19.03.2021, 13:18 Wersja do druku

Śnieg

"Śnieg" Stanisława Przybyszewskiego w reż. Anny Gryszkówny w Teatrze Narodowym w Warszawie. Pisze Rafał Turowski na stronie rafalturow.ski.

fot. Maciej Landsberg, proj. Elipsy/ Archiwum Artystyczne Teatru Narodowego

To ładny spektakl. Z pięknym światłem, muzyką, scenografią, kostiumami i - dobrym aktorstwem. Trudno jednak zgadnąć, dlaczego Anna Gryszkówna sięgnęła po ten zakurzony dramat, niespecjalnie cośkolwiek ciekawego dziś z tego tekstu wynika, ale mimo to oglądnąłem (regionalizm, dopuszczalne) z przyjemnością, gdyż – jako się rzekło – to ładny spektakl.

O tym mianowicie, że mężczyźni wolą zołzy i że Bronia (Dominika Kluźniak), która zołzą nie jest, w sumie postawiła się na pozycji straconej, wiedziała, zobaczywszy Ewę, że Tadeusza (Oskar Hamerski) straci, gdyż – jak wspomnieliśmy – mężczyźni wolą zołzy. Akurat Ewa (Patrycja Soliman) nie jest zołzą jakąś odrażającą, raczej całkiem przyjemną, a do tego - znakomitą architektką wnętrz, Tadeusz raczył urządzenie jej mieszkania skopiować w swoim, która to zbieżność w którymś momencie wywołała daleko idącą konfuzję. Jest jeszcze brat Tadeusza, Kazimierz (Henryk Simon), który wyznaje Bronce miłość, ta Kazika umizgi odrzuca, bo „chce kochać naprawdę” i oboje idą się oboje na końcu zabić, co jest sensownym wyjściem z tej okropnej sytuacji, ale nie wiadomo czy do zgonu dochodzi, gdyż ich wyjście w siną dal ma charakter metaforyczny. Wiadomo natomiast, że w tym czasie ex-kochankowie zupełnie niemetaforycznie spacerują w pobliskim ogrodzie. Makrynę gra Masza Wągrocka i jej obecność, Makryny, nie p. Maszy oczywiście, nadaje całości nutkę oniryczną, zaś wielokrotnie przywoływany przez bohaterów tytułowy śnieg – symboliczną.

Słyszałem w foyer głosy zachwytu, że - o miłości i że takie szlachetne i że ładne. Tak, to ładny spektakl, troszkę jednak zakurzony i dziś jednak nieco naiwny, ufam więc, że p. Przybyszewski wybaczy, że ździebko sobie z niego dworuję.

Tytuł oryginalny

Śnieg

Źródło:

www.rafalturow.ski
Link do źródła