26.06.2019 Wersja do druku

Teatr w Opolu: wiele hałasu o nic?

Sytuacja niezbyt znanego teatru nikogo nie interesuje. Ale pokazuje, że najważniejsze są liczby i spokój urzędników. Do Opola przyjeżdża się na kiepski festiwal piosenki polskiej, do Teatru Lalki i Aktora, czasem na Opolskie Konfrontacje Teatralne. Opole nie leży na szlaku kulturalnych podróży, zaglądają tu raczej sentymentalne niemieckie wycieczki - pisze Beata Dżon-Ozimek w Przeglądzie.

Pracownicy jedynego w regionie teatru, im. Jana Kochanowskiego, do 2015 r. mają poczucie, że są jednym z lepszych zespołów w Polsce - pracowali z nimi Maja Kleczewska, Paweł Passini, Krzysztof Garbaczewski, Agnieszka Holland i Jacek Poniedziałek. Wtedy dyrektorem zostaje Norbert Rakowski, reżyser i aktor. I zespół słyszy, że tu nie ma zespołu. Aktorzy zbyt prowincjonalni? Rakowski taką funkcję pełni po raz pierwszy, ma niełatwe zadanie oddłużenia i zrestrukturyzowania teatru. Jego działania są początkiem konfliktu z częścią zespołu. Po czterech latach tej dyrektury część zespołu (i związków) chce nowego konkursu na dyrektora teatru, mówią: sprawdzam! Jeśli komisja uzna pracę Rakowskiego za dobrą, uszanują werdykt. Bo powinny się liczyć nie tylko wyniki ilościowe i spokój urzędników, ale też atmosfera w instytucji, zaufanie i szacunek. Nie wsłuchano się w różne głosy przy wprowadzaniu drakońskich zmian. Po czterech latach mają śmia

Zaloguj się i czytaj dalej za darmo

Zalogowani użytkownicy mają nieograniczony dostęp do wszystkich artykułów na e-teatrze.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się.

Tytuł oryginalny

Teatr w Opolu: wiele hałasu o nic?

Źródło:

Materiał nadesłany

Przegląd nr 26/24/30-06-19

Autor:

Beata Dżon-Ozimek

Data:

26.06.2019