Logo
Aktualności

Warszawa. Aleksandra Bielewicz: „Było niegorąco” to spektakl o wspomnieniach uczestników Powstania Warszawskiego

30.07.2026, 09:03 Wersja do druku

Będzie to na pewno spektakl o wspomnieniach ludzi, którzy brali udział w Powstaniu Warszawskim. Przedstawienie, w którym szukamy także nadziei – mówi PAP Aleksandra Bielewicz, reżyserka „Było niegorąco”. Premiera w Muzeum Powstania Warszawskiego w nocy z 31 lipca na 1 sierpnia o północy.

fot. PAP/ Przemysław Piątkowski

– Tytuł naszego spektaklu, który przygotowaliśmy z okazji 82. rocznicy wybuchu Powstania Warszawskiego, to „Było niegorąco”. Cała ta przygoda zaczęła się na pewno od mojej prywatnej historii, która jest związana z powstaniem. Bo moi dziadkowie byli powstańcami, więc ta historia od małego mi towarzyszyła, krążyła w domowych opowieściach – wyjaśniła Aleksandra Bielewicz.

Zaznaczyła, że podstawą scenariusza spektaklu, którego jest autorką, są wiersze Anny Świrszczyńskiej i proza Mirona Białoszewskiego. – Bez nich absolutnie ten spektakl by nie powstał, bo właśnie ich twórczość, jak myślę, pozwoliła mi w pełni oddać to, na czym mi naprawdę zależało – podkreśliła reżyserka.

Pytana o to, kim są bohaterowie przedstawienia, Aleksandra Bielewicz powiedziała: – Mamy tu Mirona Białoszewskiego, którego gra Grzegorz Artman, mamy Anię Świrszczyńską, którą kreuje Aleksandra Bożek. - W spektaklu mamy również postać Warszawy, która jest performowana, tańczona, można powiedzieć, przez Marysię Bijak. Mamy też postać Śmierci, za którą odpowiada kontratenor Michał Słabecki. Pojawi się również Ciemna Strona Księżyca, grana przez Agę Podsiadlik – wyjaśniła.

Jak zaznaczyła, bohaterowie wchodzą w role Świrszczyńskiej i Białoszewskiego, odtwarzając najważniejsze wspomnienia związane z Powstaniem Warszawskim. – W tej podróży przez pamięć towarzyszy im tajemnicza postać, która odpowiada na radiowy sygnał wysłany w kosmos. Czy jest rzeczywista? A może stanowi symbol tęsknoty za cywilizacją, która nauczyła się wyciągać wnioski z własnej historii i nie powielać dawnych błędów? – zastanawiała się twórczyni przedstawienia.

Reżyserka przyznała, że realizatorzy wyobrażali sobie początek spektaklu jako sytuację dosyć realistyczną. – Mamy starszą kobietę, która tej swojej historii o powstaniu nigdy jeszcze nikomu nie opowiedziała. Zaczyna ją opowiadać kierowcy karetki, który przyjeżdża do niej do mieszkania – mówiła. – Ona początkowo tej historii w ogóle opowiadać nie chce, natomiast on ją do tego zachęca – wyjaśniła.

– Mieliśmy sporo refleksji o tym, jak różnie ludzie, którzy byli związani z powstaniem, później po prostu podchodzili do opowiadania ich historii. Nie każdy chciał do tego wracać, a wielu osobom z kolei pomagało to, kiedy wreszcie tę historię opowiedzieli – tłumaczyła. – Miron Białoszewski na przykład mówił, że on gadał i gadał o powstaniu przez wiele lat wszystkim, których spotkał. I dla niego to był sposób na radzenie sobie z tą historią, z tą traumą – zaznaczyła Aleksandra Bielewicz. - Z kolei, jeżeli spojrzymy na poezję Anny Świrszczyńskiej, często są to kilkuwersowe, bardzo krótkie wiersze, które zawierają w sobie takie duże natężenie emocji i obrazów. I to był jej sposób na poradzenie sobie z tym tematem. Tak więc mamy w spektaklu bardzo różne drogi przepracowywania tej traumy – dodała twórczyni przedstawienia.

