28.07.2021, 09:13 Wersja do druku

Spektakl o pieniądzach dla tych, co je mają

„Dług” wg Davida Graebera w reż. Jana Klaty w Teatrze Nowym Proxima w Krakowie. Pisze Maciej Stroiński.

fot. mat. teatru

Motto: „I know it sounds strange / But I used to count change” (Die Antwoord, Rich Bitch)

Miasto spędzam w lecie i pomimo prób wyjazdu (do lasu, nad wodę, w pola) konflikt natury z kulturą rozstrzygam na rzecz Krakowa. W lesie, w którym byłem, jest zwyczajnie brudno i nieposprzątane, leżą jeszcze liście z zeszłego sezonu, zeszłoroczne braki śniegu i szczątki roślinne. Polska to nie dla mnie, więcej tam nie jadę. Od dawna za to przepadam chodzić do teatru, który jest przestrzenią eksterytorialną, zwłaszcza kiedy grają dobre osoby aktorskie pod kierunkiem dobrej osoby reżyserskiej. Szczególnie teraz przepadam, odkąd pójście do teatru nie jest oczywistym trybem zaliczenia przedstawienia.

 Do wyboru było: Nowy albo Bagatela, Dług lub Ryzykowna forsa, dzieła w sumie o tym samym, więc wybrałem droższe. Tego popołudnia grali w kinie Parasite’a, dzieło również o pieniądzach, akurat na bifor. Patociekawostka: farsę Ryzykowna forsa stworzył Michael Cooney, syn tego Cooneya.

 O Długu było pisane już dwa lata temu, czyli kiedy powstał, i myślę jak wtedy, że spektakl w porządku, stroje lepsze od narracji, która jest przeładowana, i że siłą przedstawienia jest jego obsada. Ale się podziało, odkąd wyjechali z tego średniej wielkości i wielkiej zapyziałości miasta, którego najnowszym szczytem w sensie artystycznym jest hymn wodociągów. Teraz, by nam zagrać, przybywają nie tramwajem, tylko samolotem, i nie z Bieżanowa, tylko z Awinionu, Strasburga, LA, by wkrótce wyfrunąć do Aten, do Rzymu albo do Wenecji i nie na wakacje, tylko do roboty – roboty w zawodzie, dodajmy już pełen pakiet, żeby wkurzyć wszystkich. Na wypięciu się na Kraków raczej źle nie wyszli. Wtedy żałowałem, teraz gratuluję. Teoretycznie najmniej zazdraszczamy Mai Pankiewicz, bo tylko wielkiego talentu i wielkiej urody, ale jeszcze się nie cieszcie, bo po mieście chodzą ploty, że to gwiazda na wydaniu. Kto wykupi Maję? Stara czy nowa stolica? Czy transfer będzie z Nowej Huty do Krakowa, z Rynku na Szczepański – czy na plac Defilad?

Dług jest musicalem, pamięta o wadze żartu oraz interakcji z widzem, więc jeżeli sto dwadzieścia to nie jest dla ciebie cena zaporowa (spektakl o pieniądzach dla tych, co je mają, widziałem na przykład panią doktor z Kopernika i ludzi teatru), możesz przyjść obejrzeć i nie pożałować, tylko zabierz wachlarz, bo chłodzenie z wywiewaniem zamontują dopiero w kolejnym wcieleniu. 120 złotych to jest dużo złotych za spektakl bez klimy. Jeśli pragniecie obejrzeć jakieś dzieło Klaty, a jesteście z klasy niższej, mniej posiadającej, jedźcie do Warszawy, gdzie w innym Teatrze Nowym inne jego przedstawienie kosztuje po 70, a jest trochę lepsze.

fot. mat. teatru

Tymczasem jesteśmy na krakowskim Kazimierzu, Teatr Nowy przy Krakowskiej. Miejsce z dwoma gwoździami programu, które będą wbite w spektakl, choćby skały srały, niczym figury obowiązkowe w jeździe figurowej – a są to, rzecz jasna, Rosja i alkohol. Zawsze o tym piszę, gdy piszę o Nowym, bo zawsze to widzę, sorry. Może przypadkowo, lecz trafiły też do Długu, do kolażu tekstowego, gdzie mamy Zbrodnię i karę plus podejrzenie odurzenia w zespole The KLF, bo kto spaliłby na trzeźwo bańkę funtów szterlingów?

Stroje Mirka w Długu są w pełni dwustronne nowym typem dwustronności, która nie potrzebuje ubrać się na lewą stronę, żeby się ukazać. Nie ma dołu od kostiumu, który jest zarazem górą, tyłu również nie ma, ciuchy bez zęba na przedzie. Tylko u grających, których ubrano w ten konceptualizm, da się odróżnić twarz do reszty ciała, z wyjątkiem momentów, gdy znikają we mgle, którą sami produkują.

Jeśli się nie mylę, Dług zagrano po raz pierwszy od wiadomo czego. Tekst jest po updacie i zawiera wstawki okołoepidemiczne, i kto mu zabroni?

Patociekawostka: David Graeber, autor pierwowzoru, zmarł niestaro w zeszłym roku, nagłą, chociaż naturalną śmiercią, ale nie na covid – na ostre zapalenie trzustki, co uściślam, bo nie wiem, co myśleć, kiedy ktoś „odchodzi” nie wiadomo na co, jak to dzisiaj w nekrologach, które fakt skończenia życia uznają chyba za nietakt, więc nie komentują. Miał 59 lat i umarł śmiercią w Wenecji.

Źródło:

Materiał nadesłany