Logo
Recenzje

Samotność artysty

29.06.2026, 12:13 Wersja do druku

„Caravaggio” w choreogr. Mauro Bigonzettiego w Teatrze Wielkim im. Stanisława Moniuszki w Poznaniu. Pisze Benjamin Pachalski na swojej stronie.

fot. Ośka/Bogunia/mat. teatru

Niekiedy mają miejsce sytuacje, że przygotowywany spektakl nieświadomie koresponduje z rzeczywistością polityczną. Zaczyna współgrać z tchnieniem życia społecznego, rezonuje ze światem zewnętrznym, tym co wokół staje się tematem debaty publicznej. Tak jest z ostatnią premierą baletową Teatru Wielkiego im. Stanisława Moniuszki w Poznaniu. Mowa o Caravaggio w choreografii Mauro Bigonzettiego do muzyki Bruno Morettiego, który garściami czerpie ze spuścizny Claudio Monteverdiego. Realizatorzy ukazują indywidualnego bohatera, twórcę żyjącego dla sztuki, która nie daje tylko jemu spełnienie, ale także ma wartość dla ogółu wspólnoty, także dla następujących pokoleń. To samotnik, indywidualista targany wewnętrznymi sprzecznościami, gdzie właśnie poszukiwanie własnego języka wypowiedzi jest nadrzędną wartością w kreacji dzieła. Owe opuszczenie, może nawet niezrozumienie, jest dojmujące i znaczące. Ktoś zada pytanie - a gdzie ów związek z tym co ma miejsce dziś? Przykład wybitnego malarza staje się przyczynkiem do refleksji kim jest artysta obecnie, co ma do zaoferowania, zaproponowania, przedstawienia. Opozycją dla niego jest społeczność pełna żywiołowości i ekspresji. Żyjąca sama dla siebie przy wtórze Bachusów, wodzirejów nieustannej zabawy. Ten kontrast jest niezwykle ciekawy - zabawy z wyciszeniem. W ogólnym obrazie zawsze widzimy twórców jako lekkoduchów, a jednak to osoby zaangażowane w proces twórczy, który może zostać zwieńczony arcydziełem. Bowiem widzenie Caravaggia to obraz samotnika poszukującego piękna i światła.

Owe myślenie współgra z dyskursem publicznym nad ustawą o zabezpieczeniu owej grupy społecznej, która wywołała olbrzymią polemikę i spór nie tylko w łonie rządzących, ale także w części społeczeństwa. Owa debata będzie trwała, a właśnie dawne postaci, które złotymi zgłoskami zapisały się na kartach encyklopedii ukazują, że bez mecenasów i możnych nie byłoby możliwe tworzenie. A ono poprzedzone jest budowaniem kunsztu, poszukiwaniem optymalnych rozwiązań estetycznych, które staną się radością dla oka publiczności.

Michelangelo Merisi da Caravaggio, włoski malarz, reformator europejskiej sztuki, mistrz światłocienia, którego obrazy to połączenie fizycznej formy oraz psychologii w treści stał się, w tym sezonie, także bohaterem spektaklu dramatycznego. Przygotowała go Agata Duda-Gracz w Teatrze Śląskim w Katowicach. Między nogami Leny, czyli Zaśnięcie Najświętszej Marii Panny według Caravaggia ukazywało brud Rzymu, jego przyziemność i zło pisane gwałtem oraz przemocą. Artystka zestawiała ową rzeczywistość patologiczną z wizyjnością malarskiego pędzla. Owe połączenie światów - tego realnego i kształtowanego w głowie świetnego artysty - tworzy efekt dzieła pełnego cierpienia i bólu. Również nową pracę choreograficzną w Chemnitz przygotował Bruno Bouche, dyrektor baletu opery narodowej w Strasburgu. Zatem to postać niezwykle atrakcyjna dla ukazania nie tylko artystycznego kunsztu, ale również osobowości, życia, wnętrza, które możemy jedynie diagnozować, choć owa wyprawa w świat myśli jest niezwykle kreatywna dla sztuki tańca.