- Będzie to na pewno spektakl o wspomnieniach ludzi, którzy brali udział w Powstaniu Warszawskim. Przedstawienie, w którym szukamy także nadziei, czułości i rozmaitych sposobów na radzenie sobie z tym tematem. Bo każdy może radzić sobie z tym na swój sposób – powiedziała. – Każdy ma wybiórczą pamięć, subiektywną. Każdy to inaczej zapamiętał – dodała.

Aleksandra Bielewicz przyznała, że realizatorzy spektaklu przede wszystkim chcieli skupić się na emocjach. – Na pewno nie na tu romantyzowaniu wojny. Bardziej niż na opowiadaniu jednej linearnej historii, zależało nam na ukazaniu emocji, które tym ludziom wtedy towarzyszyły – wyjaśniła.

Realizatorom zależało na tym, żeby ten spektakl mógł trafić także do młodych ludzi, do młodego pokolenia. Bo tak naprawdę to oni za chwilę będą musieli zacząć te historie opowiadać. Dlatego musimy zawsze szukać w spektaklu innowacyjnych form – mówiła. – Myślę, że w naszym przedstawieniu mamy tak dużo różnych środków wyrazu, że każdy powinien znaleźć dla siebie jakiś obraz, muzykę, jakieś wspomnienie – oceniła.

Twórcy spektaklu nawiązują również do programu Voyager i misji Artemis. W 1977 r. sondy NASA zostały wyposażone w pozłacane dyski zawierające obrazy i dźwięki dokumentujące życie na Ziemi. Były one przeznaczone dla przyszłych pokoleń lub pozaziemskich cywilizacji. Pytana o nawiązania w spektaklu do misji Artemis i sondy Voyager, Aleksandra Bielewicz powiedziała, że te skojarzenia pojawiły się podczas pisania scenariusza. – Dla mnie to był, przyznaję, trudny proces w związku z tym, że moja historia rodzinna jest związana z powstaniem. Po prostu, jak się człowiek w to wszystko zagłębia, a jeszcze mieliśmy próby w Muzeum Powstania Warszawskiego, które, jak wiadomo, ma specyficzną aurę, to momentami było to bardzo trudne doświadczenie – mówiła. – I tak się akurat złożyło, że podczas pisania scenariusza załoga Artemis II właśnie leciała nad ciemną stroną Księżyca. Ja po prostu godzinami słuchałam tej relacji i to mnie jakoś koiło, pomagało mi w ogóle zajmować się tematem powstania – wyjaśniła.

– Pomyślałam sobie, że właściwie ta nasza historia o Warszawie wymaga chyba całego kosmosu, żeby ją w ogóle dalej opowiadać. Wymaga też takiego spojrzenia na to może z dystansu – mówiła. – Jak razem z aktorami rozmawialiśmy o tym na próbach, to też mieliśmy taką refleksję, że ta historia nie dość, że powinna być cały czas opowiadana, by nie przepadła, to świetnie by było, gdyby nie docierała tylko do ludzi w Polsce, czy do ludzi na świecie, lecz by ona na zawsze została gdzieś zachowana w kosmosie. Tak jak właśnie ta złocona płyta, na której są zapisane obrazy z ziemi i dźwięki, a która została wysłana już wiele lat temu w kosmos w sondzie – tłumaczyła reżyserka.

– Po prostu pomyśleliśmy sobie, że historia Powstania Warszawskiego też mogłaby na takiej płytce się znaleźć i zostać umieszczona gdzieś na zawsze we wszechświecie – powiedziała twórczyni przedstawienia.

Scenariusz i reżyseria – Aleksandra Bielewicz. Scenografię zaprojektował Łukasz Misztal, a kostiumy – Kamil Wesołowski. Muzykę skomponował Szymon Sutor. Muzykę na żywo wykonują Szymon Sutor i trębacz. Choreografię opracowała Maria Bijak. Za reżyserię światła, wideo i montaż odpowiada Michał Modlinger.

Występują: Aleksandra Bożek, Grzegorz Artman, Maria Bijak, Michał Sławecki i Agnieszka Podsiadlik.

Premiera „Było niegorąco” – z 31 lipca na 1 sierpnia o północy w Sali pod Liberatorem w Muzeum Powstania Warszawskiego. Kolejne przedstawienia – 3–6 sierpnia.

Źródło:

PAP

Wątki tematyczne

Sprawdź także