"Poławiacze pereł" Georgesa Bizeta w reż. Tomasza Podsiadłego w Operze Bałtyckiej w Gdańsku. Pisze Wiesław Kowalski w Teatrze dla Was.
Pogrążona w konflikcie pracowniczym Opera Bałtycka w Gdańsku na kolejną premierę wybrała "Poławiaczy pereł" Georgesa Bizeta. Tym razem nie kazano nam czekać, jak to było przed rozpoczęciem "Sądu Ostatecznego", kiedy prowadzony strajk opóźnił spektakl o kilkanaście minut. Niestety, kryzys, jaki od miesięcy opanował gdańską placówkę, nie ominął także realizatorów francuskiej opery, a szczególnie jej reżysera Tomasza Podsiadłego, który nie potrafił w swojej inscenizacji zerwać z operową sztampą i sztucznością. Widać to najdobitniej w poprowadzeniu głównych postaci dramatu, które zatrzymały się na poziomie konwencjonalnych gestów, ilustracyjności i braku aktorskiego wyrazu. Ze śpiewem też bywało różnie, stąd rozczarowanie spektaklem jest jeszcze większe. I tego wrażenia nie ratuje kilka udanych scen zbiorowych z udziałem chórzystów. Spektakl jest nierówny, estetycznie siermiężny, w przeważającej części statyczny i mało dynamic