EN
10.01.2022, 12:52 Wersja do druku

Ścigani przez Levina

„Zimowy pogrzeb” Hanocha Levina w reż. Piotra Bułki i Przemysława Kani, spektakl dyplomowy studentów Wydziału Teatru Tańca w Bytomiu, Akademia Sztuk Teatralnych w Krakowie. Pisze Sławomir Szczurek z Nowej Siły Krytycznej.

fot.mat. teatru

Spotkanie z dramatami Hanocha Levina zawsze mnie cieszy. Znak, że będzie słodko i gorzko, a szykować się należy na konfrontację przede wszystkim ze sobą samym.

Po latach nietykania jednego z najbardziej znanych tekstów izraelskiego autora, spowodowanym błyskotliwym jego tknięciem przez Krzysztofa Warlikowskiego, odważyła się w minionym roku zrobić to Małgorzata Warsicka w Teatrze Polskim w Bielsku-Białej. I bardzo dobrze, że w sobie tę odwagę znalazła. Pokazała, że nieco przestawiając akcenty, któregokolwiek nie wziąć bohatera, otrzymamy ciekawą perspektywę świata i człowieka. W „Krumie” skupiła się nie na tytułowym a na jego przyjacielu Tugattim – świetnie zagranym przez Przemysława Kosińskiego – i towarzyszącej mu Dupie (Marta Gzowska-Sawicka).

Dlaczego tak cenię sobie spotkania z Levinem? To proste. Ze względu na jego język i przede wszystkim mentalność. To spotkanie z innym kręgiem kulturowym, z którego sporo możemy wynieść dla siebie. Spojrzeć na sprawy dobrze znane w zgoła inny sposób. Z ukosa, nie wprost. A nuż w nas to coś obudzi, ocuci, a nawet ubawi. Coś, co zwykle przyprawia jedynie o smutek i przygnębienie.

Nie inaczej jest z „Zimowym pogrzebem”. Levin wali między oczy. W scenie otwarcia widzimy odchodzącą ze świata Alte Bobiczek. Nim skona, trwa nerwowa wyliczanka pogrzebowych gości – „Przyjdą? Nie przyjdą?”. Spokój odejścia, wymuszony na poczciwym synu Laczku (Bartosz Goździkowski), zapewnić może jedynie świadomość, że w ostatniej drodze towarzyszyć jej będą najbliżsi. „No bo jednak byłam tutaj, na ziemi. Byłam, prawda? Zajmowałam jakieś miejsce. Oddychałam powietrzem, trochę mówiłam, przygotowywałam jedzenie. Byłam”. Jawi się jako ta, która nawet w temacie własnej śmierci chce mieć decydujące zdanie. To ostatnia wola Alte, a jej wypełnienie spada na barki najbliższych. Istnieje przecież coś takiego jak moralny obowiązek spłacenia długu boleści. Levin w doskonały sposób portretuje oczekiwania stawiane rodzinie. Przymus wywiązywania się z danego słowa, składania obietnic bez pokrycia i zadawalania za wszelką cenę rodziców, wybijają się wśród nich na pierwszy plan.

Nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie fakt, że pomimo śmierci życie toczy się dalej. Nie chce zatrzymać się ani na moment. Nie daje chwili na odpoczynek, zadumę i należyte przeżycie tragedii. W tym samym czasie ktoś się rodzi a ktoś weseli z zaślubin. Alte Bobiczek umarła ewidentnie nie w porę. Bo „Zimowy pogrzeb” to mozaika złożona z najważniejszych ceremonii, jakie w życiu mogą mieć miejsce. Ślubu i pogrzebu. W tym konkretnym przypadku doświadczających jedną rodzinę.

Spektakl dyplomowy studentów Wydziału Teatru Tańca w Bytomiu ukazuje świat kurczowo trzymający się rytuałów życia. To ceremonie, które wzajemnie się wykluczają, obowiązki nawet wobec śmierci. Cóż jednak ważniejsze? Na czym się skupić? Radować się z wesela, czy opłakiwać zmarłą? Gdy zachciewa się komuś podarować ślub, to mu od razu wypada pogrzeb jak z rękawa. A zamiast białej sukni zobaczymy czarny karawan. Ten moment konfrontacji pozostających w opozycji do siebie pragnień usytuowany zostaje w centrum przedstawienia. Ciotka Laczka – Szracja (Olga Bury) – całe życie czekała na ten dzień, na ślub córki Welewecjeli, i ani myśli przedkładać smutek pochówku krewnej nad radość z tego dnia. Zrobi wszystko, by nieszczęsne przeznaczenie nie dopadło jej rodziny. By zaproszeni goście nie byli zawiedzeni, a przygotowane kurczaki nie zmarnowały się. Zorganizuje wycieczkę, by podziwiać wschód słońca na plaży i nie odstraszą jej nawet himalajskie szczyty. Celem ogrzania się, gotowa jest poświęcić byt buddyjskiego mnicha.

