W związku z pojawiającymi się w mediach relacjami ze spotkania Rady Programowej TVP, chciałbym ze zdziwieniem odnotować, że najwyraźniej brałem udział w innym posiedzeniu niż to, które relacjonuje pani przewodnicząca Barbara Bilińska – czytamy w oświadczeniu.
Z zainteresowaniem przeczytałem przypisywane mi wypowiedzi — twórczo rozwinięte, selektywnie zinterpretowane i, jak się okazuje, oparte bardziej na fantazjach i zawodnej pamięci niż na rzeczywistym przebiegu dyskusji.
Podczas spotkania przedstawiłem możliwie szeroką diagnozę sytuacji Telewizji Polskiej — w kontekście wieloletnich zaniedbań, zmian strukturalnych i procesów, które dziś są w toku. Mówiłem o odpowiedzialności za odbudowę instytucji publicznej, o konieczności myślenia o niej w perspektywie lat, oraz o tym, że w tak złożonym organizmie jak TVP zmiana jest procesem długim, wymagającym konsekwencji, stabilności, wytrwałości i dialogu.
Z doświadczenia zarządzania Teatrem im. Stefana Żeromskiego w Kielcach wiem, że realne efekty przychodzą po czasie — w teatrze repertuarowym to co najmniej trzy lata. W przypadku Telewizji Polskiej skala wyzwań jest nieporównywalnie większa. O tym była moja wypowiedź na spotkaniu z Radą Programową TVP.
Przedstawiłem również konkretne działania i plany Teatru Telewizji: nowe formaty, strategie dotarcia do widza, plany współpracy z innymi instytucjami, uruchamianie koprodukcji, propozycje dla TVP Kultura, wydarzenia specjalne oraz mówiłem o wysiłku wkładanym w budowę sprawnie działającej struktury produkcyjnej. Materiały dotyczące planów Teatru Telewizji zostały członkom rady przekazane w formie pisemnej.
Tym bardziej pozostaje dla mnie zagadką, jakimi ścieżkami podążyła myśl pani przewodniczącej, która z tej rozmowy wyprowadziła tezę o „destrukcyjnej strukturze spółki”. Nawet po sprostowaniu — sprowadzonym do różnicy między „destrukcyjną” a „dysfunkcyjną” — sens tej wypowiedzi pozostaje niezgodny z tym, o czym rzeczywiście mówiłem na spotkaniu.
Warto jasno powiedzieć: opisywałem proces naprawy i wzmacniania instytucji, a nie jej deprecjację. Mówiłem o pracy wykonywanej w trudnych warunkach — finansowych i systemowych — oraz o granicach zmian, które w obecnym stanie prawnym są możliwe.
Niepokojący jest taki sposób relacjonowania zamkniętego posiedzenia rady programowej. Wybiórcze cytowanie, parafrazy zmieniające sens wypowiedzi i publikowanie ich w przestrzeni medialnej nie służą ani powadze instytucji, ani jakości debaty publicznej. Tak po prostu się nie robi.
Jeżeli przychodzę na posiedzenie rady, dzielę się wiedzą, doświadczeniem i konkretnymi planami, to oczekuję elementarnej rzetelności w działaniach i wypowiedziach drugiej strony. W przeciwnym razie rada programowa przestaje być miejscem rozmowy o mediach publicznych, a zaczyna przypominać coś znacznie mniej poważnego.
Dziękuję za życzliwe słowa pod adresem mojej pracy — traktuję je jako wyraz zaufania wobec zespołu Teatru Telewizji. Natomiast zaufanie działa w obie strony. Zostało ono w tej sytuacji poważnie nadszarpnięte.
Jestem otwarty na współpracę — pod warunkiem, że opiera się ona na faktach, a nie na publicystycznej fantazji. Próby manipulowania moimi wypowiedziami będą spotykały się z jednoznaczną i zdecydowaną reakcją.
Na koniec pozwolę sobie na drobną uwagę: skoro była mowa o marketingu i odbiorze widowni — dane pokazują wyraźnie wzrosty oglądalności, obecności w mediach społecznościowych i realne poszerzanie zasięgu Teatru Telewizji. Być może warto oprzeć dyskusję właśnie na faktach i nie szukać sensacji tam, gdzie jej nie ma.
Michał Kotański