07.06.2021, 15:03 Wersja do druku

Stypa

„3Siostry” według Antona Czechowa w reż. Luka Percevala, koprodukcja TR Warszawa i Narodowego Starego Teatru w Krakowie. Pisze Michał Centkowski w Newsweeku.

fot. Magda Hueckel

Wybitny belgijski reżyser Luk Perceval zadebiutował w Polsce spektaklem inspirowanym „Trzema siostrami" Czechowa. Koprodukcja TR Warszawa i Narodowego Starego Teatru w Krakowie miała być odważną reinterpretacją klasycznego dramatu, opowiadającą o starzejącej się Europie. Ostatecznie wątek ten wyczerpało uczynienie ze zdeklasowanej Nataszy stereotypowo krzykliwej Ukrainki. 

Wysmakowaną scenografię projektu Philipa Bussmanna tworzy przede wszystkim ogromna ściana zwierciadeł, efektownie drgających w najbardziej dramatycznych momentach. W nich przeglądają się znudzone, tęskniące za przeszłością postaci. W tej ścianie odbija się mniejsza, umieszczona w głębi, na której wyświetlane są projekcje. Oniryczny, duszny świat zacierających się wspomnień, wzajemnych pretensji, skrywanych pragnień - cała ta czechowowska rzeczywistość w przedstawieniu Belga jest poddana dekonstrukcji, fragmentaryczna, jakby pęknięta. Niestety w tej planowanej dezintegracji dramatu nikną pełnokrwiste postaci, gęste emocjonalnie relacje, subtelna psychologia. Mimo sugestywnej muzyki widowisko grzęźnie też dramaturgicznie.

Aktorzy z choreograficzną precyzją snują się po scenie, grając w zwolnionym, niemal medytacyjnym tempie, to znów eksplodują emocjami, rysowanymi nieraz zbyt grubą kreską. W pamięci zostają jedynie znakomity Zygmunt Józefczak jako konsekwentnie osobny baron Tuzenbach oraz pełna pogodnej rezygnacji Olga w interpretacji Marii Maj. U Czechowa nudzą się bohaterowie sztuki, u Percevala – widzowie.

Tytuł oryginalny

Dekonstrukcja Czechowa

Źródło:

Newsweek Polska nr 23