Logo
Recenzje

Świat według maszyn

14.10.2025, 09:40 Wersja do druku

„Nowy wspaniały świat” wg powieści Huxleya w reż. Anny Obszańskiej we Wrocławskim Teatrze Pantomimy. Pisze Anna Pajęcka w dwutygodniku.com.

fot. mat. teatru

Ponowna lektura „Nowego wspaniałego świata” przyniosła mi przekonanie, że ta powieść nawet z libertarianina potrafi zrobić konserwatystę. I chociaż do libertarianki jest mi znacznie dalej niż do konserwatystki, to ponowne czytanie książki Huxleya, którą pamiętałam przecież jako szkolną lekturę, było mało komfortowe. Powrót ten wydarzył się za sprawą Anny Obszańskiej i jej premiery we Wrocławskim Teatrze Pantomimy. Tu, na gościnnej scenie Piekarni, oglądałam zresztą jedne z najlepszych spektakli ostatnich lat: „Niepokój przychodzi o zmierzchu” Małgorzaty Wdowik, który objechał liczne festiwale, był formalnym majstersztykiem, przekraczał możliwości polskiego teatru i pokazywał osobność autorki – także w warsztacie pracy, o czym zresztą opowiadała na naszych łamach; „I Love Chopin” Jędrzeja Piaskowskiego i Huberta Sulimy był jazdą bez trzymanki, a na pewno bez trzymania się jakichkolwiek konwencji czy oczekiwań. „Nowy wspaniały świat” wychodzi nawet poza tę skalę, to przedstawienie w każdym detalu fascynujące.

Aldous Huxley napisał swoją powieść w 1931 roku, już po rewolucji maszyn – także umaszynowienia się wojskowych ciał podczas I wojny światowej – i po początkach psychoanalizy, ale jeszcze przed głębszym namysłem nad mechanizacją ciała czy genderową cielesnością. Ciało pozostaje tu przede wszystkim narzędziem produkcji: pracy, relacji. Huxley posługuje się grubą przesadą, by doprowadzić rzeczywistość do granic absurdu. Ale czy dzisiaj to nadal absurd? Standaryzacja ludzi, porcjowanie tlenu według zasad kastowych – a tlen rozwija mózg, co wpływa na możliwość innowacji i społecznego postępu – hodowanie dzieci w butelkach czy wreszcie historia przedstawiona już tylko jako bujda: te motywy, dziś czytane na nowo, brzmią prawie jak gotowe wątki publicystyczne. Huxley był też hipisem, jeszcze zanim istnieli hipisi – eksperymentował z narkotykami i pisał o wolnej miłości. Z jego pisania pamiętamy raczej jednak obrazy laboratoryjnych wnętrz niż dymnych rozważań przy ognisku. Bo właśnie w takich wnętrzach wykluwa się „Nowy wspaniały świat”.

We Wrocławskim Teatrze Pantomimy Anna Obszańska nie podaje wprost tekstu, nie interesuje jej sceniczna adaptacja, raczej ciągłe aktualizowanie się wątków zapisanych przez Huxleya. Obszańska – aktorka, reżyserka, choreografka i performerka – jest dziś jedną z najbardziej interesujących twórczyń w polskim teatrze. Ciało jest w jej spektaklach medium oporu, a ruch staje się narzędziem myślenia. Widać tu fascynację tym, co graniczne – między biologią a technologią, między cielesnością a dyscypliną, w którą wpisane jest także jej własne doświadczenie problemów zdrowotnych, pokazane w szczecińskim spektaklu choreograficznym „Giselle, tańcz”. Na ekranie umieszczonym na scenie poza cytatem z Huxleya pojawia się cytat z Elona Muska i ze Stelarca – tego ostatniego widz może kojarzyć najmniej. To artysta od dekad przekraczający granice ciała i technologii, znany z performansów, w których podwieszał się na umieszczonych pod skórą hakach. Zanim Florentina Holzinger zaczęła zlecać to swojej aktorce w niemal każdym spektaklu, wydawało się gigantycznym przekroczeniem tego, co można robić ze swoim ciałem w ramach widowiska.Obszańska – aktorka, reżyserka, choreografka i performerka – jest dziś jedną z najbardziej interesujących twórczyń w polskim teatrze

Obszańska buduje sceniczny świat nie na fabule, lecz na tym, co w książce Huxleya najbardziej gęste, co tkwi u jej podstaw. To bardzo słuszna intuicja – ⁠„Nowy wspaniały świat” jest przegadany, a największy ciężar leży tu w samych opisach laboratoryjnego środowiska, w którym odbywa się praca nad „produkowaniem światów”. Relacje międzyludzkie w tej powieści są zwyczajnie nudne – współczesnego czytelnika już nie szokują przecież liberalne, niemonogamiczne związki. Najciekawszy jest system, w jakim powstają. I właśnie ten system stanowi główną treść spektaklu.

