EN
11.03.2022, 11:04 Wersja do druku

Szanujmy wspomnienia: unikatowa publikacja o początkach Opery na Zamku w Szczecinie

Wczoraj w Operze na Zamku w Szczecinie odbyło się spotkanie prezentujące wyjątkową publikację pt. „U źródeł szczecińskiej sceny muzycznej. Protokoły posiedzeń Towarzystwa Miłośników Teatru Muzycznego (1956–1958)”. Publikacja pod redakcją Jacka Jekiela i Krzysztofa Kowalczyka powstała przy współpracy Opery na Zamku i Archiwum Państwowego w Szczecinie z okazji jubileuszu 65-lecia teatru muzycznego w Szczecinie.

od lewej: Eryk Krasucki, Krzysztof Kowalczyk, Jacek Jekiel, Aleksandra Nieżychowska, Tomasz Nieżychowski / mat. teatru

W 1956 r. narodził się w Szczecinie teatr muzyczny – dzisiejsza Opera na Zamku. Impuls do powstania zawodowej sceny muzycznej dała garstka ludzi, której przyświecała wspólna idea, pasja i zamiłowanie do sztuki operowej. Z zebrań miłośników, w których uczestniczyło wiele kluczowych postaci szczecińskiej kultury tego okresu, zachowały się protokoły, wydane w niniejszej publikacji wraz z historycznym opracowaniem. Publikacja traktuje o początkach Operetki Szczecińskiej i pierwszych latach jej działalności. Jest ukłonem w stronę założycieli Towarzystwa Miłośników Teatru Muzycznego. Zawiera zdecydowaną większość dokumentów i zdjęć nigdy niepublikowanych.

Poniżej skrót spotkania, w którym wzięli udział: dr Jacek Jekiel, dyrektor Opery na Zamku w Szczecinie – moderator, dr hab. Krzysztof Kowalczyk, prof. US, dyrektor Archiwum Państwowego w Szczecinie, dr hab. Eryk Krasucki, prof. US, Instytut Historii Uniwersytetu Szczecińskiego, Aleksandra i Tomasz Nieżychowscy – córka i syn Jacka Nieżychowskiego –  założyciela Towarzystwa Miłośników Teatru Muzycznego i pierwszego dyrektora Operetki Szczecińskiej.

Jacek Jekiel, dyrektor Opery na Zamku w Szczecinie opowiadał, jak około dziesięciu lat temu pracował jako historyk nad jednym ze swoich tekstów w Archiwum Państwowym w Szczecinie. Wtedy zainteresował się historią zespołów Opery na Zamku. Trafił na protokoły posiedzeń organizacji, która powstała w 1956 roku, a której celem było utworzenie w Szczecinie pierwszej sceny muzycznej, którą nazwano Operetką Szczecińską. - Pomyślałem sobie, że kto jeszcze poza takim wariatem jak ja do takiego archiwum zajrzy? I że może się uda kiedyś tę publikację wydać i „zawiesić” w sieci. I tak zrodził się pomysł współpracy z prof. Krzysztofem Kowalczykiem, obecnie dyrektorem Archiwum Państwowego w Szczecinie. I w rezultacie publikacja powstała – mówił Jacek Jekiel.

Opowiada ona o początkach powstania Towarzystwa Miłośników Teatru Muzycznego i Operetki Szczecińskiej, na której czele stanął Jacek Nieżychowski, śpiewak z Gliwic, wcześniej mieszkający w Szczecinie. Mówi się, że pomysł zrodził się w pociągu relacji Szczecin-Gdynia, w którym doszło do spotkania z Romanem Szechterem, ówczesnym wiceprzewodniczącym Wojewódzkiej Rady Narodowej w Szczecinie, a prywatnie zdeklarowanym miłośnikiem operetki i wielkim melomanem.… Córka Jacka Nieżychowskiego twierdzi, że jeszcze wcześniej, że ojciec stwierdził, że skoro Gliwice mogą mieć operetkę, to dlaczego nie Szczecin?

- Wiadomo było, że gdy on sobie o czymś pomyślał, to nie było siły, żeby tego nie załatwić – wspominała Aleksandra Nieżychowska. – Drażnił władze, bo nosił sygnet rodowy, ale dla niego nie było zamkniętych drzwi.

