EN
26.01.2022, 11:23 Wersja do druku

Szumy, zlepy, ciągi

„RZYWOT część pierwsza: rozpadająca się biografia” w  reż. Seba Majewskiego oraz "Ancora tu" w   reż. Macieja Podstawnego w  Teatrze im. Szaniawskiego w Wałbrzychu. Pisze Agnieszka Wójtowicz, członkini Komisji Artystycznej 28. Ogólnopolskiego Konkursu na Wystawienie Polskiej Sztuki Współczesnej.

fot. Tobiasz Papuczys / mat. teatru

Cenię Sebastiana Majewskiego za konsekwencję z jaką wystawia w Wałbrzychu teksty współczesne. Nie zawsze zgadzam się z jego wyborami, lecz bez wątpienia „Szaniawski”jest jednym z nielicznych w naszym kraju teatrów o tak czytelnym, wyrazistym profilu repertuarowym i rozpoznawalnej stylistyce. Teatralny program Majewskiego już – podejrzewam – nie szokuje, trudno jednak zaprzeczyć, że jest on (udaną) próbą stworzenia w naszej rozchwianej rzeczywistości teatralnej jakiegoś stałego punktu, pewnej hierarchii wartości, zgodnie z którą w teatrze najważniejsza jest publiczność, dla której się teatr tworzy. Majewski jest nie tylko reżyserem, autorem tekstów, lecz i inspiratorem. Podejrzewam, ze dla ludzi piszących dla tej sceny taka zachęta ze strony teatru musi być mobilizująca. Przykładem tych trzech ról Sebastiana Majewskiego są dwa przedstawienia, które ostatnio obejrzałam w Wałbrzychu.

Już tekst Rzywotu części pierwszej: rozpadającej się biografii zapowiadał dobry spektakl, lecz w teatrze ważny jest – wiadomo – reżyser i aktorzy, i od nich właśnie zależy, czy przedstawienie odda ducha utworu. W przypadku Rzywotu Majewski, który jest także autorem tekstu, tematem uczynił najważniejszy problem historii teatru: co zostaje po przedstawieniu, co zostaje po roli, czym jest tak naprawdę teatr – sztuka właściwie jednorazowa. Majewski próbuje odtworzyć, scalić sceniczną biografię wybitnej polskiej aktorki, związanej przede wszystkim z Wrocławiem – Igi Mayr-Karczewskiej: „chcemy Igę Mayr przypomnieć, przedstawić i zrozumieć. Opowiedzieć historię kobiety i aktorki. […]. Obiecujemy, ze nie będziemy uprawiać autotematycznego onanizmu. […]. Marzymy o wspólnym doświadczeniu siebie, własnego życia, pamięci, dat, miejsc, ludzi.” Tyle z programowego manifestu. Rzywot jest teatralną biografią, reminiscencją z życia Igi Mayr, Zawiera wiele z pozoru absurdalnych skojarzeń – fragmentów ról, faktów z życia aktorki, cytatów z gazet. Takie rozbicie tekstu wprowadza dystans, ironię, humor i… czułość. Niedookreśloność miejsca sprawia, że skupiamy się na przestrzeni wewnętrznej bohaterów – na próbie scalenia biografii rozsypanej, odtwarzanej przez jej sceniczne Córki, czyli role, które aktorka kiedyś zagrała. Opowiadają one, odtwarzają i próbują wyjaśnić wątki biografii matki, przejść kolejne etapy jej życia: Tonia Iwanichina (Dorota Furmaniuk), bohaterka Młodej Gwardii Fadiejewa z Teatru Wybrzeże z 1949 roku, Pani Warren (Janka Woźnicka) z dramatu Shawa (Teatr Polski we Wrocławiu, 1971) oraz legendarna Stara (Agnieszka Kwietniewska) z Krzeseł Ionesco z roku 1994, w którym to przedstawieniu Mayr stworzyła przejmujący duet z Igorem Przegrodzkim. Igor (Wojciech Świeściak) jest w przedstawieniu Majewskiego, przewodnikiem Córek po biografii ich matki.

