Logo
Magazyn

Sto razy w Hollywood. Historia Olka Krupy

3.09.2026, 08:53 Wersja do druku

Jeżeli komukolwiek z polskich aktorów udało się w ostatnich dekadach grać w Hollywood z największymi gwiazdami i występować u największych reżyserów, to na pewno Olkowi Krupie. Niestety, mało kto o tym wie. Sylwetkę aktora kreśli Łukasz Maciejewski w magazynie „Kraków i Świat”.

fot. mat. Facebook

W Gromie, u Krzysztofa Jasińskiego i Beaty Rybotyckiej, na kilkudniowym spotkaniu przyjaciół Teatru STU, miałem przyjemność prowadzić spotkanie z artystą. Olek był zawstydzony szumem wokół siebie. On, grający dwukrotnie u braci Coen, u Woody'ego Allena czy Adriana Lyne'a, wydawał się speszony publicznym wystąpieniem. Większość artystów (ze znacznie mniejszymi sukcesami) nie miałoby z tym żadnego problemu.

„Dlaczego nie wiedzieliśmy o sukcesach pana Krupy wcześniej, dlaczego nie mogliśmy o tym przeczytać?" - podobne pytania słyszałem tego wieczoru wiele razy. Dlaczego? Nikt chyba nie potrafiłby na takie pytanie odpowiedzieć. Chłopiec z Rybnika, rozmarzony i dosyć zadziorny, występy w lokalnym domu kultury, tak zwanym „Bombaju", konkursy, potem pomysł na studia prawnicze, inne pomysły (był nawet opiekunem w domu poprawczym), byleby nie pójść do wojska. Tadeusz Łomnicki załatwił w końcu dla Olka specjalną zgodę, żeby mógł studiować w wymarzonej szkole teatralnej, chociaż przekroczył limit wieku. Pedagodzy: Łomnicki, Mrozowska, Łapicki, dyplomy u Zygmunta Hubnera i Ryszardy Hanin. Pierwszy teatr - Płock (grał głównie u Jana Skotnickiego), pierwsza miłość - Amerykanka. Wyjazd do USA, tęsknota za Polską, powrót do Polski.

Już podczas pierwszego pobytu w USA wkroczył odważnie w kontrkulturowy świat teatru amerykańskiego: hipisi, wolna miłość, wyzwolona sztuka. Poczuł, że w Płocku robi się za ciasno. W Stanach była wtedy Izabella Cywińska, zapytał o radę. Usłyszał: „Zakręć się wokół Teatru STU w Krakowie, wokół Jasińskiego. To będzie chyba to, czego szukasz naprawdę". Krzysztof Jasiński przyjechał do Płocka (po powrocie Olka z USA), zobaczył Krupę, zabrał ze sobą do Krakowa. W STU został przez sześć lat. Teatralnie to były dla niego lata najważniejsze. Zagrał Mistrza w legendarnych Pacjentach , trawestacji Mistrza i Małgorzaty, w Operetce Gombrowicza, w szeroko komentowanej Donkichoterii".

„Powtarzam zawsze, że jestem aktorem STU. Od Krzysztofa Jasińskiego nauczyłem się najwięcej. Odkryłem, co jest dla mnie ważne. Co się liczy. Jak może pracować zespół, jak czytać literaturę. To stanowiło dla mnie artystyczne wyposażenie na całe zawodowe życie". Wciąż Olek Krupa należy do Rodziny STU.

Po latach, już jako ceniony aktor amerykański, powrócił do krakowskiego teatru, żeby zagrać Papkina w Zemście  i Kenta w Królu Learze.

Na początku lat 80. w Polsce robiło się nerwowo, ówczesna żona Olka poczuła, że to ostatni moment na powrót do USA. Krupa przeciągał jednak decyzję w nieskończoność. W końcu wyjechał z Krakowa na kilka miesięcy przed  wybuchem stanu wojennego. W styczniu 1982 roku wiedział już, że nie ma do czego wracać. Zmieniło się wszystko, zmieniło diametralnie. Wtedy rozpoczęła się wielka amerykańska przygoda aktora. Z jednej strony walka o sens, z drugiej, walka o przetrwanie. Sens to był teatr, a STU był wówczas mocną marką. Krupa, krok po kroku, coraz odważniej zaznaczał swoją obecność na off-Broadwayu. Zainteresował się nim charyzmatyczny Joe Papp, dyrektor nowojorskiego Public Theater. Grał Van Gogha, grał Gauguina, w Polowaniu na karaluchy Janusza Głowackiego spotkał się z Elżbietą Czyżewską. Występował sporo, ale nie bardzo miał z czego utrzymać rodzinę, o kinie nawet nie myślał. Przeszedł drogę typowego emigranta - najpierw praca fizyczna, potem splendory. „Malowałem ściany i robiłem to bardzo dobrze, można było się z tego utrzymać".