Życie dopadnie nas zawsze i wszędzie. Znajdzie nas, czy tego chcemy, czy nie. Zaczyna się dokładnie w momencie, w którym mamy zupełnie inne wobec niego plany. Nie zważa na porę i okoliczności. Nawet biegaczki, które chcą oszukać czas, przegonić śmierć, nie mogą być pewne swego „Może biegałyśmy na darmo? Może trzeba było pływać zamiast biegać?”.

Świat Levina pełen jest silnych kobiet i słabych mężczyzn. Żon (Szracja, Cickewa) ubliżających mężom i mających ich za nic (sugerujących nawet, że dziecko poczęły same) i zastraszanych mężów (Raszes), którzy przyjmą każdą obelgę, byle tylko mieć spokój. Molestowanych synów (Poproczenko) i nijakich córek (Welwecjele). Rzeczywistość ma gorzki posmak i wypełniają ją toksyczni ludzie. Każdy próbuje coś ugrać dla siebie, jeden „sprzedałby” drugiego, gdyby tylko na horyzoncie pojawiła się lepsza opcja. Każdy chce lepszego życia, a nikt nie rozumie, że lepsze może zacząć od siebie. Ten teatrzyk dnia codziennego uprawiany przez każdego z członków rodziny bawi i przeraża jednocześnie. Tu wszyscy są nieszczęśliwi. Pogrzeb może jedynie dopełnić tego nieszczęścia, a wesele choć na chwilę oderwać myśli od codziennego położenia. Stąd tragizm sytuacji. Dla jakich chwil budujemy zatem życie? Co powinniśmy zrobić żeby trochę pożyć? Oto z czym pozostajemy po przebywaniu z Hanochem Levinem.

Reżyserzy bytomskiego dyplomu, Piotr Bułka i Przemysław Kania, pozostawili widzów internetowej transmisji ze skrzętnie poprowadzoną narracją. W obrazku i realizacyjnie wszystko się zgadza. Jest poprawne. Przeszarżowali jednak myśląc, że ich podopieczni udźwigną ciężar życia bohaterów Levina, balansujących na granicy absurdu. Na uwagę zasługuje jednak bardzo wyrazista i mocno zbudowana rola Olgi Bury (Szracja – matka panny młodej). Tylko ona potrafiła sprostać wizjom izraelskiego dramatopisarza. Potrzeba do niego aktorstwa specyficznego. Potrafiącego umiejętnie wymieszać świat absurdalnej rzeczywistości i niecodziennego surrealizmu. Być może należało tanecznym ruchem pokazać ten niebywały korowód smutku i radości, z jakim mamy do czynienia w „Zimowym pogrzebie”.

Teatralne realizacje tekstów Levina bezwzględnie wymagają wsparcia muzyki i scenografii. Obu świetnych w bielskiej adaptacji „Kruma” Małgorzaty Warsickiej. Zabrakło tego w bytomskim dyplomie.

Hanoch Levin

„Zimowy pogrzeb”

tłumaczenie: Agnieszka Olek

reżyseria: Piotr Bułka, Przemysław Kania

spektakl dyplomowy studentów Wydziału Teatru Tańca w Bytomiu, Akademia Sztuk Teatralnych im. St. Wyspiańskiego w Krakowie, obejrzany spektakl online: 21 grudnia 2021

występują: Olga Bury, Ewelina Cieśla, Daria Gacek, Martyna Hickiewicz, Alicja Hudeczek, Karolina Jędrzejko, Nadia Kraińska, Agnieszka Kramarz, Patryk Balicki, Tomasz Copik, Rafał Gajek, Bartosz Goździkowski, Jakub Müller, Marek Szajnar

Sławomir Szczurek – filolog polski, absolwent Laboratorium Pedagogiki Teatru, od 2016 roku związany z Nową Siłą Krytyczną.


Źródło:

Materiał własny