22.10.2020, 09:19 Wersja do druku

Trzy wysokie kobiety

"Trzy wysokie kobiety" Edwarda Albeego w reż. Maksymiliana Rogackiego w Teatrze Polskim w Warszawie. Pisze Rafał Turowski na stronie rafalturow.ski.

fot. Marta Ankiersztejn

Polska prapremiera tego spektaklu miała miejsce ćwierć wieku temu w Teatrze Wybrzeże, później ten Albee pojawił się na scenach jeszcze kilkukrotnie, ostatni raz – jak czytam w Encyklopedii Teatru – w 1999 roku. I od tamtej pory nic, ciekawe – dlaczego? Ano pewnie dlatego, że tekst – choć nagrodzony Pulitzerem – jest jednak i dość trudny i dość niewdzięczny. Nie da się go zrozumieć bez poznania choć z grubsza historii Albeego, który był dzieckiem adoptowanym przez ludzi, którzy nigdy nie powinni mieć żadnych dzieci, wychowywał się bowiem w domu zupełnie pozbawionym miłości. Jego matka była – no właśnie - wysoką kobietą, która bez żalu wysłała dorosłego już, bo przecież osiemnastoletniego chłopaka, w świat, nie spełnił bowiem jej oczekiwań, wyrósł bowiem na homoseksualistę.

Albee twierdził, że ten dramat NIE jest zemstą na pozbawionej uczuć matce, jednak właśnie ta nieznośna myśl bzyczy w głowie od podniesienia kurtyny aż po oklaski. Z drugiej jednak strony - Grażyna Barszczewska w znakomitej roli Kobiety A - zrobiła wiele, żebyśmy i jej nie oceniali zbyt surowo, bo – mówiąc w pewnym uproszczeniu - „oprogramowanie” jakie jej wgrano w dzieciństwie, również nie było pozbawione błędów, także tych krytycznych.

Tytuł oryginalny

Trzy wysokie kobiety

Źródło:

www.rafalturow.ski
Link do źródła

Autor:

Rafał Turowski