Aktorzy nie „grają” tu świata z Huxleya, ale przeżywają go w ciele – fizycznie, precyzyjnie, jakby ciało było maszyną, a ruch – kodem. Reżyserka pracowała z dramaturgiem Błażejem Biegasiewiczem i kompozytorką Małgorzatą Penkallą, znaną m.in. z zespołu Enchanted Hunters. Wideo Anety Sieniawskiej, światła Jędrzeja Jęcikowskiego, kostiumy i scenografia Mateusza Jagodzińskiego są równie ważne jak aktorzy – to one opowiadają świat, w którym człowiek jest jednocześnie tworzywem i produktem. Pracują tu wszystkie elementy scenografii. Kostiumy są fenomenalne – odciążeni od konieczności śledzenia fabuły, widzowie obserwują ich nieustającą zmienność. W ciszy każda zmiana staje się wydarzeniem, jak w kinie niemym. W jednej ze scen owinięta w kostium z taśmy i folii postać próbuje się wydostać, rozcinając go drobnymi nożyczkami. Pozbawieni językowych bodźców, obserwujemy to z emocją równą śledzeniu walki na ringu. W jednej ze scen owinięta w kostium z taśmy i folii postać próbuje się wydostać, rozcinając go drobnymi nożyczkami. Ta scena o ciele jest intensywniejsza niż jakakolwiek nagość. 

Ta scena zrobiła na mnie większe wrażenie niż inna, wywołująca salwy śmiechu: scena z gargantuicznymi dmuchanymi genitaliami. Prawdziwe genitalia nie robią już na nikim wrażenia, ale powiększone – groteskowe, przerysowane – nadal śmieszą. Są tu produktem sceny, efektem ubocznym świata, który wytwarza się ponad miarę. Pojawiają się też sprężynowe chodziki – na pograniczu robotyzacji i współczesnej medycyny. Są eksperymenty na ciałach przypiętych kablami, na ludziach, którzy – jak u Huxleya – zostali przypisani do kasty przeznaczonej do doświadczeń. To wprost obrazy tortur, ale pozbawione komentarza. Obszańska nie interpretuje, nie moralizuje. Zamiast dystopii mamy tu raczej chłodny zapis stanu rzeczy, świata, w którym subskrybujemy wszystko: emocje, relacje, a nawet tlen.

Reżyserka daje nam konglomerat scen, które sami musimy fabularnie połączyć. Może tekst w teatrze wcale nie jest konieczny? Myślałam o tym, siedząc na widowni, wśród pewnie kilkuset osób, całkowicie zafascynowanych. Nie ze względu na dystopię czy inne kategorie podrzucone przez Huxleya, ale właśnie na zmysły odciążone przez brak słów, choć spektakl wychodzi przecież od ciągłego dociążania ciał i zmysłów, angażowania, aktualizowania. Zespół aktorski posługuje się tu warsztatem ruchowym najwyższej jakości. W ostatniej sekwencji muzyka i ruch przejmują scenę całkowicie, jakby reżyserka chciała zamknąć spektakl doświadczeniem cielesnym, wprowadzeniem widza w trans, wyjściem do zdrowego, czującego ciała. „Hej, widzu – poczuj to ciało, poczuj narzędzie, mechanikę” – zdaje się mówić jej ⁠„Nowy wspaniały świat”.

Obszańska i Biegasiewicz nie są opowiadaczami, próbują nas raczej osadzić w huxleyowskim świecie. Bo co nam po tym, że odtworzymy sobie fabułę – jak ja przed spektaklem – i pokręcimy głową nad tym, jaka ta wizja jest szalona, jak aktualna. Możemy interpretować ją dzisiaj przez zachodni postęp, wzorce, Instagram, AI, kult siły, Dolinę Krzemową, coraz dziwniejsze technologiczne fantazje multimiliarderów – w tej aktualności jest coś przerażającego.

W ostatnich kilkunastu minutach spektaklu Obszańska prowokuje nasze widzowskie ciała do buntu – wobec fabuły, wobec tekstu, wobec rozumienia i racjonalności. Używa do tego pozatekstowych narzędzi – światła, dźwięku, ciał aktorów, które w pojedynczych scenach zlepiają się w jeden, potrójny, toczący się po scenie organizm. Być może chce, byśmy znaleźli się w stanie podobnym do tego, który obserwowaliśmy przez ostatnią godzinę. Dąży nie do pokazania nam świata, ale do umieszczenia nas w nim, osadzenia w doświadczeniu. Teatr powinien robić to zawsze, a nie tak często mu to wychodzi. Tu udaje się na dwieście procent. Bo ⁠„Nowy wspaniały świat” w ujęciu Obszańskiej nie jest adaptacją, tylko przefiltrowaniem Huxleya przez współczesną rzeczywistość – przez mechanikę ciała, przez świat, w którym produkcja dotyczy już nie fabryk, lecz nawyków i emocji. To teatr, który nie przedstawia dystopii, tylko pozwala ją fizycznie odczuć. Teatr, dla którego nadal warto wierzyć w siłę widowiska.

Tytuł oryginalny

Świat według maszyn

Źródło:

dwutygodnik.com
https://www.dwutygodnik.com
Link do źródła

Autor:

Anna Pajęcka

Sprawdź także