30.11.2020, 14:37 Wersja do druku

SZKODA ZACHODU

Kanwą niniejszego wystąpienia jest moja książka, Szkoda Zachodu. Witkacy – Mrożek – Levin, która, tuszę, zostanie niebawem wydana. Twórczość wymienionych w podtytule pisarzy rozpatruję w niej w kontekście kondycji kultury zachodniej w dobie nowoczesności. W tym miejscu przedstawię jeden z jej aspektów – anihilację tragiczności jako pewnej postawy egzystencjalnej oznaczającej określony sposób myślenia o losie człowieka. Sądzę, że dramaty Stanisława Ignacego Witkiewicza, Sławomira Mrożka i Hanocha Levina, czytane ze sobą, przez i wobec siebie, rzucają na tę sprawę ciekawe, acz mroczne, światło - pisze Antoni Winch w portalu Teatrologia.info.

Leo Strauss uważał, iż naszą kulturę ukształtował dorobek Jerozolimy (biblijnej wiary) i Aten (myśli greckiej)[1]. Ja dodałbym do tego jeszcze Rzym jako symbol filozofii chrześcijańskiej, czerpiącej przecież natchnienie tak z Pisma Świętego, jak i dociekań greckich mędrców, a przy tym oryginalnej, posiadającej swój własny, osobny wkład w uformowanie nas i naszego świata. Niezależnie od tego, jak wyznaczać obszar, jaki swym zasięgiem objęła cywilizacja zachodnia, dziś, w epoce tak zwanej późnej nowoczesności, możemy obserwować jej duchowe wyjaławianie się. „Biała cywilizacja utknęła w połowie wysokości” – notował Mrożek w marcu 1977 roku w swoim Dzienniku – „wzniosła się ponad uczucie i biologię, ale nie wzniosła się aż do «świętości». Znalazła się jak ktoś, kto zaczął wyłazić, utknął, dalej leźć nie może, zleźć też nie, siedzi na gzymsie i się boi”[2].

Strach, jak wiadomo, nie jest najlepszym doradcą. Między innymi dlatego, że poza lękiem wobec swojego źródła, budzi również w stosunku do niego nienawiść. I nasza, uwięziona między „uczuciem i biologią” a „świętością” kultura, nienawidzi samej siebie za to, że utknęła na wskazanym przez Mrożka gzymsie. Brytyjski filozof, Roger Scruton, nazwał ten stan ojkofobią. Nie chodzi w nim o patologiczną, chorobliwą obawę przed domem, lecz o wyparcie się go[3]. Interesujące mnie tutaj sztuki – Nowe Wyzwolenie (1920) Witkacego, Ambasador (1982) Mrożka oraz Cesarz Gok (1997) Levina – zdają relację z postępu ojkofobicznej banalizacji tragedii, pogłębiającego się odcięcia umęczonej duszy dzisiejszego człowieka Zachodu od przynoszonego przez nią katharsis. Utwory te dają ponadto świadectwo narastającego kryzysu współczesnej zachodniej tożsamości.

Zakwestionowawszy prawdy, jakie ją ukształtowały, odrzuciwszy obowiązującą w niej dotąd aksjologię, wyśmiawszy swoją tradycję, zwątpiwszy w wyjątkowość, sens i wartość własnego istnienia, kultura naszego kręgu cywilizacyjnego puściła się w bezcelowy dryf po płynnej nowoczesności. Rozkoszując się przynoszonym przezeń bezwładem, uwalniającym ją od jakiejkolwiek odpowiedzialności, nawet, a może przede wszystkim, za siebie, widzi, że powoli opada na dno, ale się tym nie przejmuje. Zachodowi szkoda zachodu, by żyć.

W fabule Cesarza Goka Levina znajdziemy ślady skądinąd dość fundamentalnej dla naszej kultury historii. U izraelskiego pisarza mamy oto tajemnicze królobójstwo nadające bieg akcji sztuki[4], zbierające się przy granicach państwa wojska wrogiego Bronka, króla Franków, gotowe, niby armia niejakiego Fortynbrasa, w każdej chwili zaatakować[5], zagmatwane relacje matka (królowa)-syn (następca tronu). Ich kulminacją jest nieoczekiwane ogłoszenie przez Jazwę jej ślubu z Ratamusem, przyjęte przez Goka jako obraza pamięci jego ojca[6]. Całość, chociaż znacznie bardziej rozciągnięta w czasie (między opisanymi wyżej wydarzeniami upływa kilkanaście lat), skrojona jest z grubsza zgodnie ze sznytem znanym z Hamleta (1599-1602) Williama Shakespeare’a. No tak, wszystko elżbietańsko, tyle tylko, że Gok to nie Hamlet.

