"Woyzeck" Georga Büchnera w reż. Piotra Cieplaka w Teatrze Narodowym w Warszawie. Pisze Benjamin Paschalski na blogu Kulturalny Cham.
"Samotność cóż po ludziach, czym śpiewak dla ludzi?". To pierwsze zdanie z "Wielkiej Improwizacji" z "Dziadów" części III Adama Mickiewicza. Ten stan emocjonalny, wyobcowanie, poczucie bycia odrzuconym na margines wspólnoty towarzyszy nam często w życiu. Ale samotnicy to nie tylko ofiary, ale również postawy z wyboru. Wielokrotnie nadwrażliwcy, którzy nie umieją odnaleźć kontaktu ze światem, żyją w swoimi wewnętrznym świecie szczęścia i spełnienia. Odizolowanie przynosi radość ale i pustkę. To jednak zawsze wybór lub konsekwencja życiowej egzystencji. Ostatnia premiera Teatru Narodowego, "Woyzeck" Georga Büchnera w reżyserii Piotra Cieplaka, jest historią o szczególnej samotności, kogoś kto wyrzucony na margines życia popełnia zbrodnię niwecząc szczęście własne i innych. To przedstawienie skrojone na jednego aktora, tytułowego bohatera - Cezarego Kosińskiego. Występujący gościnnie na narodowej scenie cały faktycznie jest Woyzeckiem.