Przełomem artystycznym była dla Olka nagroda Drama-Logue za rolę hrabiego Almavivy w sztuce Ódóna von Horvatha Figaro się rozwodzi. Któregoś dnia na spektakl przyszedł słynny reżyser filmowy Adrian Lyne, twórca Flashdance i Fatalnego zauroczenia. Lyne przygotowywał się wówczas do realizacji dramatu erotycznego 9 i 1/2 tygodnia. Zobaczył Olka i wiedział już, że chce się z nim spotkać na planie.

„Sporo rozmawialiśmy, głównie o polityce, nie o kinie. Polska była wtedy w USA ważnym tematem. Rolę w tym filmie dostałem bez castingu, po prostu przyjechałem na plan i tyle". 9 i 1/2 tygodnia stał się przełomem w karierze Kim Basinger i Mickeya Rourke'a, był przełomem także dla naszego Olka Krupy. „Zagrałem w 9 i 1/2 tygodnia niewielką rolę byłego męża bohaterki granej przez Kim Basinger, ale to wystarczyło. Rybka połknęła haczyk. Od tamtej pory zacząłem regularnie pojawiać się na planie". Do dzisiaj zagrał w ponad sześćdziesięciu filmach amerykańskich, z reguły były to duże produkcje mainstreamowe, często zauważalne role drugoplanowe, nie epizody.

W Gromie, u Jasińskiego, podczas rozmowy obejrzeliśmy fragmenty filmów z udziałem Olka Krupy, wysłuchaliśmy wielu jego pasjonujących opowieści. Krupa nie walczy z warunkami, z akcentem. Gra głównie Rosjan, Polaków, emigrantów z Europy. „Albo mafiozi, albo generałowie - tak przede wszystkim jestem przez Hollywood postrzegany" - mówi aktor, który - nie mam żadnych wątpliwości - wypadłby znakomicie w rolach romantyków, poczciwin, lekarzy. Zagrał Gromykę w głośnych Trzynastu dniach z Kevinem Costnerem, z tym samym aktorem spotkał się także w Ukrytych działaniach . Ten słabo w Polsce znany, a przecież znakomity obraz był nominowany do Oscara i Złotych Globów w najważniejszych kategoriach. Krupa zagrał w nim mieszkającego w Stanach Polaka, Karla Zielińskiego, ofiarę Holokaustu, namawiającego bohaterkę do walki o siebie.

Dwukrotnie pracował z braćmi Coen. „Są wybitnymi artystami. Idealna praca na planie. Przyglądałem się z podziwem, jak pięknie potrafią ze sobą współpracować, jak się wzajemnie uzupełniają i dokładnie wiedzą, czego chcą. Pamiętam taką sytuację: gram scenę, ale czuję, że można zagrać to lepiej. Pytam braci, czy można powtórzyć? Usłyszałem: »Olek, przecież wiesz, że my nie puścilibyśmy źle zagranej sceny ani z tobą, ani z nikim innym«". Pierwszym spotkaniem z braćmi Coen była znakomita Ścieżka strachu z 1990 roku. „Grając z wybitnymi aktorami, rozmawiając z nimi, nie chcę tego nadużywać, nigdy nie robię sobie zdjęć. Traktujemy siebie po partnersku. Jedyny wyjątek zrobiłem właśnie na planie Ścieżki strachu. Grał tam Albert Finney, a zdjęcie z dedykacją Finneya było marzeniem mojej córki. Poprosiłem zatem o zdjęcie".

Drugie spotkanie z Coenami to komedia Tajne przez poufne. „Już się znaliśmy, wiedzieliśmy o sobie sporo. Frances McDormand jest bardzo błyskotliwa, Brad Pitt zabawny. To jedno z ważniejszych dla mnie wspomnień".

Z innym autorem kina amerykańskiego Woodym Allenem spotkał się na planie komediodramatu Co nas kręci, co nas podnieca z 2009 roku z Patricią Clarkson i Evan Rachel Wood. „Była szansa na wcześniejsze spotkanie zawodowe z Woodym, ale sam to spotkanie zaprzepaściłem, kiedy na zdjęciach próbnych nieświadomie powiedziałem Allenowi coś, co go chyba uraziło. Jeżeli nawet się wtedy na mnie obraził, to nie na zawsze, skoro zaprosił mnie potem na plan Co nas kręci, co nas podnieca...

Do dzisiaj zagrał w ponad sześćdziesięciu filmach amerykańskich, z reguły były to duże produkcje mainstreamowe, często zauważalne role drugoplanowe, nie epizody. U Allena pracuje się higienicznie. On po prostu dobrze obsadza, a na planie nie daje zbyt wielu uwag. Ta rola nie była łatwa, graliśmy miłosny trójkąt. »Woody, czy ja dobrze wypadłem?«". On: »Gdyby było źle, na pewno bym ci powiedział«. Niewiele robi dubli, praca kończy się o 17.00, ponieważ wieczorami Allen gra na klarnecie w klubie jazzowym".

