Logo
Recenzje

Un-packing: akt oskarżenia bez rozprawy

8.12.2025, 10:26 Wersja do druku

„Un-Packing" Mikity Iłinczyka w reż. Katarzyny Kalwat, koprodukcja Wrocławskiego Teatru Współczesnego i warszawskiego Teatru Dramatycznego. Pisze Piotr Zaremba w „Sieciach".

fot. Filip Wierzbicki/ mat. teatru

Sztuka Białorusina Mikity Iłinczyka „Un-packing" została słabo zauważona, choć jest koprodukcją dwóch teatrów: warszawskiego Dramatycznego i wrocławskiego Współczesnego. Dotyka wspólnej polsko-białoruskiej historii i współczesnego problemu migrantów. Jest dziwna, a chwilami drażniąco stronnicza. Autor, przedstawiany jako uchodźca polityczny, doczekał się już w Polsce innej premiery. „2049: Witaj, Abdo", sztuka wystawiona w Teatrze Studio, jest wizją przyszłości. W Europie zwyciężył islam i wystawia rachunki jej dawnym gospodarzom. Polsce zarzuca masowe mordy na migrantach przekraczających polsko-białoruską granicę. Nie widziałem, nie podejmuję się recenzji. Prawica protestuje, że w publicznym teatrze upowszechnia się niedowiedzione oszczerstwa pod adresem Polski. Inny paradoks to zaangażowanie przeciwnika reżimu Łukaszenki w upowszechnianie propagandy tego reżimu.

„Un-Packing" nie jest tak drastyczne, ale trudno się oprzeć wrażeniu, że pisarz zawitał do Polski, żeby psuć samopoczucie Polakom. Wyreżyserowała to młoda artystka Katarzyna Kalwat. Rzecz także dzieje się w przyszłości, choć nie tak odległej (2029 r.). W tekście spleciono dwa wątki: prowadzonej przed kamerami dyskusji o dylematach związanych z migrantami i zaszłości w relacjach Polaków z Białorusinami zaraz po wojnie.

Wszystko dzieje się w zagraconej tekturowymi pudłami przestrzeni schroniska dla białoruskich uchodźców. Opiekuje się nimi polska posłanka o radykalnie lewicowym programie migracyjnym. Ogłasza ona zastąpienie narodowych tożsamości uznaniem wszystkich Europejczyków za „uchodźców". Jej przemowy brzmią jak autoparodia i nie wiem, jaki jest stosunek autora do nich. Zwłaszcza że Marta Ojrzyńska, grająca tę postać, nie szczędzi jej rysów satyrycznych. To urodzona manipulatorka. Jest jednak skazana na klęskę, bo Polska właśnie znajduje się niemal za drzwiami Unii.

Nie wiadomo zresztą, czy złośliwy portret posłanki nie wynika z innej okoliczności. Jest ona rodzinnie związana z Podlasiem. Jej wuj (jeszcze bardziej satyryczny Mariusz Drężek) to rekon-struktor, wierny pamięci żołnierzy wyklętych, a ona nie umie się odciąć od rodziny. Tymczasem pisarz, grany przez Białorusina Kiryla Mashekę, oskarża antykomunistycznych partyzantów z Podlasia, że w 1945 r. napadli jego rodzinę, omal jej nie zabili, zmusili do ucieczki na teren ZSRS. Sztuka toczy się wartko, jest dobrze zagrana. Spór o stosunek do napływu obcych jest tu cokolwiek zamazany, za to rozliczenie ze „zbrodniami polskiego podziemia" - jednoznaczne. Iłinczyk bazował na książce Białorusinki Anety Prymaki--Oniszk. To jednak zaledwie akt oskarżenia. Gdzie rozprawa? Wuj obwinia Białorusinów o współpracę z sowiecką partyzantką. Ta wersja jest jednak z góry wykpiona. Mamy więc kolejny rutynowy obrachunek, który raczej zostawia nas z pytaniami, niż przybliża do prawdy.

Tytuł oryginalny

brak

Źródło:

„Sieci” nr 50

Autor:

Piotr Zaremba

Data publikacji oryginału:

08.12.2025

Sprawdź także