Logo
Recenzje

Warszawski palimpsest

19.06.2026, 16:13 Wersja do druku

„Lalka ’89. Kapitalistyczna komedia romantyczna” wg scen. Michała Walczaka i Maxa Łubieńskiego w reż. Michała Walczaka w Teatrze Rampa w Warszawie. Pisze Marek Zajdler na stronie NaszTeatr.

fot. Maciej Lipski

Gdzie się człowiek nie obejrzy wyskakuje zza winkla kolejna „Lalka”. Tym razem wychynęła w karnawałowym nastroju spośród drzew parku Wiecha na Targówku, gdzie Teatr Rampa wraz z obchodzącym dwudziestolecie Domem Spotkań z Historią przygotował spektakl z okazji okrągłej, 37. rocznicy pierwszych częściowo wolnych wyborów 4 czerwca 1989 roku. Scenariusz kapitalistycznej komedii romantycznej wpisanej w kabaretową formułę Pożaru w Burdelu stworzyli stali dostarczyciele absurdalnego humoru dla wykształciuchów i wielbiciele prawarszawskiej mitodemonologii Michał Walczak i Max Łubieński. Odwagą pióra przekazali jednak adaptację powieści Prusa w ręce „nowego architekta polskiej wyobraźni”, Grzegorza Brauna. Szczęśliwie nie tego prawdziwego, tylko parodiowanego z pazurem przez Piotra Napierałę. A ten, z reżyserską swadą świeżo powołanego Narodowego Zespołu Filmowego (Nazfilm), zapragnął uczcić rocznicę odzyskania „łże wolności” realizacją patriotyczno-romantycznego horroru erotycznego. O złamanym sercu Wokulskiego, rzecz jasna. 

Rozśpiewana „Lalka ‘89” od początku bawi się konwencją swobodnie mieszając światy w okultystycznych oparach purnonsensu i zestawiając „europeizmy z naszymi demonami”. Apostasia (buntowniczo-uwodzicielska Agata Łabno) przygotowuje się do matury zamknięta w pokoju nauczycielskim szkoły podstawowej nr 5342 na Targówku (nie pytajcie…) i usypia nad lekturą Prusa, budząc galanteryjne demony (zwłaszcza Juliana Mere w roli długorękiego Rzeckiego). Odrzucając naukę na rzecz „niebieskiej platformy” zostaje zauważona i zaproszona do obsady odtalmudyzowanej braunowskiej „Lalki”, by zagrać Bellę. Zrozpaczona utratą ulubionej uczennicy dyrektor Marzena Świrska-Wnerwińska (tradycyjnie zakręcona Agnieszka Makowska) szuka ukojenia w terapii, a zwierzenia dotyczące jej pierwszej młodzieńczej pozabudżetówkowej miłości materializują się na scenie wydarzeniami upalnego czerwca 1989 roku. Depeszowo-punkowe alter ego Marzeny (udany sceniczny debiut Klementyny Lamort de Gail) spotyka wówczas odzianego w wykwitny sweter „rycerza opozycji” Rafała, przyszłego prezydenta Warszawy, który choć patriotycznie rozerotyzowany jest delikatnie mówiąc nie(r)o(z)garnięty (cudownie kąśliwy pastisz Marcina Januszkiewicza). Ich miłosna przygoda przeplata się z wizytami na polonistyce UW, gdzie Marzena studiuje pod czujnym okiem „monster hunter” profesor Marii Janion (rewelacyjna Dominika Łakomska) tropiącej motywy demoniczne w literaturze. Jednym z nich okaże się czerwonoręki stalker Satanisław, zwany swojsko Wokulem (kolejne wcielenie Piotra Napierały), który wyskoczywszy z kart powieści swobodnie oddycha spaliną miasta, szuka dziewic przeżywając „osobisty zwrot ludowy” i wkręca się na filmowy plan. Trafia tam także w poszukiwaniu Apostasi szkolna psycholog Sandra Chandra (Kamila Boruta-Marszałek) przyjmując z dobrodziejstwem creepy inwentarza rolę pani Stawskiej, ale podobnie jak jej uczennica zatraca się w historii i opętana przez literacką postać traci kontakt z rzeczywistością. Filmowa „Lalka” odtwarza, jak Bóg przykazał, realia 1878 roku, choć będąc erotycznym horrorem dość swobodnie traktuje fabułę wzbogacona o osikowe kołki, żydowskiego koordynatora scen intymnych i mający właściwości antywampiryczne, unoszący się w powietrzu geistoid (sprawcą wszelkich lewitacji, spektakularnych płomiennych uniesień oraz klaunowskiej błazenady jest niezastąpiony w takich wypadkach Wojciech Rotowski). Opowieści przenikają się, światy zapętlają, surrealistyczna historia nurza w warszawskiej nierzeczywistości, a na ratunek ruszyć musi ponownie gotowa do wszelkich poświęceń dwuwcieleniowa Marzena wspomagana winkelriedami i srebrnymi kulami swej promotorki. Czy uda im się pokonać demony i odczarować „Lalkę”? Musicie już sprawdzić sami.

