EN
23.01.2023, 15:26 Wersja do druku

To o mnie i o niej

„Kobieta i życie" Maliny Prześlugi w  reż. Gosi Dębskiej - koprodukcja Teatru Śląskiego im. Stanisława Wyspiańskiego w Katowicach i Teatru im. Juliusza Słowackiego w Krakowie. Pisze Magdalena Rewerenda, członkini Komisji Artystycznej 29. Ogólnopolskiego Konkursu na Wystawienie Polskiej Sztuki Współczesnej.

fot. Przemysław Jendroska/mat. teatru

Spektakl koprodukcji Teatru Śląskiego im. Wyspiańskiego w Katowicach i Teatru im. Słowackiego w Krakowie to trzecia sceniczna realizacja dramatu Maliny Prześlugi Kobieta i życie. Po przedstawieniach Piotra Łukaszczyka (Wrocławski Teatr Współczesny, premiera 20 listopada 2021) i Jerzego Jana Połońskiego (Teatr WARSawy, premiera 18 grudnia 2021) pierwszy raz inscenizacji feministycznego manifestu Prześlugi dokonała reżyserka. Gosia Dębska ze swadą prowadzi swój spektakl, z sukcesem adaptując tekst w taki sposób, który nie powiela jego niedociągnięć i uproszczeń.

Jak czytamy w didaskaliach dramatu, „Spektakl grany jest przez dowolną ilość Kobiet i Mężczyzn w dowolnym wieku, którzy grają jedną, tę samą Postać-Wykonawcę”. Dająca się – zgodnie ze wskazówką autorki – swobodnie zwielokrotniać główna bohaterka wygłasza swój manifest, zrodzony z uwspólnionego doświadczenia bycia kobietą i związanych z nim trudności: dojrzewania, społecznej presji do zakładania rodziny przy jednoczesnym braku systemowego wsparcia, patriarchalnej przemocy zarówno w sensie jawnej dyskryminacji, jak i miękkiego przekraczania osobistych stref komfortu. Tytułem nawiązując do popularnego pisma dla kobiet, dramat poprzez serię pieśni opowiada o „współczesnej kobiecie, która próbuje zrozumieć swoje miejsce w społeczeństwie”. Wyraźnym kontekstem sztuki są trwające w czasie pisania tekstu wydarzenia związane z zaostrzeniem ustawy antyaborcyjnej, czarnymi protestami i Strajkiem Kobiet w roku 2020 – dlatego w Kobiecie i życiu słychać zarówno łagodny głos siostrzanego wsparcia, jak i wciąż dobrze pamiętany gniewny krzyk rozpaczy i determinacji.

Gosia Dębska nie rezygnuje z żadnego z podjętych w dramacie tematów ukazujących złożoność problemu, jakim jest opresyjność polskiej rzeczywistości wobec kobiet, a jednocześnie proponuje własny język mówienia o nich, łagodząc mankamenty tekstu – tyle ujawniającego schematy, ile nieco schematycznego samego w sobie. Zamiast rozdarcia między językiem czułego siostrzeństwa a eksplozją gniewu reżyserka wybiera trzecią drogę – chłodnego, nieco abstrakcyjnego, ale niepozbawionego humoru dystansu. Strategia okazuje się zaskakująco skuteczna: pozwala wybrzmieć napisanemu przez Prześlugę manifestowi, obnażając sztuczność jednych konstruktów społecznych i absurdalność innych, uświadamiając, że one dawno zostały znaturalizowane i zinternalizowane także przez same kobiety. Dominująca w spektaklu zdystansowana gra aktorska Aliny Chechelskiej, Antoniego Milanceja, Anny Lemieszek i Agnieszki Przepiórskiej oraz wypowiadanie przez nich tekstu „na biało”, bez przesadnej interpretacji, skutecznie podkreślają dynamikę spektaklu opartą na balansowaniu między utożsamieniem z przedstawianą postacią a oddaleniem od niej.