Scena jest rozświetlona, przestrzeń (Jakub Fidler) ascetyczna – właściwie tworzy się ona na oczach widzów. Podłoga jest pokryta deseczkami, które przypominają rozsypane puzzle do ułożenia. Ładna, prosta w przekazie metafora – te rozpadające się, połamane fragmenty drewnianej posadzki symbolizują sceny, na których Mayr występowała. To, co widzimy jest modelem sceny, przestrzenią do odegrania i odtworzenia „biografii rozsypanej” Igi Mayr. Zdolnym pomieścić każdą rolę, każdy zapomniany sens, ale też z racji modelowej natury – wyjmującym tę biografię z potoczności, z codzienności. Przestrzeń sceniczną ogranicza ściana, naprzeciw widowni, na której Igor będzie rozklejał pozbawione treści, puste już afisze.

Na papierze można snuć różne hipotezy, odtwarzać nieznane biografom fakty, w teatrze trzeba abstrakcyjną postać wbić w ciało konkretnego aktora, ucieleśnić to, co subtelne i niedookreślone. Przewrotność tekstu i inscenizacji Majewskiego tkwi w tym, że fundamentalną niemożność dotarcia do prawdy(?) o aktorce i kobiecie, reżyser wyraża za pomocą logicznej, zamkniętej (wbrew tytułowi) formy.

Spektakl oddaje też niezwykłe poczucie humoru kreatora. Sytuacje, dialogi jak i poszczególne sceny są ekwiwalentem specyficznego – w niektórych scenach zrozumiałego tylko dla wtajemniczonych – komizmu. Majewski pokazuje, co zostaje po przedstawieniu, po roli, lecz teatr jest tu też piękną metaforą przemijania w ogóle. Aktorzy grają bardzo czysto, bez szarżowania, zrozumiale: chwilami, jak podczas monologu Starej (Agnieszka Kwietniewska) niezwykle przejmująco – aktorka nadaje tej postaci, dojrzewającej do własnej śmierci wyraz głęboko tragiczny – a czasami bardzo zabawnie. Wzrusza mnie w tym przedstawieniu prostota i piękno w budowaniu sytuacji. By polecieć do Wilna, czy Lwowa wystarczy szeroko rozłożyć ramiona i poddać się muzyce. Rozwiązanie ostatniej sceny zmienia zasadniczo wymowę spektaklu w stosunku do tekstu. Majewski rezygnuje z wariantu ironicznego – próby odsłonięcia kamiennej tablicy (z napisem „Taki rzywot zdarza się raz na miliard lat”) ku czci Igi Mayr na jednej z lwowskich kamienic. Spektakl kończy przejmująca litania – aktorzy odczytują sto jeden nazwisk wrocławian, ludzi teatru, którzy bezpowrotnie odeszli.

Przypomnienie Igi Mayr z jej wielkimi rolami jest bezcenne, lecz wartość i siła przedstawienia tkwi w czymś jeszcze. Rzywot można rozumieć jako próbę poszukiwania sensu w warunkach niemożliwych, i nawet bez wiary, że to osiągalne, w świecie, w którym natłok elementów, nie składa się w spójny obraz. Majewski tworzy teatr niełatwy, ale dający dużo satysfakcji w prowokowanych próbach odnajdywania teatralnych tropów. To tekst i spektakl, który zaskakuje ilością śladów, rozwiązań, fascynuje, ma swoje zagadki i tajemnice. Może to dalekie skojarzenie, lecz, oglądając Rzywot, przypomniał mi się fragment z Białoszewskiego:

„Życie

Słowa odfrunęły, przefrunęły. Daleko. Oj, moje gołąbki. Grzeszne, pocieszne, plujcie na siebie, prychajcie, ale się wąchajcie z życiem, faktami. Przefruwajcie przez siebie. Bawcie się, bawcie. Bo co tu innego?”

