W połowie lat sześćdziesiątych naszego stulecia, zdarzyła się taka oto, zabawna i pouczająca zarazem historyjka. Oto na pionierski, znakomity spektakl Danuty Michałowskiej pt. "Bramy raju" przyszedł sam Tadeusz Różewicz po to - jak powiedział - aby się przekonać, czy rzeczywiście można słuchać jednej aktorki przez przeszło dwie godziny, bowiem nie mógł sobie tego wyobrazić. Zaryzykował i nie żałował. Eksperyment zakończył się pomyślnie.
W połowie lat osiemdziesiątych, w czasach wszechwiedzy o szalenie popularnej formie wypowiedzi artystycznej, spróbowałem powtórzyć to doświadczenie. Wybrałem się więc na XIX Ogólnopolski Festiwal Teatrów Jednego Aktora do Torunia, mając pełną świadomość, że czeka mnie obejrzenie siedemnastu spektakli (!) w ciągu czterech dni (!), z czego trzy spektakle traktować będą o wariatach (!). Eksperyment zakończył się pomyślnie. Ryzyko było opłacalne. W dniach od 15 do 18 marca 1985 roku uczestniczyłem w prawdziwej artystycznej uczcie, imprezie jakich długo się nie zapomina. Niestety nieporozumieniem okazał się spektakl Ryszarda Farona "Noc wigilijna" wg Michała Markowskiego. Jak można było dopuścić do poważnej imprezy tak grafomański tekst. Dariuszowi Odiji powiodło się o tyle lepiej, że występował ostatniego dnia i na dyskusje nie było już czasu. Ale ja widzę oczami wyobraźni tę publiczną rozprawę na temat jego "Samotności długodystansow