„Słońce. Powietrze. Popiół” w reż. Katarzyny Kalwat we wrocławskim Teatrze Polskim w Podziemiu. Pisze Ewa Mecner na blogu Artystyczne Spojrzenie.
"Słońce. Powietrze. Popiół" to majowa premiera zagrana w Teatrze Polskim w Podziemiu na scenie Centrum Sztuk Performatywnych Instytutu Grotowskiego w reżyserii Katarzyny Kalwat według tekstu austriackiej noblistki Elfriede Jelinek "Sonne. Luft. Asche" (2024).
Ta elegia o słońcu, pełna ironii, smutku, żałoby zbiorowej i indywidualnej jest historią planety, która uwodzi i przyciąga nie tylko pięknem. Słońcem jest w spektaklu znakomita sopranistka Agata Zubel, nie wychodząca poza przestrzeń płonącej światłem kuli, której ośmiela się rozkazywać jedynie Furia (Agnieszka Kwietniewska), demoniczna i wściekła, niczym starożytna Bogini Matka, która mówi przewrotnie "Zadaniem Matki jest zabijać", a spektakl rozpoczyna narcystyczną pełną pychy odmianą "Ja, mnie, moje".
Słońce zabija Ziemię i jej mieszkańców, którzy nieświadomi grożącej im śmierci, smażą się na plaży (świetna Janka Woźnicka jako Plażowiczka), zwabieni reklamami wypoczynku w luksusowych kurortach, powoli nabierając niepokojąco bliskiej oparzeniom czerwonej opalenizny.
Reżyserka podobnie jak w "Finnegans W/Fake" tworzy tu lingwistyczno-mitologiczno-muzyczny koktajl, w którym zanurza postacie - i ludzkie (Plażowiczka) i boskie (Słońce), a może nawet półboskie (Śmieciarz). Pojawiają się tu odwołania do bogów z mitologii greckiej. Groteskowy lubieżny rapujący Apollo napastujący Plażowiczkę (w rozśmieszającym wykonaniu Michała Mrozka), z czasem się uspokaja, "synchronizując" się z odzianą w czerń Furią, pyszniącą się tym, że "nauczyła wszystkich strachu". Furia jest tu jakby drugą odsłoną Słońca (tą bardziej złowieszczą).
Spektakl jest nasycony wątkami i motywami z literatury i filozofii. Postacie poruszają się w świecie skazanym na zagładę. Muzycy grają na żywo. Także Śmieciarz (Michał Opaliński) w czarnej masce niczym Zorro gra na dziwacznych obiektfonach, od czasu do czasu monologując lub w milczeniu czytając książkę, rozparty na leżaku otoczonym plażowymi śmieciami.
W centrum sceny znajduje się wielka kula słoneczna, a w niej pojawiają się postacie. Kula płonie coraz bardziej i z jasnej staje się krwistoczerwona. Śpiew Agaty Zubel jest jak jakaś pradawna pieśń rozpaczy nad ginącą planetą. Bo przecież i Słońce może się skończyć. To epopeja o katastrofie klimatycznej, która dokonuje się na naszych oczach. Płoną lasy, brakuje powietrza. Świat jest bliski samozagłady. A Plażowiczka uparcie smaruje się olejkiem i poprawia makijaż aż do komicznej przesady (dorysowuje sobie kocie wąsiki!). Nawet Apollo jest coraz bardziej zmęczony. Furia opłakuje zmarłego Dziennikarza (znakomity Tomasz Lulek), którego powoli depresyjnie zabiera samobójcza śmierć).
Operę w reżyserii Katarzyny Kalwat wypełnia nie tylko pełen emocji teatr, śpiew, muzyka na żywo skomponowana przez Wojciecha Błażejczyka, niezwykła scenografia Philipa Bussmanna, ale i sceny rodem z teatru lalek (lalka wykonana przez Monikę i Macieja Luścińskich animowana jest przez Agnieszkę Kwietniewską) podkreślające konfesyjny charakter monologu (dialogu?) Furii.
"Słońce. Powietrze. Popiół" to wizualnie wysmakowana, pełna światła dystopijna epopeja o końcu świata, kresie, który spowodowany jest przez wywołaną przez ludzi, postępującą katastrofę klimatyczną; splatającą wizje powolnego umierania planety i odchodzenie w śmierć człowieka. Tekst Jelinek, w tłumaczeniu Moniki Muskały, posłużył tu do wieloznacznej performatywnej opowieści o sytuacji granicznej; gdy zabraknie powietrza, a słońce zamieni wszystko w popiół, by potem zgasnąć. Aktorsko i muzycznie znakomite, choć bliższe awangardowej sztuce i filozoficznym rozważaniom, z pełnymi ironii bon motami ("Słońce przyciąga obcokrajowców", "Słońce to złoty rzeźnik").
Premiera 15 maja w Centrum Sztuk Performatywnych Instytutu Grotowskiego we Wrocławiu. Recenzowany spektakl odbył się 17 maja.