Za linią wroga Johna Moore'a z kreacjami Gene'a Hackmana i Luke'a Owena to było mocne, pacyfistyczne w wymowie kino wojenne. Krupa grał generała, posługiwał się serbskim. Na ekranie przemoc, wojna, okrucieństwo. „Przygotowując się do tej roli, zafarbowałem włosy na blond. Pomyślałem, że to będzie ciekawe. Serb blondyn. Reżyser, powiedział mi jednak: »Wiesz, jednak będziesz brunetem«. Film Za linią wroga to przykład tego, czym jest aktorstwo. Grałem postać zupełnie nie z mojej bajki, w obcym języku, a jednak się udało. Wszystko polega bowiem na tym, żeby potrafić taki charakter przepisać na siebie". O głośnym Salt Philippe'a Noyce'a z Angeliną Jolie w Polsce pisano przede wszystkim ze względu na postać Orłowa w wykonaniu Daniela Olbrychskiego, mało kto jednak wspominał o tym, że w obsadzie był także Olek Krupa w znaczącej roli Borysa Matwiejewa. Obecny na spotkaniu w Gromie Jacek Cygan wspominał: „Oglądamy Salt u Daniela, szczęśliwi, że zagrał tak pięknie, i to u boku Angeliny, i nagle widzę naszego Olka. Przecież to jest Olek Krupa!".

 Alexie - samym w domu", trzeciej części kultowego Kevina, był zabawnym rzezimieszkiem czyhającym na dom tytułowego Ale-xa (Alex D. Linz). Oglądając tę komedię, bez trudu można wyłapać polskie zdania, które udało się Krupie przemycić do roli. „Kilka razy się udało, przekonałem reżyserów, że warto wtrącić jakieś polskie zdanie. W A/exie (Kevin, czyli MacCauley Culkin, nie mógł tej roli zagrać, był już nastolatkiem) grany przeze mnie Petr mówi do Alexa po polsku: »Rozgniotę cię jak karalucha!«".

Ostatni duża rola Olka to Gorbaczow w Reaganie Seana McNamary z Dennisem Quaidem w roli tytułowej. Gorbaczow zagrany powściągliwie, ze zrozumieniem, z emocjonalną prawdą. „Nie sądziłem, że dostanę tę rolę, nie wierzyłem w to. Nie jestem podobny do Gorbaczowa. Inne warunki. Kiedy przyszedłem na casting, miałem włosy do ramion, na czole bandanę. Nic z Michaiła. A jednak reżyser mnie wybrał. »Dlaczego to zrobiłeś?« - zapytałem go. Odpowiedział, że obejrzał wiele filmów z moim udziałem i nie miał żadnych wątpliwości. Charakteryzacja trwała codziennie trzy godziny. Na planie zaprzyjaźniłem się z Johnem Voightem, miałem z nim najwięcej scen. W dedykacji po zakończeniu zdjęć, napisał mi: »Praca była krótka, ale przyjaźń będzie głęboka«".

To wciąż niepełna hollywoodzka filmografia Olka Krupy. Jego aktorskie CV to także arcypopularne serie X-Men  oraz Szybcy i wściekli, świetna Mokra robota  z Johnem Turturro, poruszające Bel Canto  z Juliannę Moore i Christopherem Lambertem, komediowy Dyktator, komedia romantyczna Czas na miłość czy Egzekutor z Arnoldem Schwarzeneggerem. „Rozmawiałem często ze Schwarzeneggerem, jego interesowała polityka, jest bardzo konserwatywny, bardzo zaangażowany".

Po latach Krupa wrócił nie tylko do polskiego teatru, ale także do kina - zagrał niedużą rolę w filmie Freestyle oraz znaczącą w serialu Zmora" produkowanym przez Opus Film. „Wciąż nie byłem z siebie zadowolony, miałem do siebie pretensje. Niepewny tego, czy potrafię jeszcze zagrać po polsku, czy nie mam akcentu". Jacek Cygan: „Kiedy słucham Olka, patrzę na Olka, uśmiecham się do niego, a wreszcie oglądam fragmenty filmów, wydaje mi się, że za tymi sukcesami, a są one bezsprzeczne - nie muszę przecież dodawać, jak wielu aktorów marzyłoby, żeby zagrać u Allena czy braci Coen - mam poczucie, że chodzi o człowieczeństwo. Olek jest pięknym człowiekiem. I to jest jego cecha główna. I to człowieczeństwo Olka widać w jego rolach, a pamiętam także te najdawniejsze, teatralne, pamiętam Pacjentów z Teatru STU. Olek Krupa: Człowiek, który został aktorem. Piękny człowiek".

* Rozszerzona wersja eseju poświęconego Olkowi Krupie zamieszczonego w księdze Teatr STU-Fenomen trwania. 1966-2026.

Łukasz Maciejewski - krytyk filmowy. Wykładowca Wydziału Aktorskiego Wyższej Szkoły Filmowej, Telewizyjnej i Teatralnej im. Leona Schillera w Łodzi. Dyrektor artystyczny festiwalu Kino na Granicy, członek Europejskiej Akademii Filmowej i Międzynarodowej Federacji Krytyków Filmowych FIPRESCI. 64

Tytuł oryginalny

Sto razy w Hollywood. Historia Olka Krupy

Źródło:

Kraków i Świat nr 2026/09/10

Autor:

Łukasz Maciejewski

Data publikacji oryginału:

03.09.2026

Sprawdź także