Logo
Recenzje

Takie sobie, ale

22.06.2026, 12:00 Wersja do druku

„Depresja komika” Michała Walczaka w reż. autora z Teatru Polonia w Warszawie w Centrum Kongresowym ICE w Krakowie. Pisze Maciej Stroiński. 

fot. Kasia Chmura

„Nietrudno rozpoznać dobrego artystę sceny. Przebieg może być do dupy, cały pomysł poroniony, lecz chodzi o co innego: o żywą obecność, o fizyczne przebywanie w takim, a nie innym miejscu. Chodzi o energię, o siłę życiową. Widownia to czuje, tego nie oszukasz. Albo masz to, albo nie. Ćwiczyć można warsztat, ale nie charyzmę. Z tym się człowiek rodzi” (Marina Abramović).

Tak właśnie było na Deprze chomika. Spektakl bardzo średni, ale czuć charyzmę.

Adam Woronowicz – on się z tym urodził. Depresja komika jest to typowa chałtura, kabarecik Kici Koci, lecz prawdziwego aktora poznaje się w biedzie. Był niesamowity. JAK ZWYKLE niesamowity. Dania i ludzie zwykli się przejadać, bo zawsze przychodzi moment, gdy już nic cię nie zaskoczy. Tymczasem Woronowicz znowu wgniótł mnie w fotel. Gdy na niego patrzę, czuję, że obcuję ze szczerą i wielką sztuką. „Gwiazdą się rodzi. Gwiazda to charakter” (Michał Witkowski, Wymazane). To właśnie dostrzegła Anna Karasińska, gdy go obsadzała w Ewelina płacze, gdzie zagrał osobę grającą Woronowicza.

Depresja komika zawiązuje akcję tam, gdzie Rodzina Soprano. Ktoś, kto z założenia nie może mieć depry, ma ją i ją leczy. Przychodzi do terapeuty. Start jak w żarcie, więc żartują. Mnie, co prawda, nie śmieszyło, ale to tylko dlatego, że średnio biorą mnie jajca, które pragną nas ubawić, nawet jeżeli nie mamy poczucia humoru.

Podszedłem do przedstawienia jak reszta widowni: przyszedłem na ryjca. Siostra dała bilet, wziąłem przyjaciela z okazji jego urodzin. Pięć na dziesięć, ujdzie.

Źródło:

Materiał nadesłany

Sprawdź także