Spektakl pędzi na złamanie karku, trzymając przy tym zadziwiająco solidne ramy przyczynowo-skutkowe, a liczne piosenki niejako mimichodem pchają akcję do przodu. Wokalnie prym wiedzie Agata Łabno, Piotr Napierała sprawnie ogarnia rapową nawijkę, a pozostali trzymają poziom nawet w pionie. Muzyka Wiktora Stokowskiego skacze z kwiatka na kwiatek, jazzując, rapując i discopolując, często moszcząc się wygodnie w tekstach, a niekiedy nieco się z nimi boksując. Sporo pracy w umarionetkowanie zespołu włożył też choreograficzny team Alisy Makarenko i Mariusza Lubawego. Oparta na manekinach scenografia Kamili Bukańskiej umiejscawia historię na pograniczu mrocznego sklepu odzieżowego rodem z „Łowcy androidów” i sex-shopu z Marszałkowskiej. W kostiumach Bukańska pozwoliła sobie na odrobinę szaleństwa sprawnie wizualizując epoki i trzymając się eleganckiej „burdelowej” konwencji. Blask transformacji wydobywa sprawnie prowadzonymi światłami Alina Dołżikowa, a efekt wizualny wspomagają projekcje Piotra Zaczka. Zespół aktorski dwoi się i troi (w czym przoduje etatowy przepoczwarzacz Konrad Marszałek), zmienia peruki i kostiumy z prędkością błyskawicy, mimo pozornego chaosu i scenicznej degrengolady trzyma precyzyjnie scenariusza i zespołowej dyscypliny, a wszystko na luzie i z humorem. W kuluarach zasłyszałem w jakim tempie przygotowano rampowską „Lalkę” i wciąż nie mogę się nadziwić, że nie zawaliła się ona z wielkim hukiem, tylko dojechała szczęśliwie do finału. Ale to w końcu Targówek. Się wie!

Twórcy nie szczędzą nam ostrej satyry, błyskotliwego dowcipu i nostalgicznych wspomnień czasów transformacji. Bohaterem staje się rozkwitająca wolnością Warszawa, „miasto magii i ściemy”, z Placem Defilad zamienionym w świecący lunapark Cricolandu, postępującymi zmianami obyczajowymi i wdzierającym się odważnie kapitalizmem. Pisany pod konkretną okazję tekst robi dość częste skoki w historyczne zakamarki, znajdując miejsce dla Gary’ego Coopera, Leszka Balcerowicza, Shazzy, Olka Kwaśniewskiego, a nawet upersonifikowanej Komuny i Matki Boskiej (tu znów brawa dla zachwycającej Dominiki Łakomskiej). Jednocześnie Michał Walczak pozostaje jak zawsze na bieżąco z wszelkimi trendo-wydarzeniami licząc na równie szerokie obeznanie widza – tym razem ze smutkiem poczułem, że ten pociąg odjechał ze stacji beze mnie. Cóż, choć spokojnie mogłem żyć bez tej wiedzy, dzięki Rampie wiem przynajmniej, że istnieje coś takiego jak OnlyFans i ile lat ma wybranka Filipa Hajzera. Z drugiej strony łudziłem się, że w teatralnym horrorze zobaczę raptownie obracającą głowę lalkę w pomarańczowej sukience, ale widać „Squid Game” jest już passe.

„Lalka ‘89” płynie energiczną melodią karnawału transformacji, rozprawia się z zatruwającymi serca wampirami przeszłości i błyszczy inteligentnym dowcipem. Erotycznie patriotyczna dialoguje z bolączkami współczesnego kapitalizmu pozwalając przeglądać się nam w zwierciadle prusowskiej powieści. „Bo w kapitalizmie nigdy nie bądź pewien, czy to ty masz lalkę, czy ona ma ciebie” śpiewają w finałowej piosence artyści dając nam do myślenia. Absurdalnie zabawny warszawski palimpsest wyszedł Rampie całkiem smakowicie. 

Tytuł oryginalny

Warszawski palimpsest - "Lalka '89" w Teatrze Rampa, recenzja

Źródło:

NaszTeatr

Link do źródła

Autor:

Marek Zajdler

Sprawdź także