Logo
Aktualności

Warszawa. W lipcu premiera „Lisy” w Teatrze Powszechnym

26.06.2026, 16:09 Wersja do druku

11 lipca w Teatrze Powszechnym odbędzie się premiera spektaklu „Lisa” Jolanty Janiczak w reż. Wiktora Rubina.

fot. mat. teatru

„Najniebezpieczniejszym wytworem każdego społeczeństwa jest człowiek, który nie ma nic do stracenia”. James Baldwin

„Nie bij mnie” to pierwsze słowa, które wypowiadała niespełna dwuletnia Lisa M. Montgomery, która w 2007 roku została skazana na karę śmierci za uduszenie kobiety będącej w ciąży. Po uduszeniu ofiary wycięła z jej ciała żyjące dziecko, zabrała je do domu i przedstawiała wszystkim jako własne. Dziewczynka Viktoria żyje do dzisiaj. Lisa spędziła w celi śmierci czternaście lat. Mimo licznych protestów, 13 stycznia 2021 roku w więzieniu federalnym w Terre Haute w stanie Indiana podano jej śmiertelną dawkę pentobarbitalu. Cztery minuty później przestała oddychać. 

Montgomery nie skorzystała z możliwości wypowiedzenia ostatnich słów. Słowa od zawsze ją zawodziły. Jej pierwsze: „nie bij mnie” nigdy nie zadziałały. Tysiące kolejnych „nie” także nie przyniosły skutku. Wszystkie relacje, w których funkcjonowała, zarówno rodzinne, jak i małżeńskie, były naznaczone przemocą, gwałtem, poniżeniem i łamaniem. Matka za niemal każde dziecięce przewinienie wyrzucała ją nagą z domu i kazała godzinami czekać, aż ponownie ją wpuści. Na oczach małej Lisy zabiła jej ukochanego psa. Przez lata przyzwalała też na wielokrotne gwałty na córce, których sprawcami byli zarówno ojczym, jak i liczni przyjaciele rodziny. Oddawała ją znajomym, w tym hydraulikowi i elektrykowi, jako zapłatę za prace przy naprawach. Ojczym zbudował obok przyczepy, w której mieszkali, niewielką przybudówkę, po to, by nie było słychać protestów bitej i gwałconej dziewczynki. W końcu Lisa w ogóle przestała krzyczeć i protestować, przywykła. 

W jedynej rozmowie, jaką odbyła z więzienną psycholożką, wyznała, że podczas gwałtów i bicia opuszczała swoje ciało, wyłączała się, przestawała być swoim ciałem, jakimkolwiek ciałem. Drastyczne przeżycia z dzieciństwa odbiły się na jej dorosłym życiu, pociągając za sobą same nieszczęśliwe wybory. W wieku 18 lat wyszła za przyrodniego brata, który traktował ją podobnie jak ojczym. W ciągu pięciu lat urodziła czworo dzieci, a następnie, pod przymusem męża, poddała się sterylizacji. Zabieg pogorszył jeszcze jej stan psychiczny: zaczęła mieć problemy w pracy, stale się przeprowadzała, powodowała liczne stłuczki samochodowe, coraz więcej piła i zaniedbywała dzieci. Rozwiodła się, po czym znowu wyszła za mąż. Od początku małżeństwa opowiadała, że jest w ciąży, co po zabiegu sterylizacji nie było możliwe. Żeby zdobyć upragnione dziecko w grudniu 2004 roku zabiła 23-letnią Bobbie Jo Stinnett, która była w ósmym miesiącu ciąży, na uduszonej kobiecie wykonała cesarskie cięcie i zabrała noworodka, twierdząc, że to jej dziecko.

Historia inspirowana tragicznym życiem Lisy M. Montgomery, pierwszej od 73 lat kobiety, wobec której w 2021 roku wykonano karę śmierci jest opowieścią o ludziach, którzy nie mają nic do stracenia. Ludzie, którzy nie mają nic do stracenia, są produktem społecznych zaniedbań, obojętności, odwracania głowy, unikania wzroku na widok podbitego oka. Ludzie śmieci, z którymi kapitalistyczna maszyna produkcyjna nie ma co zrobić, są niewydolni ekonomicznie, bez kapitału kulturowego, jedynym dziedzictwem, jakie niosą są przenoszone z pokolenia na pokolenie dysfunkcyjne wzorce, nałogi, traumy, choroby, których nie są w stanie rozpoznać i zatrzymać. Ludzie, których celem codzienności jest ulga, znieczulenie, odcięcie się, ucieczka z własnego ciała, wyeksploatowanego pracą na dwóch, trzech etatach. Ciała, które nie chroni żaden system ekonomiczny, społeczny, ani medyczny.

Historia życia i śmierci Lisy Montgomery jest wyzwaniem dla teatru, tak samo jak była wyzwaniem dla sąsiadów, świadków, lekarzy, nauczycieli i adwokatów, którzy odwracali głowy od dziewczynki maltretowanej od najmłodszych lat. Historia Lisy to opowieść o pozbywaniu się odpadów, nieproduktywnych, zaniedbanych, usuwanych z pola widzenia. To nie jest opowieść o klasach niższych, lecz o podklasie: o ludziach, dla których nie ma miejsca nigdzie; których nikt nie ma ochoty ani siły reprezentować. O ludziach w nałogach, z kartoteką, schorowanych. O ludziach, o których myślimy jak o zagrożeniu; przez których pustoszeją bloki, a nieraz całe dzielnice. Historia Lisy to opowieść o ludziach, z których społeczeństwa się oczyszczają; o tych, z których czyści się ulice, parki, parkingi i stacje benzynowe.

Twórcy przedstawienia „Lisa” zainspirowani jej tragicznym losem nie szukają sensacji, opowieści o morderczyni, serialowych klisz ani psychologicznych uproszczeń. Pragną przyjrzeć się społecznym mechanizmom produkcji obrazów, okrutnych mitów i motywów niemal szekspirowskich: takich jak kradzież dziecka z brzucha innej kobiety, obrazów napędzanych desperacją, lękiem, głodem i łaknieniem ludzi, którzy nie mają nic do stracenia.

Premiera: 11 lipca 2026 r.

Czas trwania: 120 min

Twórczynie i twórcy:

reżyseria - Wiktor Rubin

tekst i dramaturgia, współpraca reżyserska - Jolanta Janiczak

wideo i scenografia - Łukasz Surowiec

kostiumy - Marta Szypulska

Światło - Monika Stolarska

muzyka - Krzysztof Kaliski

inspicjent - Julia Różańska

Obsada: Karolina Adamczyk, Klara Bielawka, Michał Czachor, Mateusz Łasowski, Julian Świeżewski, Maciej Cymorek


Źródło:

Materiał nadesłany

Sprawdź także