- Na pewno bardzo ważne było spotkanie z panem Szechterem, który, mimo iż o ludziach ze sfer władzy w domu często się nie mówiło, był u nas wymieniany jako dobry człowiek, który pomógł otworzyć te drzwi – mówił Tomasz Nieżychowski, syn pierwszego dyrektora Operetki Szczecińskiej.

Eryk Krasucki opowiadał o atmosferze sprzed 1956 roku i o tym, co się wydarzyło, że Jacek Nieżychowski mógł utworzyć w Szczecinie teatr muzyczny, o socrealistycznym nurcie, do którego artyści musieli się przystosowywać, o pierwszych eksperymentach zapowiadających zmiany w Polsce w dziedzinie kultury, słynnym symbolu – wierszu Adama Ważyka „Poemat dla dorosłych” jako awangardzie.

fot. mat. teatru

- Zmiany, które zaszły po śmierci Stalina, doprowadziły do momentu, kiedy to Jacek Nieżychowski mógł zacząć rozmawiać z Romanem Szechterem, żeby móc otworzyć teatr – podsumował Eryk Krasucki.

Krzysztof Kowalczyk mówił o tym, co wyłoniło się z protokołów. – Grupa zapaleńców, na czele z Jackiem Nieżychowskim, kilka osób z Gliwic, ale przede wszystkim ze Szczecina, w bardzo trudnych warunkach, stwierdziła, że w mieście nie ma teatru muzycznego i coś z tym trzeba zrobić. Widać w tych protokołach, że ich dyskusje były bardzo konkretne. Z jednej strony zastanawiano się, czy teatr muzyczny ma być inicjatywą społeczną, czy filią już działającej filharmonii. Tu wygrali autonomiści, którzy stwierdzili, że zrobią wszystko sami. Trudno było zdobyć materiały na adaptację ówczesnej hali Milicji Obywatelskiej. Walczono z zaangażowaniem o środki na bieżące utrzymanie. Gdyby nie ta determinacja, to przedsięwzięcie by się nie udało. Ono było niezmiernie ważne, bo Szczecin po 1945 roku był miastem, które powstało na „suchym korzeniu”. Wszystkie instytucje trzeba było otworzyć od początku, dodatkowo przybyło tu mniej elity intelektualnej niż na przykład do Wrocławia. Szczecin był miastem zapomnianym, peryferyjnym, dlatego to był olbrzymi trud tych ludzi.

Jacek Jekiel opowiadał o pierwszych spotkaniach blisko 30 osób zaangażowanych w utworzenie teatru i pierwszej premierze w 1957 roku. – Ta inicjatywa nie miałaby racji bytu, gdyby nie coś, co ich połączyło – Operetka Szczecińska była światem pięknym, kolorowym. Na pierwszą premierę z Gliwic zostali oddelegowani soliści, wysłana była cała scenografia oraz kostiumy, orkiestrę stworzyli filharmonicy. To wszystko stało się zalążkiem operetki „Krainy uśmiechu”, powiewu normalności – mówił. Irena Brodzińska, śpiewaczka kochana przez szczecinian, która zaśpiewała w tej premierze, wspominała: – Pracowałam w wielu teatrach, ale zdecydowałam się na Szczecin, bo tu była wyjątkowa publiczność. Takiej atmosfery nie było nigdzie, taki teatr zdarza się raz na sto lat. To była rodzina.

A czym wówczas mogła być ta fala kolorowego uśmiechu? Zdaniem Krzysztofa Kowalczyka był to efekt odwilży po wyjątkowo opresyjnym systemie, ale i szarzyzny życia, deficytów na rynku. – Najpierw był okres beznadziei połączony z represjami. I na tym tle pojawiło się coś barwnego, ludzie-dziwacy, oryginały, osoby nonkonformistyczne. którzy z niczego chcą stworzyć coś. To był promyk nadziei dla Szczecina. Przez wiele lat byli elitą kulturalną tego miasta.

Według Eryka Krasuckiego to nie była inicjatywa skierowana „wbrew”, przeciw systemowi. – Ci ludzie zawsze wierzyli w publiczność i w to, że mają spełnić pewną rolę w społeczeństwie, wiara w to, że Szczecin może wyglądać inaczej.

Wkrótce podamy informację, gdzie będzie można zapoznać się z publikacją w internecie.

Historia Opery na Zamku w Szczecinie: https://www.opera.szczecin.pl/teatr/65-lat-opery-w-szczecinie

Źródło:

Materiał nadesłany