EN
14.03.2022, 11:24 Wersja do druku

Świętoszkowate rewerencje „Don Juana”

„Don Juan” Moliera w reż. Radosława Rychcika w Teatrze Nowym w Łodzi. Pisze Katarzyna Wojtysiak-Wawrzyniak w portalu Teatrologia.info.

fot. Natalia Kabanow / mat. teatru

Obłuda jest hołdem, jaki występek oddaje cnocie.
Prawda nie sprawia tyle dobrego, ile złego sprawiają jej pozory.

François de la Rochefoucauld, Maksymy i rozważania moralne

Wojna na Ukrainie wywołała niepokój. Prowokuje do namysłu nad tym, co ludzkie i co boskie, nad dobrem i złem, ale także nad granicami ludzkich możliwości i powinności. W takich okolicznościach w Teatrze Nowym w Łodzi, w atmosferze demonstrowanej solidarności z Ukrainą, ma miejsce premiera Don Juana Moliera w reżyserii Radosława Rychcika w uwspółcześnionym przekładzie Jerzego Radziwiłowicza.

Rychcik to reżyser, który znany jest ze swojej umiejętności odczytywania i wystawiania klasyki literatury poprzez umieszczanie jej w realiach znanych z filmów. W Teatrze Nowym w Poznaniu Dziady Adama Mickiewicza przeniósł w realia USA, a w Katowicach w Śląskim Wesele Stanisława Wyspiańskiego do Północnej Irlandii. Reżyser chętnie sięga po klasykę, ale każde z przedstawień jest swoistą reinterpretacją, w której wyczuwa się wpływ czytania tekstów w duchu Rolanda Barthesa.

Don Juan, obok Mizantropa i Świętoszka Moliera zaliczany jest do klasyki światowej dramaturgii. Postać Don Juana – uwodziciela uosabiającego erotyczny wigor i niezaspokojone pragnienie – stała się mitem i została zinterpretowana w ciągu kilku wieków przez wielu twórców. Łódzkie wystawienie dramatu wpisuje się w obchody czterechsetlecia urodzin Moliera. W obecnym sezonie zostały zaprezentowane w Warszawie aż dwie wersje tego molierowskiego utworu. Zobaczyliśmy spektakl zatytułowany Don Juan albo kamienna uczta w reżyserii Mikołaja Grabowskiego w Ateneum. Don Juana w tłumaczeniu Bohdana Korzeniowskiego przygotował z kolei Piotr Kurzawa w Teatrze Polskim.

Spektakl Rychcika rozpoczyna się monologiem Sganarela (Bartosz Turzyński), który mówi o swoim chlebodawcy – Don Juanie. Nie ma tu jednak miejsca dla swoistej dialektyki Sganarela, która stanowi nie tylko kontrapunkt dla Don Juana, ale też charakterystyczne tło dla innych postaci. Sztuka toczy się szybko, bo cały spektakl trwa niecałe półtorej godziny. Sganarel nosi wysłużony, beżowy prochowiec, znoszone buty i skórzaną teczkę. Przeistoczony został we włoskiego detektywa z filmów kryminalnych z przełomu lat sześćdziesiątych i siedemdziesiątych minionego stulecia.

Reżyser umieścił akcję sztuki we wnętrzu małego prowincjonalnego kościoła we Włoszech, mimo że w oryginalnym tekście toczy się ona w wielu miejscach. Na scenie widzimy drewniane ławki i krzesełka. Po prawej stronie konfesjonał. W centralnym miejscu olbrzymie drzwi. Nad nimi witrażowa, piękna rozeta, przez którą wpada jasne światło. Klimat, przesiąknięty chłodem posadzki i szmerem odmawianych modlitw, został wzbogacony widokiem klasycznych kolumn i posągu Komandora. Należy podkreślić, że scenografia stanowi bez wątpienia jeden z najmocniejszych punktów tego przedstawienia.