[…]

Zgokcznienie tragedii nie jest wynalazkiem izraelskiego pisarza. To owoc dłuższego procesu flaczenia zdolności metafizycznego odczuwania świata. Fabuła Nowego Wyzwolenia Witkacego toczy się w przestrzeni zaaranżowanej przez połączenie gotyckiej sali z mieszczańskim salonem[7]. Dziwność, jak dziwność, nie dziwi u Witkiewicza. Idąc tropem myśli Daniela Geroulda[8], zauważmy, iż artysta zastosował ją tu po to, aby w wytworzonej przez nią estetycznej pstrokaciźnie zrównać ze sobą dwa skrajnie różne systemy aksjologiczne. Ich reprezentantami są Ryszard III i Florestan Wężymord. Król to oczywiście gotycka sala, styk średniowiecza i renesansu, epoka rządów tytanów i absolutnej podległości mas, czyli, w witkiewiczowskiej historiozofii coś w rodzaju złotego wieku. Rodowód postaci uszlachetnia dodatkowo jej powinowactwo z tytułowym bohaterem Tragedii Ryszarda III (1592) Shakespeare’a (autora dla Witkacego niezwykle istotnego[9]). Wężymord to z kolei mieszczański salon, a więc zbubczała nowoczesność, czas dominacji duchowych wymoczków. Monarcha, w żyłach którego płynie szekspirowska krew, może u Witkacego tylko zwyzywać wypierdka mdłej demokracji początku dwudziestego wieku od „urwipołcia”, „zwyczajnej świni”, „pragmatysty”[10], a po rozluźniającym nieco atmosferę intermezzo na pogawędkę przy herbatce, od „ścierwa”, „bezdusznego automatu”, „jadowitej śliny wyplutej przez […] zgniłe społeczeństwo”[11]. Potem zaś opuszcza pozostałe dramatis personae, kiedy anonimowy przedstawiciel zdepersonalizowanej masy, Ktoś Nieznajomy, wyprasza go z towarzystwa w finale sztuki[12]. Gdyby w królu odezwały się geny jego elżbietańskiego przodka, pewnie by zaprotestował, walczył i zginął. Te jednak dawno już zostały wyparte z kulturowej puli Zachodu przez allele zjełopienia. […]

[…] Według Florestana człowiek współczesny uważa „te dawne wiary, te hipnotyzmy”, z których Ryszardowie onegdajszych mitów czerpali siły witalne, za „strachy dla dzieci” tudzież „sztuczne tajemnice”. „Mamy dwie rzeczy, których brakło ludziom starożytnym” – oznajmia – „myśl i organizację”[13]. To one podtrzymują nowoczesność i pozwalają jej funkcjonować. Wszystko działa, i to całkiem sprawnie, o ile „dawne wiary i hipnotyzmy” pozostają „strachami dla dzieci”. Gdy bowiem zaczynają niepokoić dorosłych, „myśl i organizacja” okazują się nagle zupełnie nieprzydatne, pozbawione treści i sensu. Tytułowy bohater Ambasadora Mrożka był zadowolonym mieszkańcem świata wężymordowych aksjomatów. Wokół myśli, że jest dyplomatą zorganizował sobie życie wewnętrzne. Zdefiniowawszy się jako oficjalny reprezentant swojej ojczyzny, przyjął, że to wyczerpuje temat jego tożsamości. Wygrywaną tym jednym tonem harmonię duchową zakłóca Ambasadorowi małżonka, Amelie. Na pytanie o to, czy nadal chce być jego żoną udziela mu, jak na złość, nader dyplomatycznej odpowiedzi: „twoją – ewentualnie, ale nie twoją i ambasadora jednocześnie”[14]. Od tej chwili protagonista będzie musiał zastanowić się nad tym, kim właściwie jest, czy bycie ambasadorem w pełni określa go jako człowieka. A jeśli, o zgrozo!, nie, to co wyznacza jego człowieczeństwo, jakie wartości, idee, zasady.