Bawcie się, bawcie

fot. Tobiasz Papuczys / mat. teatru

„Teraz ty, teraz my. W 2026 roku Polska wreszcie doczekała się organizacji Koncertu Piosenki Eurowizji.” W Wałbrzychu, na dachu hotelu Sudety, specjalnie odnowionego na tę okazję. W Ancora Tu Tomasza Jękota i Macieja Podstawnego nieskomplikowana fabuła jest nie tylko pretekstem do dobrej zabawy. Tekst jest tak napisany, żeby przede wszystkim bawił, lecz by i komunikat był jak najbardziej czytelny: najważniejsza jest dobrze ułożona playlista, a muzyki nie wolno powierzać byle komu. Wystawiając Ancora Tu – wałbrzyską „śpiewogrę” – Podstawny i Jękot osiągnęli bez wątpienia powodzenie. Bardzo mi się podobali aktorzy, w zasadzie wszyscy. Wysoko też oceniam wykonanie piosenek: Joanna Łaganowska jako Edyta Górniak To nie ja byłam Ewą wykonuje czysto i dynamicznie, świetni są Rafał Kosowski (Domenico Modugno), Irena Sierakowska (Roisin Murphy), Piotr Mokrzycki (Muniek Staszczyk) oraz Mikołaj Krzeszowiec (Kazik) i Mateusz Flis (Krzysztof Krawczyk). „Szaniawski” ma bardzo dobry Zespół i wiadomo o tym od lat. Aktorzy pokazują swoje umiejętności wokalne i nie jest to tylko zabawa dla zabawy, lecz spełnienie się w zawodowej wirtuozerii. Świadomie stosują środki w stylizacji i są w tym sprawni, zabawni, a czasami przejmujący, z interpretacją przebojów Eurowizji, radzą sobie lepiej, niż ich rzeczywiści wykonawcy.

Dekoracje pomysłowe (Mirek Kaczmarek, Marta Śniosek-Masacz): meble pamiętające świetność hotelu Sudety, anteny satelitarne, czyli połączenie pseudo glamouru Eurowizji z polską siermiężnością. Teatralnie spektakl się broni, jest sprawnie wyreżyserowany, zabawny i bardzo dobrze zagrany. Reżyserskie pomysły gonią jeden za drugim, ale nie ma się uczucia nadmiaru, przesytu, wszystko służy precyzyjnemu opisowi świata przedstawionego – prosta scenografia, przedstawiająca siermiężne wnętrze, telewizyjnego studia w odnowionym hotelu Sudety, jest bardzo funkcjonalna. Teatralność spektaklu podkreślana jest właściwie w każdej scenie. Jednak najważniejsza jest muzyka, wykonywana na żywo przez POLPO MOTEL, czyli Olgę Mysłowską i Daniela Pigońskiego.

Najmocniejszym punktem spektaklu są ansamble. Tutaj Podstawny dopracował się rozwiązań wartościowych. Wspólne rytmy grup (np. ABBY), dyskretne sformalizowanie układów nagle zakłócające tok piosenek, sprawiają, że spektakl świetnie się ogląda. Nie zawodzi i to, co jest między piosenkami, czyli tekst Jękota i Podstawnego. Jednak poza zabawą, autorom chodzi o coś ważnego – o tolerancję. Tak poprowadzona jest rola Wojciecha Marka Kozaka jako Conchity Wurst. Znaczy, jak mawiał pewien zapomniany kapitan, można zrobić przedstawienie lekkie, zabawne, dobrze zagrane, przemycając istotną pointę, bez katowania widzów poprawnymi politycznie kliszami.

piligrim/majewski RZYWOT, CZĘŚĆ PIERWSZA: ROZPADAJĄCA SIĘ BIOGRAFIA. Reżyseria: Seb Majewski, przestrzeń i kostiumy: Jakub Fiedler, muzyka: Einsturzende Neubauten. Prapremiera w Teatrze Dramatycznym im. Szaniawskiego w Wałbrzychu 25 czerwca 2021.

Tomasz Jękot, Maciej Podstawny ANCORA TU. Reżyseria: Maciej Podstawny, scenografia: Mirek Kaczmarek, Marta Śniosek-Masacz, muzyka: POLPO MOTEL Olga Myslowska, Daniel Pigoński, choreografia: Dorota Furmaniuk. Prapremiera w Teatrze Dramatycznym im. Szaniawskiego w Wałbrzychu 29 maja 2021.

Źródło:

Materiał własny

Wątki tematyczne