07.12.2020, 15:37 Wersja do druku

Teatr lektur szkolnych?

"Iwona, księżniczka Burgunda" Witolda Gombrowicza w reż. Waldemara Śmigasiewicza  w Teatrze im. Wandy Siemaszkowej w Rzeszowie. Pisze Agnieszka Wójtowicz, członkini Komisji Artystycznej VI Konkursu na Inscenizację Dawnych Dzieł Literatury Polskiej „Klasyka Żywa”.
 

fot. Maciej Rałowski

Iwona, księżniczka Burgunda z rzeszowskiego Teatru im. Wandy Siemaszkowej to niewątpliwie wierna adaptacja dramatu Witolda Gombrowicza. Sposób, w jaki Iwona (Justyna Król) istnieje w spektaklu Waldemara Śmigasiewicza, okazuje się kluczem do interpretacji całej inscenizacji. To nie „żywa ludzka nagość”, „esencja” w świecie min i gestów. Trudno zdefiniować status tej postaci. Iwona Justyny Król jest obecna na scenie, lecz właściwie – to paradoks – w tym przedstawieniu nie istnieje. Interpretacja tej postaci jest kluczowa dla interpretacji dramatu Gombrowicza, co udowodnił w niezapomnianej inscenizacji Grzegorz Jarzyna. U Śmigasiewicza Iwona jest lustrem, w którym przeglądają się pozostałe postaci dramatu.

W świecie wykreowanym przez reżysera  i scenografa (Maciej Preyer) „jest tylko gra, gra luster i gra masek, wielkie więzienie Formy, z którego rozpaczliwie chcemy się wyrwać – bezskutecznie” (Konstanty Puzyna, Pestka [w:] Gombrowicz i krytycy, Wrocław 1984). Taką interpretację wzmacnia aranżacja przestrzeni – po obu stronach sceny ustawiono plansze – ekrany, na których wyświetlane są zdjęcia pożaru, pożogi. Na proscenium stoi uschnięte drzewo. Ta minimalistyczna przestrzeń jednoznacznie sugeruje nadciągającą katastrofę. W tej scenerii nie ma miejsca na intymność. Wszyscy wzajemnie patrzą na siebie, od spojrzeń nie ma ucieczki. Zamknięcie postaci w ograniczonej ekranami klatce sceny determinuje ich zachowania, a równocześnie staje się ironicznym komentarzem, wyostrzając problem cielesności. Ich gwałtowna aktywność wzrasta z pojawieniem się Iwony, w której jak w lustrze odbijają się ich skrywane grzechy i grzeszki – zwłaszcza w scenach z Małgorzatą (dobra rola Marioli Łabno-Flaumenhaft).

Kłopot z przedstawieniem polega na tym, że niby wszystko tu po bożemu, zgodnie z tekstem, lecz nie mam pojęcia, o czym jest ta „Iwona”. Dlaczego reżyser sięgnął po dramat Gombrowicza? Widziałam wiele „Iwon” – dobrych i złych, lecz tak nijakiej, ale poprawnie zagranej jeszcze nigdy. A nie posądzam Waldemara Śmigasiewicza, by interesowało go robienie tak zwanego „teatru lektur szkolnych”.
---
Iwona, księżniczka Burgunda, Witold Gombrowicz, reż. Waldemar Śmigasiewicz, Teatr im. Wandy Siemaszkowej w Rzeszowie, prem. 11 lipca 2020.

Źródło:

Materiał własny

Wątki tematyczne