„Liczy się tylko to, co powinno być, a nie to, co jest”[15] zawęża wybór między nimi Pełnomocnik, główny antagonista postaci. Jest przedstawicielem państwa totalitarnego[16]. Narzucany przez nie sposób myślenia może w niektórych swoich przejawach wydawać się idiotyczny. Jak wtedy, gdy reprezentant reżimu podarował Ambasadorowi globus, na którym nie było zaznaczonych kontynentów, „ponieważ politycznie nie są jeszcze całkiem takie jak trzeba”[17]. Rozumowanie to przykrywa oczywiście gruba warstwa absurdu, lecz pod nią „myśl i organizacja” Wężymorda łączy się ze zbyt pochopnie przez Florestana odrzuconymi „dawnymi wiarami i hipnotyzmami”. Rządowi państwa Pełnomocnika przechwycona z nich moc daje siłę nie tylko do przenoszenia gór, ale, jak widać, również kontynentów. Jest to oczywiście zabawne. Ale zarazem nie ma tu przecież nic do śmiechu. Tego rodzaju fantastyczne wizje, podporządkowujące woli człowieka to, co do tej pory zależne było wyłącznie od woli Boga, wiodły na pokuszenie zadufany w sobie Zachód już od czasu dwunastowiecznej gnozy, na co wskazywał Eric Voegelin w Nowej nauce polityki[18]. Pozbywszy się ostatecznie religijnych dogmatów o wrodzonej niedoskonałości rodzaju ludzkiego, nowoczesność zaczęła fanatycznie wierzyć w sekciarskie zabobony przybierające kształt politycznych manifestów, proklamujących bogoczłowieczeństwo. Wytworzył się w ten sposób specyficzny typ teokracji. Według Leszka Kołakowskiego, system ten używa sacrum jako „pretekst służący aspiracjom i interesom profanum”. W efekcie zaś „przeobraża się w totalitarną tyranię, perwersyjną imitację raju”[19].

[…]

Nowoczesność, tak jak portretował ją Mrożek w swoich dramatach, jest królestwem mroku. Śmiesznym i strasznym zarazem. Forma rządów obowiązująca w ojczyźnie dyplomaty z Ambasadora wpędza go w identyczny nonsens, jak system polityczny przedstawiony w Policji funkcjonariuszy organów ścigania. W Ambasadorze mamy do czynienia z demokracją tak liberalną, że doprowadziła do zniknięcia władzy, a razem z nią państwa[20], w Policji (1958)– z totalitaryzmem tak totalnym, że władza, a razem z nią państwo, przestały być do czegokolwiek potrzebne[21]. W obu przypadkach natomiast – z całkowitym fiaskiem nowoczesności miotającej się między ideologicznymi skrajnościami w szale tworzenia „perwersyjnej imitacji raju”.

Efekt dokonywanych przez nią eksperymentów jest taki, jak u Witkiewicza. Ryszarda III skowała, upokorzyła i ośmieszyła jako anachronizm, uosobienie zabobonu i ciemnoty. Liczyła na to, że dzięki temu oczyści Florestanowi scenę Historii. Jako doskonały wytwór jej bubkowatości, duchowo-intelektualnego zjełopienia i niewiary w jakiekolwiek tajemnice miał grać odtąd główną rolę w dziejach. Zanim aliści Wężymord zdążył stać się gwiazdą epoki, zajęły się nim Draby[22] – niechciane, ale nieodrodne dzieci nowoczesnego Zachodu. Ich chów przebiega równie dobrze w środowisku dyktatury, jak i demokracji, zwanej przez Charlesa Baudelaire’a „tyranią zwierzęcą, zookracją”[23]. Nie jest bowiem zależny od uwarunkowań politycznych, lecz duchowych. A te przez każdą władzę kształtowane były w ten sposób, aby zbydlęcenie uznane zostało za szczytowe osiągnięcie naszego kręgu cywilizacyjnego. Swoje znaczenie posiadał tu zapewne fakt, że ułatwiało ono panowanie nad masami […].