fot. Przemysław Jendroska/mat. teatru

Powtarzane przez wszystkich wykonawców mechanicznie, niemal od niechcenia słowa „To nie ja, nie moja historia, to nie o mnie, to o niej, o tamtej” sugerują, że sceniczna opowieść nie jest niczym nowym: gdzieś tam, jakiejś „jej” przytrafia się ona nieustannie. Paradoksalnie ta pozbawiona zbędnego patosu, pozorna obojętność pozwala odczuć niebezpieczeństwo tego przyzwyczajenia i znormalizowania opresyjnych sytuacji, które dotyczą przecież i „jej”, i „tamtej”, i „mnie”. Konwencja dystansu działa znacznie lepiej niż nieliczne momenty, w których aktorki silą się na przesadną psychologizację i nadmiernie wchodzą w rolę. Interesująca jest natomiast obecność na scenie aktora, Antoniego Milanceja. Jako że przyjęta już na poziomie tekstu konwencja niezakładająca istnienia konkretnych postaci pozwala na swobodne przepływanie kwestii od jednej osoby występującej do drugiej, to na pierwszy rzut oka płeć mówiącego nie jest istotna. A jednak gdy aktor wypowiada słowa „to nie moja historia”, z jednej strony brzmią one jak deklaracja sojuszu, ale z drugiej – dzięki niepretensjonalnej i zdystansowanej grze – wypowiedź nie zawłaszcza kobiecego doświadczenia. Dodatkowo to właśnie reżyseria gry aktora pozwala Dębskiej zniuansować rysowane przez Prześlugę grubą kreską męskie portrety. Nie tracąc z pola widzenia ważnych systemowych i społecznych uwikłań, które je uwarunkowały, reżyserka nie demonizuje mężczyzn. Dystansując się nieco od ich obrazu zawartego w dramacie, wyraźnie potępia nie mężczyzn, a patriarchat i nadużycia przez niego legitymizowane.

Siła katowicko-krakowskiego spektaklu polega właśnie na zachowaniu równowagi między uniwersalnością opowieści i jej aktualnym kontekstem, między zaangażowaniem a dystansem, między nazywaniem problemu a piętnowaniem winnych. Reżyserce udaje się także uniknąć prostego publicystycznego tonu, o który nie byłoby trudno przy tak bolesnym, a jednocześnie politycznie rozgrywanym temacie. Wyraźne aluzje i solidne umocowanie spektaklu w społeczno-politycznym kontekście, sugerowanym przez cytaty z autentycznych i rozpoznawalnych wypowiedzi prawicowych polityków i funkcjonariuszy kościoła katolickiego na temat feminizmu i roli kobiety czy krótkie nagrania okrzyków z protestów, nie odbierają przedstawieniu wielowymiarowej poetyckości. Dużą rolę w jej budowaniu odgrywa warstwa wizualna spektaklu. Widać w niej wyraźnie lalkowe korzenie reżyserki, gdy przedstawia Janusza Korwin-Mikkego jako kukłę, a płód jako migoczące w ciemności światło latarki. Motywem przewodnim jest jednak nić: to z niej utkana jest przypominająca pajęczą sieć scenografia wykonana przez Anitę Piotrowską, kostiumy części aktorek czy kanapa, na której siedzą.

Włóczka nawiązuje do twórczości śląskiej osoby artystycznej o pseudonimie Olek, słynącej z zaangażowania w walkę o prawa kobiet i dekorowania przestrzeni publicznych szydełkowanymi tkaninami. Wszechobecne na scenie nici, koce i poduszki budują napięcie pomiędzy utożsamianym ze stereotypową rolą kobiet ciepłem i przytulnością domowego ogniska a domem jako piekielną i duszną przestrzenią doświadczanej przemocy, także tej miękkiej, gdy wujek pozwala sobie na niedwuznaczne żarty podczas rodzinnej imprezy. Rozciągnięte i zwisające nitki chwilami przypominają porwane tkanki umęczonego ciągłym dyscyplinowaniem kobiecego ciała, które jest de facto głównym bohaterem i tematem spektaklu. To właśnie nici czynią z bohaterek przedstawienia przewrotne mojry, boginie losu, pozbawione władzy i kontroli nad własnym przeznaczeniem: dając życie, tkają los, ale nie swój – ten jest systemowo zaprogramowany, a one są w stanie go jedynie, nomen omen, reprodukować. Jednak nici mogą być także afirmatywną metaforą pokoleniowej zmiany i nowego feminizmu opartego na sieci kobiecej solidarności – budowanej na wspólnocie doświadczenia, mającego moc przezwyciężenia skrupulatnie wyszywanego przez lata opresyjnego systemu: prującego się od jednej zaciągniętej nitki, powoli, ale nieuchronnie.

Za pomocą prostych, a zarazem efektownych zabiegów najnowsza premiera Kobiety i życia pokazuje skomplikowanie i wielowarstwowość poruszonej w tekście Maliny Prześlugi kwestii kobiecego doświadczenia. W spektaklu zarazem silnie sformalizowanym i lirycznym przedstawiona zostaje historia trochę śmieszna, trochę straszna – i o niej, i o mnie.

---

Malina Prześluga KOBIETA I ŻYCIE. Reżyseria: Gosia Dębska, scenografia: Anita Piotrowska, choreografia: Tomasz Graczyk, muzyka: Ignacy Zalewski, reżyseria świateł: Emil Lipski. Prapremiera koprodukcji Teatru Śląskiego im. Wyspiańskiego w Katowicach i Teatru im. Słowackiego w Krakowie 14 stycznia 2023.

Źródło:

Materiał własny

Wątki tematyczne