„Sodoma” Piotra Mateusza Wacha i Eliasza Niezgody w reż. Piotra Mateusza Wacha w Teatrze Nowym Proxima w Krakowie. Pisze Rafał Turowski na stronie rafalturow.ski.
Twórcy obiecują jednak więcej, niż dają. W opisie czytamy bowiem, że „spektakl zawiera sceny pornograficzne”. Otóż – nie zawiera. I taka zapowiedź może ściągnąć do Proximy widzów zainteresowanych raczej peep-show niż teatrem, chyba nie o to chodziło. Owszem – rzecz jest dość odważna obyczajowo, bo jeśli ma to być de Sade „na współcześnie”, to trudno oczekiwać, by w scenach erotycznych aktorzy występowali w pończochach i perukach. (Chociaż… może – właśnie?). Niemniej – uspokajam – pornografii tu nie ma, a nawiązania do markiza są stosunkowo luźne, bo spektakl Piotra Mateusza Wacha jest – jak czytamy – autobiograficzny, choć nie wiemy – jak dalece, a to akurat bardzo ciekawe.
Rzecz jest jednocześnie poruszająca i w pewien sposób dezorientująca. Może nie szokująca, ale odważna, a zarazem pozostawiająca niedosyt – mam tu na myśli przede wszystkim tekst, chętnie dowiedziałbym się czegoś więcej np. o relacji Andrzeja z Kafką czy – o samym bohaterze.
Właśnie postać Kafki jest najlepiej w tym spektaklu napisana i zagrana (Jan Marczewski), tym większa szkoda, że rola Andrzeja (Jacek Poniedziałek) potraktowana została jednak dość jednowymiarowo.
Ale być może tak właśnie musi być – de Sade, a później Pasolini w 120 dniach Sodomy, nie bawili się w nadmierne cieniowanie, dość wprost dając do zrozumienia, że seks może być również narzędziem szatana. I biada tym, którzy w jego ramiona wpadli. Zwłaszcza – pod wpływem chemii – dopowiada Piotr Mateusz Wach.