybijająca się na plan pierwszy. Nie ma w tym winy aktorki (grającej także osiem innych postaci), która jest silnym elementem przedstawienia. W olsztyńskiej interpretacji jednak, tak jak Faust gdzieś w przebiegu zdarzeń scenicznych gubi się wśród innych postaci i animantów, tak Małgorzata pojawia się i znika, a jej historia sprowadzona zostaje do znanego schematu. Tu wszak jej rola aktorska jest multiplikowana i obrazy te zrobiły na mnie wielkie wrażenie. Faust i Małgorzata są aktorskimi, recytowanymi bądź śpiewanymi, rolami. Zawsze jednak, gdy się pojawiają, dublują je marionetki wiszące z tyłu bądź z boku sceny i tam delikatnie animowane przez innych aktorów. Na dodatek, w scenach tych pojawiają się, na kilku rozpiętych w przestrzeni pracowni Fausta płótnach różnych rozmiarów, projekcje powiększonych twarzy lalek, czasem nawet przenikające się wzajemnie. Daje to niezwykły efekt wizualny i interpretacyjny. Faust i Małgorzata będący konkretnymi, ludzkimi bohaterami, są jednocześnie dzięki marionetkom jakimś mitem tego miłosnego wątku, dzięki projekcjom na dodatek zuniwersalizowanym i zarchetypizowanym. Mamy tu jednocześnie grę żywego aktora z ożywianym animantem (co pojawi się także w kilku innych scenach, np. Forkiad) oraz zajmującą teatralnie kompozycję budowania działania z obiektami rozmaitymi wielkościami, grę proporcji.
Cała przestrzeń, w której umieszczono akcję jest niezwykle ciekawa. Wszystko odbywa się jakby w pracowni Fausta, którą tworzy metalowa piętrowa konstrukcja podzielona na oddzielne ramy, wypełnione artefaktami. Do tej konstrukcji można doczepić dwa ciągi schodów, co w sumie buduje ogromnie bogatą przestrzeń wykorzystywaną w rozmaitych konfiguracjach. Wszystko jest w ciągłym ruchu, każdy obraz zmienia rzeczywistość sceniczną. I nade wszystko przyciąga uwagę widzów.
Brawo Olsztyński Teatr Lalek! A przecież w dniu premiery uświetniającej Międzynarodowy Dzień Teatru działo się w OTL znacznie więcej, by wymienić konferencję naukową wokół Fausta czy choćby niezwykły wieczór teatralny, podczas którego uhonorowano wielu artystów i pracowników teatru. Tego wieczoru naprawdę widać było, jak potrzebna to instytucja i z jaką energią działa. To efekt nowego ducha.