[…]

[…] Nasza cywilizacja, upojona bezprecedensowym rozwojem nauki i techniki, wygoniła ze swojej duszy, umysłu i serca wszystkich Ryszardów III swoich mitów, zdając się wyłącznie na „myśl i organizację”. Ta zrodziła Drabów, którzy dławią każdy, nawet najbardziej rachityczny przejaw indywidualności. Tej mimo wszystko wciąż jeszcze zdarza się upominać o swoje prawa. Jednym z nich jest prawo do samostanowienia. Aby zeń skorzystać, trzeba wpierw wiedzieć, czym jest to „samo”, co ma się „stanowić”. Współtworzy je w nas, ludziach Zachodu, tragedia i jej protagonista. W zaawansowanym, terminalnym stadium nowoczesności może on tylko wściekać się na siebie za to, że pozostaje wierny aksjologii Aten, Jerozolimy i Rzymu. Przepełniony niesmakiem wobec niej, jak Ambasador Mrożka, czeka na śmierć. A z nim nasza kultura. Nie broni już wartości, z jakich wyrosła, bo w szaleństwie ojkofobi ich nienawidzi. Umiera przeto wraz z nimi.

___

1. Zob. L. Strauss, Jerozolima i Ateny. Rozważania wstępne, [w:] L. Strauss, Jerozolima i Ateny oraz inne eseje z filozofii politycznej, przeł. R. Mordarski, Wydawnictwo Marek Derewiecki, Kęty 2012, s. 25.

2. S. Mrożek, Dziennik 1970-1979, Wydawnictwo Literackie, Kraków, Kraków 2012, s. 575.

3. Zob. R. Scruton, Zielona filozofia. Jak poważnie myśleć o naszej planecie?, przeł. J. Grzegorczyk, R. P. Wierzchosławski, Zysk i S-ka, Poznań 2017, s. 235.

4. Zob. H. Levin, Cesarz Gok, tłum. W. Leder, [w:] H. Levin, Wielka Nierządnica z Babilonu i inne sztuki mityczne. Teatr życia i śmierci, Austeria, ADiT, Warszawa 2015, s. 180.

5. Zob. tamże, s. 185.

6. Zob. tamże, s. 195-196.

7. Zob. S. I. Witkiewicz, Nowe Wyzwolenie, [w:] S. I. Witkiewicz, Dzieła zebrane. [Tom 5:] Dramaty I, PIW, Warszawa 1996, s. 335.

8. Zob. D. C. Gerould, Stanisław Ignacy jako pisarz, przeł. I. Sieradzki, PIW, Warszawa 1981, s. 149-150, 158.

9. Zob. D. C. Gerould, Cytowanie obrazów – Witkacy i Shakespeare Selousa, „Pamiętnik Teatralny” z. 3-4 (111-112)/1979, s. 530-533.

10. Zob. S. I. Witkiewicz, Nowe…, s. 344.

11. Zob. tamże, s. 353.

12. Zob. tamże, s. 358.

13. Tamże, s. 349.

14. S. Mrożek, Ambasador, [w:] S. Mrożek, Dzieła zebrane. [Tom IV:] Teatr 2, Noir sur Blanc, Warszawa 1996, s. 134.

15. Tamże, s. 145.

16. Zob. tamże, s. 182.

17. Tamże, s. 144.

18. E. Voegelin. Nowa nauka polityki, przeł. P. Śpiewak, Aletheia, Warszawa 1992, s. 149-150.

19. L. Kołakowski, Jezus ośmieszony. Esej apologetyczny i sceptyczny, przeł. D. Zańko, Znak, Kraków 2014, s. 40.

20. Zob. S. Mrożek, Ambasador, s. 157.

21. Zob. S. Mrożek, Policja, [w:] S. Mrożek, Dzieła zebrane. [Tom XII:] Teatr 6, Noir sur Blanc, Warszawa 1998, s. 31.

22. Zob. S. I. Witkiewicz, Nowe…, s. 359.

23. Zob. Ch. Baudelaire, Edgar Allan Poe, jego życie i dzieła, przeł. T. Kijowski, [w:] Ch. Baudelaire, Pisma: Sztuka romantyczna, słowo/obraz terytoria, Gdańsk 2003, s. 315.

Tytuł oryginalny

SZKODA ZACHODU. Fragmenty niewygłoszonego referatu z konferencji „Mrożek i nowoczesność”, która miała odbyć się 2 listopada 2020 roku.

Źródło:

Teatrologia.info

Link do źródła

Autor:

Antoni Winch

Data:

25.11.2020