Wnętrze posłużyło Rychcikowi do krytyki Kościoła sprowadzonej tutaj przede wszystkim do do niestosownych zachowań seksualnych zakonnic i księży. Widzimy ich na scenie, jak wychodzą z konfesjonału poprawiając przekrzywione części garderoby, czy też wykonując mało stosowne gesty. Aluzje do nadużyć seksualnych duchownych wywołują śmiech, bo są przedstawione w sposób groteskowy, nieco w stylu włoskiego kina Federica Felliniego czy Piera Paola Pasoliniego.

fot. Natalia Kabanow / mat. teatru

Tytułowy Don Juan (Paweł Kos) jest tutaj nie tyle uwodzicielem, choć bez wątpienia posiada swoisty wdzięk, co hedonistycznym narcyzem, prowokatorem i buntownikiem. Ubrany w czarne, wąskie spodnie, czarną marynarkę, białą koszulę i czarne, lakierowane mokasyny wygląda jakby miał właśnie stawić się na pokaz mody. Przesadna gestyka uwypukla z jednej strony jego uwodzicielskie możliwości, z drugiej zaś zwraca uwagę na narcystyczny rys osobowości. Porusza się on z matematyczną wręcz precyzją, przypominającą dworski taniec, ale te rewerencje, mimo że pełne wyszukanego kunsztu, wydają się jedynie pustą formą.

Zachowanie kobiet uwodzonych przez Don Juana – Karolki (Emilia Walus) i Małgośki (Aleksandra Posielężna) – nie ma w sobie niczego z niewinnej postawy młodości. Dziewczęta zdają się być dobrze ,,zorientowane” w całej sprawie i chętnie ,,grają w grę” przez niego zaproponowaną. Jedynie prawowita żona Elwira (Malwina Jelistratow), którą Don Juan wyprowadził z klasztoru, a później porzucił, zachowuje pewien rys wzniosłości i stanowi godną przeciwniczkę swojego męża.

Wszystkie przygody i spotkania Don Juana mają miejsce w scenerii starego kościoła i w realiach Włoch czasu rewolucji seksualnej z roku 1968. Don Juana odwiedza zatroskany ojciec Don Luis (Dariusz Kowalski) i dopada go zemsta za jego niecne czyny – zostaje zaproszony na ucztę przez Komandora, ale nie ginie w piekielnym ogniu, lecz w rezultacie vendetty wymierzonej przez braci Elwiry tuż przy drzwiach kościoła. Rychcikowi udało się wyeliminować interwencję sił nadprzyrodzonych. Jednak zachował metafizyczny wymiar kary, pokazując Sganarela jako wcielony głos posągu Komandora, który – stojąc przed figurą – zostaje oświetlony w taki sposób, iż mamy wrażenie, że zmarły przybył z zaświatów. W tym czasie w tle słychać i widać pioruny bijące z nieba.

Spektakl jest dobrze zrytmizowany, co podkreśla umiejętna reżyseria światła i organowa, kościelna muzyka. Warto też zwrócić uwagę na ruch sceniczny, dzięki któremu udało się w dużej mierze scharakteryzować poszczególne postaci i stworzyć nieco filmową atmosferę.

Molierowski Don Juan pokazany przez Rychcika posiada pewne cechy molierowskiego Mizantropa. Wydaje się być zniesmaczony fałszem i obłudą świata. Kiedy nie może znieść obłudy (także swojej własnej), odwraca się do nas plecami, klęka i zbiera mu się na wymioty. Można to odczytać jako odwołanie do książki Sartre’a Mdłości opowiadającej o ,,niesmaku istnienia”. Don Juan oddala się od postaci molierowskiego pierwowzoru, stając się w pewnym sensie Mizantropem, zaś po części Świętoszkiem. Obydwa te dramaty ubarwiają nieco pokazaną przez Rychcika postać Don Juana.

Molierowski oryginał posłużył Rychcikowi do snucia rozważań na temat postchrześcijańskiej rzeczywistości, a właściwie krytyki hipokryzji Kościoła czy też hipokryzji ludzkiej. Być Don Juanem, Świętoszkiem czy też Mizantropem? Oto jest pytanie. A może wcielić się w nich wszystkich razem? Wtedy będzie o wiele dowcipniej, ale czy zawsze o wiele mądrzej i zabawniej, to już zależy od poczucia humoru.

Tytuł oryginalny

ŚWIĘTOSZKOWATE REWERENCJE „DON JUANA”

Źródło:

Teatrologia.info

Link do źródła

Autor:

Katarzyna Wojtysiak-Wawrzyniak

Data publikacji oryginału:

10.03.2022