fot. Ośka/Bogunia/mat. teatru

Mauro Bigonzetti swoją wersję Caravaggio przygotował osiemnaście lat temu dla niemieckiego zespołu Staatsballett Berlin. Propozycja poznańska jest przeniesieniem ówczesnej realizacji. Święci ona nadal triumfy na scenach włoskich, a to głównie za sprawą powierzenia tytułowej partii świetnemu tancerzowi włoskiemu - Roberto Bolle. Kluczem owej interpretacji jest indywidualizm postaci, jego nie tylko techniczne możliwości, ale także warunki fizyczne oraz głębia swoistej introwertycznej natury, która winna zostać oddana na scenie. Bigonzetti, tym spektaklem, debiutuje w naszym kraju. A przecież to utytułowany artysta, o bogatym dorobku choreograficznym, w którego twórczości istotnym jest zwrócenie uwagi na postaci ze świata sztuki. Ale nie opowiada nigdy życiorysów, czerpie z owego dobrodziejstwa. Są one tylko pretekstem wejścia w świat myśli, spostrzeżeń, wnętrza. Tak było w La Piaf, poświęconej wybitnej pieśniarce francuskiej, w Rossini Cards wykorzystującym kompozycje włoskiego mistrza, ale także humorystyczne wątki z życia kompozytora, a także w baletowej wersji Procesu, gdzie równoważne stało się nazwisko autora - Franza Kafki będące interesującym stadium indywidualnej destrukcji jednostki. Przewrotność twórcy polega na tym, że jedną z najbardziej rozpoznawalnych jego prac pozostaje Cantata będąca ekstatycznym, żywiołowym widowiskiem zabierającym widzów w świat południa Włoch, gdzie taniec i muzyka miesza się z codziennością szarego życia wspólnoty. Choreograf jest uniwersalny w swojej autorskiej kresce. Z mistrzostwem i technicznymi trudnościami czerpie z neoklasyki, ale również tworzy indywidualną ideę współczesnego wyrazu. Praca przygotowana w stolicy Wielkopolski to właśnie odwołanie się do klasyki, choć wiele w niej innowacyjności za sprawą akrobatyki i siłowych figur. Wyglądają one zjawiskowo. Spowolnione, utrzymane w lekko sennym rycie dają wizję tworzenia żywego obrazu, który zostaje utrwalony dzięki owym delikatnym muśnięciom gestu. To jak zatrzymane kadry filmu, stop klatki dające do myślenia i będące refleksją bohatera. To niezwykle mądrze przemyślany fragment ukazujący, że sztuka wizualna to nie tylko pędzel i paleta, ale kreatywność i kontemplacja.

fot. Ośka/Bogunia/mat. teatru

Przedstawienie jest niezwykle kameralne, zindywidualizowane, choć skonstruowane na kontraście: skupienia i żywiołowości. Całość rozpoczyna mroczna sekwencja z obrysem świetlnym sceny, będącym odbiciem ramy obrazu, która pojawi się wraz z końcem pierwszej części i będzie kluczowym elementem dekoracji w drugiej sekwencji. Pytaniem staje się czy Caravaggio czerpie z owego świata zewnętrznego, który wypełnia grono tancerzy, a może od niego stroni, ucieka w myśl własnej kreatywności? Wydaje się, że jest odmieńcem - podziwianym, ale odrzuconym. Bigonzetti buduje dychotomię - spokoju, kontemplacji artysty i orgiastycznego tańca zespołu, mieszkańców miasta, co na myśl przywołuje wspomnianą już Cantatę. Niestety owe wykonanie jest mało atrakcyjne. Nie można absolutnie zarzucić choreografowi braku kreatywności. Kreska jest atrakcyjna, oryginalna i pomysłowa. Jednak kolejne grupowe wstawki są wtórne względem siebie. Powielają to co można było zobaczyć chwilę wcześniej. Schematyzm układu, wejścia zawsze z tej samej strony nużą. Ale co gorsza ukazują bardzo duże braki w technicznym przygotowaniu w zakresie tańca klasycznego zespołu. Jest niezwykle przykro patrzeć na brak synchronizacji, współdziałania wśród tancerzy. Każdy tańczy swoje nie myśląc, że budują oni jedną masę. Zatem to spektakl solistów, którzy rekompensują owe niedobory. W scenach ludycznych fantastycznie prezentują się Alan Nascimento oraz Takatoshi Machiyama jako Bachusy. Są zalotni, radośni niczym wodzireje nieustannej zabawy. Niezwykle udanie im towarzyszy Robyn Hodges jako Cyganka. Ale to tylko muśnięcia owej grupowej porażki wyrazu.

