Logo
Magazyn

Setne urodziny Mieczysława Daszewskiego

8.10.2026, 09:59 Wersja do druku

Mija setna rocznica urodzin Mieczysława Daszewskiego. Aktora, reżysera, dyrektora teatrów, społecznika. Pisze Ewa Kwiecień.

fot. mat. Filmu Polskiego

Urodził się 9 października 1926 roku w Stanisławowie. Jako kilkunastoletni chłopak był żołnierzem Armii Krajowej, pseudonim Zew. Potem trafił do partyzantki. O swoich doświadczeniach wojennych mówił niechętnie. Po zakończeniu wojny uzupełniał wykształcenie, którego zwieńczeniem była nauka w Państwowej Wyższej Szkole Aktorskiej w Krakowie. Był uczniem m.in. Zdzisława Mrożewskiego, Juliusza Osterwy i Władysława Woźnika. Jeszcze jako student zadebiutował rolą Jozuego w sztuce Karola Huberta Rostworowskiego „Judasz z Kariothu". Premiera odbyła się 27 marca 1947 roku (cóż za symboliczna dla teatru marcowa data!} w ówczesnych Teatrach Dramatycznych w Krakowie (na scenie Teatru im. Juliusza Słowackiego). Wkrótce, wraz ze swoim nauczycielem Władysławem Wożnikiem i grupą kolegów, wśród których znalazła się jego przyszła żona Krystyna Iłłakowicz, zaczął pracę na Śląsku. Z Teatrem Śląskim związany był w latach 1949-1963. Mając za sobą już wiele doświadczeń aktorskich, pierwsze próby reżyserskie i wsółpracę z ruchem amatorskim objął w 1963 roku dyrekcję Teatru Nowego w Zabrzu. Jak pisał Andrzej Linert: Od początku okazało się, że był nie tylko świadomym i rozważnym kierownikiem artystycznym, uzdolnionym reżyserem i aktorem, a także sprawnym menedżerem, posiadającym rzadki dar zjednywania sobie ludzi (...). Urodzony w Stanisławowie, odnalazł na Śląsku swoją drugą ojczyznę.

Po dwóch latach został dyrektorem Teatru Śląskiego w Katowicach. Do Zabrza wrócił, tym razem na dłużej, by latach 1971-1986 objąć kierownictwo artystyczne i dyrekcję Teatru Nowego. Preferował polską i światową klasykę. Uwielbiał Frerę i Moliera, sam zagrał m.in. Papkina, Łatkę, Harpagona. Wielkim wyzwaniem i sukcesem okazała się inscenizacja „Ryszarda III" Szekspira z Wincentym Grabarczykiem w roli tytułowej. Systematycznie starał się także wprowadzać na scenę współczesną polską dramaturgię. Specjalne miejsce zajmowały spektakle muzyczne. „Na szkle malowane" z Andrzejem Lipskim (późniejszym dyrektorem zabrzańskiej sceny) w roli Janosika, „Kupiec" Plauta czy jubileuszowe „Wesele na Górnym Śląsku" wg Stanisława Ligonia (reż. Jan Klemens), pokazywały nie tylko umiejętności Daszewskiego w doborze różnorodnego repertuaru, ale pozwalały na zaprezentowanie wszechstronności całego zespołu. Piosenki z tych spektakli rozbrzmiewały zawsze po naszych premierach, kiedy na schodach zabrzańskiego teatru, przy wielobarwnym witrażu, chóralnie je przypominaliśmy.

Dla nas, którzy mieliśmy zaszczyt i radość współpracy z Mieczysławem Daszewskim, Dyrektor był przede wszystkim wspaniałym Szefem, empatycznym doradcą i pedagogiem, wszechstronnie uzdolnionym aktorem i reżyserem i bardzo wykształconym oraz oczytanym człowiekiem. Jego znajomość literatury, muzyki i historii budziła nasz szacunek. W tych latach tworzyliśmy prawdziwy Zespół a „Stary", (bo tak potocznie, z sympatią i podziwem, nazywaliśmy naszego Dyrektora) doceniał pracę wszystkich teatralnych działów. To był czas, kiedy śląsko-zagłębiowskie teatry regularnie pokazywały swoje spektakle w tzw. terenie. I to nie tylko na profesjonalnych scenach, ale i w domach kultury, zakładowych salach. Jeździliśmy więc wysłużonym Jelczem i prezentowaliśmy przedstawienia tym, którzy do teatru nie mogli dotrzeć. Większiość zespołu nie mieszkała w Zabrzu. Wiązało się to z codziennymi dojazdami do teatru pociągiem, autobusami. Nieliczni, którzy mieli samochody zabierali kolegów. W końcu i Szef doczekał się Malucha. Staliśmy przed teatrem i z podziwem obserwowaliśmy, jak ten bardzo wysoki mężczyzna z trudem wychodzi z cudu naszej motoryzacji. Trudności komunikacyjne sprawiały, że spędzaliśmy w teatrze wiele, wiele godzin. W skromnym bufecie, w przygarderobianym korytarzu, prowadziliśmy długie rozmowy o teatrze i życiu. Często z udziałem Dyrektora. Nikt nie pędził, nie spieszył się... W końcu byliśmy w naszej teatralnej rodzinie. Może stąd brała się ta nasza zespołowość, przyjaźnie, które przetrwały lata. I choć została nas garstka, nie ma spotkania, abyśmy nie wspominali naszego Szefa.

Mieczysław Daszewski zmarł 9 lutego 1990 roku w Katowicach. Został pochowany na Cmentarzu Komunalnym przy ul. Murckowskiej.Na płycie nagrobnej widnieje lapidarny napis: „Żołnierz AK. Aktor i reżyser". Adres grobu: 10/6/2.

Stulecie urodzin Mieczysława Daszewskiego nasuwa wiele wspomnień. Ale i refleksję, by uczcić Jego pamięć i dorobek. Bo, że jeszcze raz przytoczę Andrzeja Linerta: W historii Teatru Nowego dyrekcja i kierownictwo artystyczne Daszewskiego należały do najcenniejszych.Nikt też tak jak on nie zasłużył się scenie zabrzańskiej. Za sprawą realizowanego repertuaru definiował jej kształt i formułował nowe gusty widowni i dokonywał próby opisu indywidualnych cech mieszkańców miasta. Świadom wyróżniających ich tragicznych doświadczeń wojennych i powojennych zdawał się akcentować rolę, jaką pełnili współcześnie i wskazywał, w opozycji do treści dorażnych, wartości ponadczasowe.

Może warto więc poddać myśl, aby Teatr Nowy w Zabrzu nosił imię Mieczysława Daszewskiego a w Parku Miejskim w Zabrzu zaistniała ławeczka upamiętniająca Jego artystyczną działalność. Chyba nadszedł już właściwy ku temu czas.

***

Cytaty pochodzą z książki Andrzeja Linerta: Mieczysław Daszewski. Artysta rozważny i kompetentny. Instytut Teatralny im. Zbigniewa Raszewskiego, Warszawa 2020.

Źródło:

Materiał własny

Sprawdź także