11 lipca w Teatrze Powszechnym odbędzie się premiera spektaklu „Lisa” Jolanty Janiczak w reż. Wiktora Rubina.
„Najniebezpieczniejszym wytworem każdego społeczeństwa jest człowiek, który nie ma nic do stracenia”. James Baldwin
„Nie bij mnie” to pierwsze słowa, które wypowiadała niespełna dwuletnia Lisa M. Montgomery, która w 2007 roku została skazana na karę śmierci za uduszenie kobiety będącej w ciąży. Po uduszeniu ofiary wycięła z jej ciała żyjące dziecko, zabrała je do domu i przedstawiała wszystkim jako własne. Dziewczynka Viktoria żyje do dzisiaj. Lisa spędziła w celi śmierci czternaście lat. Mimo licznych protestów, 13 stycznia 2021 roku w więzieniu federalnym w Terre Haute w stanie Indiana podano jej śmiertelną dawkę pentobarbitalu. Cztery minuty później przestała oddychać.
Montgomery nie skorzystała z możliwości wypowiedzenia ostatnich słów. Słowa od zawsze ją zawodziły. Jej pierwsze: „nie bij mnie” nigdy nie zadziałały. Tysiące kolejnych „nie” także nie przyniosły skutku. Wszystkie relacje, w których funkcjonowała, zarówno rodzinne, jak i małżeńskie, były naznaczone przemocą, gwałtem, poniżeniem i łamaniem. Matka za niemal każde dziecięce przewinienie wyrzucała ją nagą z domu i kazała godzinami czekać, aż ponownie ją wpuści. Na oczach małej Lisy zabiła jej ukochanego psa. Przez lata przyzwalała też na wielokrotne gwałty na córce, których sprawcami byli zarówno ojczym, jak i liczni przyjaciele rodziny. Oddawała ją znajomym, w tym hydraulikowi i elektrykowi, jako zapłatę za prace przy naprawach. Ojczym zbudował obok przyczepy, w której mieszkali, niewielką przybudówkę, po to, by nie było słychać protestów bitej i gwałconej dziewczynki. W końcu Lisa w ogóle przestała krzyczeć i protestować, przywykła.
W jedynej rozmowie, jaką odbyła z więzienną psycholożką, wyznała, że podczas gwałtów i bicia opuszczała swoje ciało, wyłączała się, przestawała być swoim ciałem, jakimkolwiek ciałem. Drastyczne przeżycia z dzieciństwa odbiły się na jej dorosłym życiu, pociągając za sobą same nieszczęśliwe wybory. W wieku 18 lat wyszła za przyrodniego brata, który traktował ją podobnie jak ojczym. W ciągu pięciu lat urodziła czworo dzieci, a następnie, pod przymusem męża, poddała się sterylizacji. Zabieg pogorszył jeszcze jej stan psychiczny: zaczęła mieć problemy w pracy, stale się przeprowadzała, powodowała liczne stłuczki samochodowe, coraz więcej piła i zaniedbywała dzieci. Rozwiodła się, po czym znowu wyszła za mąż. Od początku małżeństwa opowiadała, że jest w ciąży, co po zabiegu sterylizacji nie było możliwe. Żeby zdobyć upragnione dziecko w grudniu 2004 roku zabiła 23-letnią Bobbie Jo Stinnett, która była w ósmym miesiącu ciąży, na uduszonej kobiecie wykonała cesarskie cięcie i zabrała noworodka, twierdząc, że to jej dziecko.
Historia inspirowana tragicznym życiem Lisy M. Montgomery, pierwszej od 73 lat kobiety, wobec której w 2021 roku wykonano karę śmierci jest opowieścią o ludziach, którzy nie mają nic do stracenia. Ludzie, którzy nie mają nic do stracenia, są produktem społecznych zaniedbań, obojętności, odwracania głowy, unikania wzroku na widok podbitego oka. Ludzie śmieci, z którymi kapitalistyczna maszyna produkcyjna nie ma co zrobić, są niewydolni ekonomicznie, bez kapitału kulturowego, jedynym dziedzictwem, jakie niosą są przenoszone z pokolenia na pokolenie dysfunkcyjne wzorce, nałogi, traumy, choroby, których nie są w stanie rozpoznać i zatrzymać. Ludzie, których celem codzienności jest ulga, znieczulenie, odcięcie się, ucieczka z własnego ciała, wyeksploatowanego pracą na dwóch, trzech etatach. Ciała, które nie chroni żaden system ekonomiczny, społeczny, ani medyczny.
Historia życia i śmierci Lisy Montgomery jest wyzwaniem dla teatru, tak samo jak była wyzwaniem dla sąsiadów, świadków, lekarzy, nauczycieli i adwokatów, którzy odwracali głowy od dziewczynki maltretowanej od najmłodszych lat. Historia Lisy to opowieść o pozbywaniu się odpadów, nieproduktywnych, zaniedbanych, usuwanych z pola widzenia. To nie jest opowieść o klasach niższych, lecz o podklasie: o ludziach, dla których nie ma miejsca nigdzie; których nikt nie ma ochoty ani siły reprezentować. O ludziach w nałogach, z kartoteką, schorowanych. O ludziach, o których myślimy jak o zagrożeniu; przez których pustoszeją bloki, a nieraz całe dzielnice. Historia Lisy to opowieść o ludziach, z których społeczeństwa się oczyszczają; o tych, z których czyści się ulice, parki, parkingi i stacje benzynowe.
Twórcy przedstawienia „Lisa” zainspirowani jej tragicznym losem nie szukają sensacji, opowieści o morderczyni, serialowych klisz ani psychologicznych uproszczeń. Pragną przyjrzeć się społecznym mechanizmom produkcji obrazów, okrutnych mitów i motywów niemal szekspirowskich: takich jak kradzież dziecka z brzucha innej kobiety, obrazów napędzanych desperacją, lękiem, głodem i łaknieniem ludzi, którzy nie mają nic do stracenia.
Premiera: 11 lipca 2026 r.
Czas trwania: 120 min
Twórczynie i twórcy:
reżyseria - Wiktor Rubin
tekst i dramaturgia, współpraca reżyserska - Jolanta Janiczak
wideo i scenografia - Łukasz Surowiec
kostiumy - Marta Szypulska
Światło - Monika Stolarska
muzyka - Krzysztof Kaliski
inspicjent - Julia Różańska
Obsada: Karolina Adamczyk, Klara Bielawka, Michał Czachor, Mateusz Łasowski, Julian Świeżewski, Maciej Cymorek