Kontrastem pozostanie świat tytułowego bohatera. Przynosi on nie tylko taneczne ukojenie, ale artystyczne spełnienie, stające się wielkim popisem artystów poznańskich. Świetnie w tytułowej partii odnalazł się Giorgio Tinari. Jego warunki fizyczne, ale także umiejętności taneczne oddają świat życia malarza. Ma w sobie pewną obcość, odmienność, tajemnicę, sporu wewnętrznego, czegoś nieodgadnionego, poszukującego, ukrytego. Jego interakcje z tym co wypływa z umysłu: Światło (Chiara Ruaro), Piękno (Anita Crema), Mrok (Jessica Coffey), Przeznaczenie (Alexandre Sellani) i Dusza (Mauricio Stengel), są zjawiskowe i niesamowicie sugestywne. Owe duety, tria i większe interakcje wyglądają zjawiskowo. To jak przelewanie z tego co tworzy się w głowie na płótno znajdujące się w ramie tworzącej tło akcji scenicznej. Cała druga część to właśnie owa kameralna podróż artysty w głąb samego siebie. Poszukiwanie i dążenie do ideału, którego celem jest stworzenie perfekcyjnego dzieła. Swoista walka o bohatera pomiędzy myślami dominującymi uczuciowość kreatywności. Zatem to nie klasyczna biografia artysty, ale jego świat kreacji pełen nieodgadnionych myśli kształtujących wielkość malarskiej doskonałości.

Ale największym wygranym owego poznańskiego spotkania pozostanie muzyka. Świetna kompozycja Bruno Morettiego to nie tylko partner dla tańca, w którym wykorzystano fragmenty wskazanego Monteverdiego, oddającego ducha epoki wybitnego malarza, ale przede wszystkim świetny obraz kontrastów. Tak jak na scenie, gdy żywiołowość przerywa minimalizm, analogicznie brzmi podkład kompozycji. Ma w sobie coś filmowego, płynnego, a przede wszystkim urzekającego. Nie są to oderwane fragmenty od głównego zamysłu choreograficznego, ale współgrający, komplementarny element widowiska. Orkiestra pod kierunkiem Katarzyny Tomali-Jedynak brzmiała niezwykle dojrzale, współpracowała z kreacją sceniczną. Ma ona w sobie niebagatelny czar bez którego trudno sobie wyobrazić świat malarskiego czasu Caravaggio.

Poznański spektakl urzeka pięknem obrazów, które wiele dają do myślenia o artystach we współczesnym świecie, gdzie dominuje zabawa i tania rozrywka. Co zostaje po twórcy? Jak on może odnaleźć się wśród nas będąc kimś osobnym i odmiennym? Zawsze lubię gdy przedstawienie pozostawia po sobie ślad myśli i refleksji. Tak jest w Poznaniu, ale do pełnego spełnienia brakuje precyzji tanecznego wykonania. A to chyba kluczowe w widowisku baletowym.

Tytuł oryginalny

SAMOTNOŚĆ ARTYSTY

Źródło:

benjaminpaschalski.pl

Link do źródła

Autor:

Benjamin Paschalski

Data publikacji oryginału:

29.06.2026

Sprawdź także